Tak, niestety ja mam tak samo i na pewno jestem już w jakiś sposób do tego przyzwyczajony, bo po prostu jest tak wygodniej. Unikam to nie mam stresu, ale jednocześnie jest 1:0 dla mojej "choroby" więc staram się jak tylko mogę gdzieś wychodzić, ale muszę sie przyznać, że jeśli już gdzieś idę to z wielki wielkim trudem i zazwyczaj jakaś rozmowa kończy się porażką dla mnie:( i znowu niepowodzenie zachęca aby na przyszłość nie próbować co z kolei pogłębia dalej fobię i to taka lipa z tym jest;/
_________________ "Żyjesz więcej w ciągu pięciu minut przy całkowicie otwartej przepustnicy niż niektórzy w ciągu całego życia"
Dokładnie tak jest.
Często na prośbę o pójście gdzies ,albo poproszenie kogoś obcego o coś od razu automatycznie mówię "NIE" .
Nawet się nie zastanawiam .
Często na początku się wykręcam a później godzę sie na coś .
Jakby za unikanie sytuacji stresujących rozdawali medale pewnie zdobyłbym złoto. Przez ten nałóg zawaliłem studia związek z dziewczyną i parę innych ważnych rzeczy w życiu. Najgorsze jest to ,że moje fobie i lęki zanikają a potem i tak wracają jakby chciały mi powiedzieć,że nigdy się od nich nie uwolnię.
Nie.Sam się wycofałem. To przez tą moją przypadłość do analizowania tego co się wydarzyło, co będzie w przyszłości(czyli wynajdywanie kłopotów z jakimi będę musiał się zmierzyć).
Jakby za unikanie sytuacji stresujących rozdawali medale pewnie zdobyłbym złoto
Może i byś dostał złoto ale ex aequo razem ze mną. Spie*** wiele rzeczy w życiu
qba napisał/a:
To przez tą moją przypadłość do analizowania tego co się wydarzyło, co będzie w przyszłości(czyli wynajdywanie kłopotów z jakimi będę musiał się zmierzyć).
Może teraz już nie myślę, nie analizuję co było, bo dla własnego zdrowia staram się o tym zapomnieć, ale boje się bardzo tego co będzie, boje się zmian, bo po prostu się boję.
Z tego wszystkiego mając 24 lata mogę powiedzieć, że pojawił się już pierwszy siwy włos na mojej skroni.
Moje przyzwyczajenie do unikania również jest dla mnie pewnego rodzaju kloszem który ma za zadanie chronić mnie przed przypuszczalnym zagrożeniem. Wiem, że im dłużej w tym tkwię tym sytuacja się pogarsza, więc w miarę swoich możliwości staram się przełamywać. Podobnie jak qba, rocky i manu ciągle towarzyszą mi obawy odnośnie przyszłości.
Wiek: 19 Dołączyła: 04 Mar 2009 Posty: 1188 Skąd: mazowieckie
Wysłany: Sob 28 Mar, 2009 21:30
W sumie to wszystko, co ja miałam napisać, zostało napisane, ale nie byłabym sobą, gdybym nie napisała jednak
Wiem, że w głównej mierze siedzenie w domu to przyzwyczajenie, nie będę oszukiwać. Mam takie dni, kiedy wyjdę na podwórko, a potem do sklepu i tak dalej. Ale najczęściej bywa tak, że siedzę u siebie, bo wiem, że tu mi nic nie grozi. Żadna przykra sytuacja, dzięki której miałabym swoje gorsze tygodnie, których równie dobrze mogłoby nie być, bo bym tylko płakała.
I też mam ciągłe obawy o to, co będzie w przyszłości i analizuję to, co było.
_________________ Znajdziesz mnie na: Twitter | N-k | x
W chwili obecnej unikam jakichkolwiek imprez, wyjsc na koncerty. Z przymusu wychodze do pracy i sklepu. Takei przywyczajenie tylko poglebia problemy niestety. Niestety nie mam zbytnio z kim wychodzic, a sam wsrod ludzi czuje sie okropnie samotny i nieszczesliwy.
Cóż ja zdecydowanie mam osobowość unikającą. Często unikam spotkań gdzie wiem, że będą nieznani mi ludzie. Czasem nawet się na nie umawiam i chcę to pokonać i iść na takie spotkania/imprezy, ale zawsze w ostatnim momencie odwołuję wymyślając jakiś pretekst. Bardzo boję się spotkań z nieznajomymi boję się, że będą mnie wyśmiewać, niezaakceptują mnie. Przed takimi spotkaniami zwykle przez głowę przelatuje mi miliard pytań i scenariuszy jakie mogą się wydarzyć, myślę nad następstwami w konsekwencji czego po prostu nie idę. Przeszkadza mi to, ale strasznie się boję takich sytuacji. Niestety muszę przyznać, że przyzwyczaiłem się do tego i jest to dość wygonde.
Ze mną jest podobnie jak z traju tez nie chodze nigdzie chodziaz ostatnio zaczolem wychodzic tak o 22 lub 23 i chodze po całej wsi ale jak narazie nikogo nie spotkałem
Ja też bardzo przyzwyczaiłem się do unikania ludzi...tak naprawdę nawet nie pamiętam kiedy ostatnio wyszedłem do znajomych...to chyba była..trzecia klasa podstawówki . Od tamtej pory wszystko zaczęło się psuć, zaprzestałem utrzymywania bliższych relacji z rówieśnikami. To wszystko było chyba prawdopodobnie spowodowane tym, że straciłem najlepszego ówcześnie kumpla, byliśmy prawie jak bracia(chociaż "prawie" robi wielką różnicę )...a on cieszył się dużą sympatią wśród innych...ja w sumie również, ale nigdy tak naprawdę nie miałem wystarczającej siły przebicia aby mu się przeciwstawić.
Później przestałem już wogóle wychodzić, co w konsekwencji doprowadziło do tego, że ludzie zaczęli mnie uważać za dziwaka. A później przyszła fobia, myśli samobójcze, próba samobójcza...i tak dalej. I też czuję, że takie życie jest wygodne...ale jednocześnie wiem, iż źle postępuję, odcinając się zupełnie od ludzi. Izolowanie się jest złym rozwiązaniem...lecz ja chyba nie potrafiłbym tak sobie po prostu wyjść....
Ja też unikam różnych sytuacji w życiu. Aczkolwiek u mnie nie zawsze jest to spowodowane strachem, czy lękiem. Ja unikam sytuacji, których po prostu nie lubię i nie czuję się w nich komfortowo. Czy stało się to moim nałogiem? W pewnym sensie taka jest moja natura.
Ze mną jest podobnie jak z traju tez nie chodze nigdzie chodziaz ostatnio zaczolem wychodzic tak o 22 lub 23 i chodze po całej wsi ale jak narazie nikogo nie spotkałem
Uważaj na dzikie zwierzęta, pumy i te sprawy
_________________ Wszystko jest trudne zanim stanie się łatwe...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Fobia Społeczna - Socjofobia - Fobia Forum - Forum Fobia - Depresja - Zaburzenia Lękowe - forum dyskusyjne na temat fobii społecznej (socjofobii), niesmiałosci, fobii, depresji, zaburzeń lękowych i innych problemów psychologicznych.