O, bardzo często to robię, w sumie nawet nie wiem czemu Aż ten ktoś pierwszy powie cześć, chyba, że się tak gapi i gapi to powiem to cześć, ale zaraz uciekam
Tez tak mam, że jak już powiem cześć, to mi się wydaje, że brzmiało to głupio,że mogłam to powiedzieć trochę pewniej, takie głupie rozkminianie
staram sie unikać ludzi z ktorymi w jakimś stopniu się znam aby tylko nie bylo takiego glupiego zderzenia wzrokiem... i wymuszanego 'cześc" z ich strony.
Ostatnio potrafię sama się odezwać czy machnąć ręką i dać znak, że nadal poznaje heeh ale to w skrajnych przypadkach (reszta odwraca wzrok albo uważa że jak ma okulary to nikt jej nie widzi...)
ogólnie wole odwrocic się plecami i udawać ze czegoś szukam na sklepowej półce, lub wcisnać się w jakieś uliczki aby ta osoba poszla
_________________ mój blog...
http://sekrety-karolajny.blog.pl/
***
"Najważniejsze jest, byś zapamiętał chwile
Te, w których było Ci dobrze, w których byłeś szczęśliwy"
Wiek: 20 Dołączył: 05 Wrz 2011 Posty: 175 Skąd: z Polski
Wysłany: Czw 15 Wrz, 2011 17:12
łoboże, mam to samo co Wy!
najgorsze i najżałośniejsze jest to, że gadając dzień wcześniej z koleżanką ze szkoły na gg przez kilka godzin, następnego dnia widząc ją na korytarzu specjalnie udawałem, że jej nie widzę, byle tylko nie powiedzieć "cześć". ahhhh jak to musiało z mojej strony idiotycznie wyglądać.
no i nie dziwota, że nie mam żadnej koleżanki
też mam opory przed powiedzeniem "cześć", ale tylko do kolesiów, których słabo znam - zawsze nachodzą mnie myśli, że wypadłem głupio, albo że już skrytykowali mnie w myślach...
Wiek: 22 Dołączył: 15 Sie 2011 Posty: 33 Skąd: Pomorskie
Wysłany: Czw 13 Paź, 2011 11:51
U mnie tak do godziny 13:00 jest w miare ok (pewnie dlatego, że mam gdzieś w podświadomości, że wszyscy znajomi są w szkole/pracy) ale po godzinie 13 potrafie chodzić takimi okrężnymi drogami żeby nie spotkać nikogo znajomego , bo niby o czym miałbym z nim gadać skoro większość przebywam w domu, a co gorsza jagby chciał zaproponować jakiś wypad na piwo itp to już w ogole masakra
U mnie tak do godziny 13:00 jest w miare ok (pewnie dlatego, że mam gdzieś w podświadomości, że wszyscy znajomi są w szkole/pracy)
ja jak musze wyjść z domu to powinnam od 6 rano do 12 max. potem jest źle. za każdym razem.
gdybym wyszła z domu po 12 to wracam strasznie zdenerwowana. nie moge dobrze opanować złości ..;/ to mnie dobija na dluższą metę.
unikam nadal wzroku dawnych znajomych ze szkół ;/
3 miesiace temu spotkalam Bartka. jednego z najepszych kumpli ktorego znam od podstawówki. no i co zrobiłam? widząc, ze zmierza w miim kierunku odwrócilam się plecami i oglądalam sklepową wystawę.
a on po 3 latach niewidzenia ze mną powiedział "cześć" ... bylo mi glupio za to ze tak zareagowalam widząc go ale odpowiedzialam.
i tak pewnie wyszlam na idiotkę. ;/
_________________ mój blog...
http://sekrety-karolajny.blog.pl/
***
"Najważniejsze jest, byś zapamiętał chwile
Te, w których było Ci dobrze, w których byłeś szczęśliwy"
Jestem w tym mistrzem. Jeśli muszę gdzieś wyjść, to robię to w godzinach, w których nie mam szans na spodkanie kogoś ze znajomych, unikam miejsc w których mogliby być. A jak już kogoś zobaczę, to cóż- udaję że gośćia nie widzę i mam nadzieję, że on zrobi to samo. Oczywiście niektórzy próbują zagadywać, ale stwarzam swoją osobą taką aurę niechęci do ludzi, że rzadko kto się odzywa.
Troszeczkę mnie to irytuje, ale to jest silniejsze ode mnie.
Od czasu szkoły spotkałem tylko jednego kumpla z tamtych czasów i oczywiście o wypadzie na piwo była mowa. Oprócz tego ‘co tam słychać’, ‘gdzie pracujesz’ itp. Oczywiście ściemniałem jak leci i wszystko zmyślałem. Nie powiem przecież, że pół roku wegetuję w domu. Mam świadomość, że "musimy kiedyś skoczyć na piwko" wypowiedziane z ust dawno niewidzianej osoby nic nie znaczy, dlatego przytakiwać nie było mi trudno. Tak się po prostu mówi w takich sytuacjach
Jednak jakby było inaczej to faktem jest, że pewnie bym się wykręcił od spotkania
Za czasów szkoły miałem taką znajomą. Za każdym razem udawałem, że jej nie widzę. Mówienie cześć osobie, z którą zamieniłem kilka zdań było dla mnie głupie i jakieś dziwne (a przecież to podstawa do dalszej znajomości, a więc czynność normalna dla zdrowego człowieka).
Później, kiedy pojechałem na pierwszą i ostatnią kolonię w moim życiu, była na tym samym turnusie co ja. Zaczęło się wypominanie, dlaczego nigdy jej nie mówię cześć. Musiałem się wykręcać, że nigdy jej nie zauważałem itp.
Właśnie na tym wyjeździe trochę się zakumulowaliśmy, było dużo imprez tzw. integracyjno-zakrapianych, bo byłem w grupie 18-latków a opiekun przymykał oko na kilka piw i wypad na imprezę, byle wrócić przed 23:00. Powiedziała, że nie wiedziała, że jestem taką fajną osobą, bo zawsze brała mnie za totalnego gbura itp. (przez te unikanie). Szczerze mówiąc nie zdziwiłem się kiedy powiedziała za kogo mnie uważała. ale wtedy chyba pierwszy raz uświadomiłem sobie ile w życiu tracę.
Taka lekcja z życia. Jak widać warto nie unikać Chociaż ta historyjka akurat nie odnosi się do dawanych kumpli, tylko do ledwo znanych, nowych ludzi.
Wiek: 21 Dołączył: 21 Lis 2010 Posty: 62 Skąd: Warszawa
Wysłany: Czw 13 Paź, 2011 22:08
Unikanie? Tak zdarza mi się to często, ale nie zamierzam z tym walczyć. Po prostu skupiam się na ludziach którzy mnie interesują np. wchodząc do kawiarni moja uwaga kieruje się na Panie które tą kawę mi sprzedadzą, a ludzi siedzących przy stolikach totalnie zlewam, bo w tej sytuacji w niczym mi nie pomogą, a ewentualny kontakt wzrokowy mógłby doprowadzić do ataku paniki. Nie potrzebuję tego.
_________________ I tylko ciekawość jutra jeszcze mnie tu trzyma.
Wiek: 23 Dołączyła: 12 Sie 2011 Posty: 462 Skąd: z domu
Wysłany: Czw 13 Paź, 2011 23:22
Często unikam znajomych ludzi. Przechodzę na drugą stronę ulicy, albo udaję, że rosnące obok drzewo jest baaardzo ciekawe, albo przypatruję się swoim butom z bardzo zamyśloną (przynajmniej w zamierzeniu) miną. A jeśli już nie mogę uniknąć spotkania: mruczę "cześć" w niedosłyszalny sposób i robię taką minę, jakbym jadła cytryny.
Obiektywnie patrząc - głupie Ale jak się tego pozbyć?
Ostatnio zmieniony przez Stalugwa Czw 13 Paź, 2011 23:23, w całości zmieniany 1 raz
W moim przypadku unikanie rozrosło się do granic absurdu. Kilka miesięcy temu, na ulicy, na której mieszkam, rozpoczęły się prace kanalizacyjne. Przyjechała ekipa, zaczęły się pomiary itp. itd. Pierwszy raz, widząc ich wszystkich zebranych razem, powiedziałem "dzień dobry". Później było już gorzej. Zaczęły się wykopy i pracownicy byli rozstawieni na odległości kilkudziesięciu metrów. I ja mam im wszystkim po kolei, co chwilę kłaniać się? Przecież to głupota?! Oni na pewno by tak pomyśleli... Kolejnego dnia używali do pracy koparki, było głośno, niektórzy zajęli się pracą, a część stała obok. Pomyślałem, że nie ma sensu, abym witał się z nimi, bo przecież będę im przeszkadzał, a do tego ten hałas... W efekcie przestałem to robić i codziennie przeżywałem katusze przy wychodzeniu z domu i przejściu przez rozkopy, mijając ich bez słowa z wzrokiem wbitym w ziemię... Dobrze, że to się skończyło.
_________________ "I tak Achilles dogonił żółwia".
Wiek: 23 Dołączyła: 12 Sie 2011 Posty: 462 Skąd: z domu
Wysłany: Nie 23 Paź, 2011 20:01
Tak ostatnio myślałam: właściwie to unikam ludzi, bo rozmowa z kimś, zwłaszcza jeśli tego kogoś nie znam, wywołuje u mnie uczucie bardziej podobne do bólu, niż strachu...
u mnie też spotkanie z ludźmi wywołuje ból, w postaci skurczu żołądka, jelit czy czego tam w brzuchu. paskudne uczucie. jednak pomimo tego okropnego dyskomfortu jestem w stanie się zmusić do nieunikania, właściwie do wszystkiego jestem w stanie się zmusić, problem tylko w tym że później i tak to odchoruję - "przeziębieniem" lub (częściej) objadaniem się słodyczami. więc chyba nie warto
_________________ W taki dzień jak ten Marco Polo wyruszył do Chin.
A ty jakie masz plany na dzisiaj?
Bardzo często mam takie sytuacje, gdzie unikam innych ludzi. Gdy dokądś zmierzam i już z daleka poznaję znajomą osobę, to przechodzę na drugą stronę ulicy albo zmieniam drogę często wybierając dłuższą. Często się zdarza, że bawię się komórką, "podziwiam" mijane bloki itp, grzebię w torebce albo czytam jakieś durne ulotki.
Gdy już ktoś zwraca na mnie uwagę, to robię wielkie oczy, mówię 'oooo cześć! sorry ale się spieszę' i szybko się oddalam.
Najgorsza jest pusta przestrzeń, osoba przed Tobą zmierzająca w Twoim kierunku z wysoko, dumnie podniesioną głową. Jak to się zauważy to zaczynają się naprawdę dziwne rzeczy dziać ze mną w środku
ja unikam ludzi na ulicy ktorzy piep....glupoty ktorzy sa wampirami energi...ktorzy sa negatywni i ktorzy gadaja i gadaja az sie wymiotowac chce:P a jeszcze jak maja dzieci to ......:P albo unikam ludzi bo nie lubie pytan " co u ciebie" nie jestem znimi tak blisko by odpowiadac na takie pytania i jedynie bymmogla powiedziec te puste stwierdzienie " a dobze" i bym wtedy sklamala bo przeciez nie jest wszystko dobze:) a wiem ze i tak nie pytaja ludzie bo sie martwia tylko dlatego ze wypada..bo weszlo to juz w rutyne witania.
Albo unikam ludzi ktorzy sie chca spotkac ogolnie...juz nieraz przechodzilam obok niby ze ich nie widze...nienawidze lazic do ludzi do domow...a szczegolnie jak jest 8 wieczor ja otej poze sie kampie kompie kapie..do wanny wchodze no! a jeszcze jesc u kogos bleee...
_________________ Keep talking bitch! you're making me famous
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Fobia Społeczna - Socjofobia - Fobia Forum - Forum Fobia - Depresja - Zaburzenia Lękowe - forum dyskusyjne na temat fobii społecznej (socjofobii), niesmiałosci, fobii, depresji, zaburzeń lękowych i innych problemów psychologicznych.