Przemyślałem to co napisał hiawatha i wydaje mi się że ma rację. Ja bym to sklasyfikował tak:
- W sytuacjach formalnych jest zwykle jasno określony cel. Musimy tylko wyciszyć emocje, a jesteśmy w stanie go zrealizować.
- W sytuacjach nieformalnych to zazwyczaj właśnie konkretne emocje są celem. Ale my mamy z nimi problem i dlatego robi się kołomyja w głowie
Pięknie ujęte. Chyba właśnie dlatego mnie wychodzą całkiem nieźle rozmowy egzaminacyjne, na które wcześniej zakuwam temat, a nie wychodzą mi rozmowy towarzyskie, gdzie w ogóle trudno mi się zorientować się, jaki jest temat
Problem w tym, że granica między sprawami formalnymi a nieformalnymi jest dość płynna i zauważyłem, że inni studenci znacznie lepiej załatwiają sprawy formalne, ponieważ mają różne nieformalne znajomości. I obawiam się, że jeśli podejmę jakąś pracę zawodową, to również będę sobie w niej słabo radził, bo chociaż będę wszystko robił formalnie dobrze, to zabraknie mi nieformalnych sposobów, których użyją konkurenci.
Kiedy sporadycznie mnie się udawało zastosować jakiś nieformalny sposób, np. przy zapełnieniu konta w bibliotece poprosić kogoś o wypożyczenie książki na jego kartę - byłem zadziwiony, jakie "cuda" można osiągnąć nieformalnie.
A najbardziej mnie frustruje, że chociaż chciałbym ćwiczyć umiejętności nieformalne, to za bardzo nie mam możliwości, no bo jak? Jeśli kogoś zaproszę na piwo / kawę, to szybko wychodzi na jaw, że tych umiejętności mi brakuje, więc nikt dłużej nie chce ze mną gadać i gucio go obchodzi, że ja dopiero ćwiczę.
Są i takie osoby, które nawet ze mną chcą rozmawiać, mimo mojego braku umiejętności, np. pijacy, którzy chętnie do każdego bełkoczą albo różni wariaci, którzy chętnie każdemu opowiedzą swoją teorię spisku, ale rozmowy z takimi ludźmi stanowią traumę i tylko powiększają fobię
Do ćwiczeń by mi trzeba takiej osoby, która przynajmnie mnie nie odstrasza, a jednocześnie zaakceptuje, że ja się dopiero ćwiczę, ale mam wrażenie, że tych dwóch cech nie da się połączyć
Ostatnio zmieniony przez stresol Pią 27 Maj, 2011 20:57, w całości zmieniany 1 raz
Problem w tym, że granica między sprawami formalnymi a nieformalnymi jest dość płynna i zauważyłem, że inni studenci znacznie lepiej załatwiają sprawy formalne, ponieważ mają różne nieformalne znajomości. I obawiam się, że jeśli podejmę jakąś pracę zawodową, to również będę sobie w niej słabo radził, bo chociaż będę wszystko robił formalnie dobrze, to zabraknie mi nieformalnych sposobów, których użyją konkurenci.
Kiedy sporadycznie mnie się udawało zastosować jakiś nieformalny sposób, np. przy zapełnieniu konta w bibliotece poprosić kogoś o wypożyczenie książki na jego kartę - byłem zadziwiony, jakie "cuda" można osiągnąć nieformalnie.
Zasadniczo masz rację. Co gorsza, czasem bywa tak że nieformalny sposób załatwienia czegoś jest *jedyną* drogą do osiągnięcia celu żeby nie to to nie było by aż tak strasznie.
Z drugiej strony uważam że nieformalne załatwianie też można w sobie wyćwiczyć. Często pojawiają się sytuacje które nazwałbym "półformalnymi" - kiedy załatwiamy coś w nie do końca sformalizowany sposób, ale jednak mając na uwadze swój cel. Dzięki jasnemu celowi nie tracimy kontroli nad emocjami, a nieco luźniejszy charakter działania jest okazją by powalczyć z niektórymi ograniczeniami w umyśle.
Przykład: jakiś czas temu byłem u jednego z pracowników wydziału załatwiać sprawę mojego planowanego wyjazdu. Jedną z kluczowych kwestii był dobór przedmiotów które chciałbym realizować na uczelni zagranicznej. Niestety, owa osoba stwierdziła, że nie jest w stanie mi dobrze doradzić i powinienem raczej pogadać z kimś z Katedry na której chcę robić specjalizację. "z kimś" - oczywiście poczułem się jak porzucony na środku oceanu Na stronie katedry widnieje 20 nazwisk pracowników, kojarzę może ze dwie osoby z którymi kiedyś miałem zajęcia. Skąd mam niby wiedzieć kto jest tam na tyle kompetentny a jednocześnie ma czas na takie rzeczy?
Jednak ogarnąłem się, napisałem maila do kierownika katedry (też spore wyzwanie notabene) z prośbą o wskazanie kompetentnej osoby. O dziwo zaproponował żebym zgłosił się do niego osobiście. Poszedłem więc (dwa razy!) - oczywiście przedtem mega stres. Jednak w związku z tym że na uwadze miałem swój cel, nie straciłem kontroli nad emocjami. Z drugiej strony, jako że że chodziło mi o poradę a nie załatwienie czegoś formalnego, naturalnie powstał bardzo fajny "półformalny" nastrój (dodatkowo: starszy człowiek -> nie stresował mnie aż tak bardzo). Ostatecznie chętnie mi dopomógł a i dało się z nim w miarę na luzie pogadać o kilku sprawach nie do końca związanych z tematem. Czyli "półformalizm" pełną gębą i ostatecznie Mariusz vs Fobia - 1:0
_________________ Do you not cross the border line
Between good and evil?
You got to find your own state of mind
You’re reaching out for another world
A place where dreams come true
A place to create, a mental atmosphere [Cosmic Gate - Mental Atmosphere]
Ze mną jest trochę inaczej. Pracuję w sklepie obuwniczym i wolę pogadać z klientką o ciuchach, kosmetykach, pogodzie, dzieciach niż recytować regułki o skórach, obcasach itp. Zauważyłam że mimo mojej nieśmiałości, mam większą umiejętność zmniejszania dystansu w relacji z klientami, niż niektóre moje nie nieśmiałe koleżanki. Inaczej gdy muszę wykazać się większym profesjonalizmem np podczas różnych spornych sytuacji np. reklamacji, zwrotów.. wtedy panikuję, zacinam się, jąkam, czerwienię a klienci dziwnie się na mnie patrzą:) Dlatego też odrzuciłam propozycję awansu na kierownicze stanowisko, bo bałam się że nie będę potrafiła zachować się profesjonalnie w tego typu sytuacjach... a najbardziej bałam się braku profesjonalizmu wobec przełożonych, nie wyobrażam sobie takiej sytuacji ze siedzę przed zarządem wśród innych kierowników i muszę się spowiadać z różnych rzeczy.
Co do współpracowników, to raczej też nie mam problemów z komunikacją. Zdarzało się że koleżanki mówiły mi, że jestem nieśmiała i nadwrażliwa, ale te same zauważały też że jestem otwarta, przyjazna, że lubię rozmawiać i że lubią być ze mną na zmianie. Ogólnie muszę stwierdzić że chyba jestem plotkarą:) a praca w sklepie temu sprzyja
wika,
więc może po prostu popracuj nad dziedzinami które sprawiają Ci problem? skoro nie umiesz zachować się profesjonalnie, obserwuj jak robią to inni sprzedawcy i próbuj imitować ich zachowania. Nie warto przez takie coś tracić szansy na awans, warto raczej aktywnie starać się rozwiązać problem
_________________ Do you not cross the border line
Between good and evil?
You got to find your own state of mind
You’re reaching out for another world
A place where dreams come true
A place to create, a mental atmosphere [Cosmic Gate - Mental Atmosphere]
drevash, całe życie staram się aktywnie rozwiązywać swoje problemy:) z tym że w jednych dziedzinach mam lepsze rezultaty, w innych gorsze. To raczej nie jest kwestia obserwacji, raczej brak pewności tego co robię i mówię
wika,
Ja jestem zdania że każdy w każdej dziedzinie może się rozwijać aż do pełnego sukcesu. Mogę się mylić (w końcu jestem trochę młodszy i pewnie niewiele wiem), ale na Twoim miejscu próbowałbym aż do skutku, metodą małych mrozów kroczków Umysł powinien w końcu ulec i dostosować się do sytuacji
_________________ Do you not cross the border line
Between good and evil?
You got to find your own state of mind
You’re reaching out for another world
A place where dreams come true
A place to create, a mental atmosphere [Cosmic Gate - Mental Atmosphere]
Witam! NIestety praca to dla mnie koszmar. Dlatego mimo że dobiegam 30-stki pracuję tylko dorywczo 2 dni w tygodniu. Mimo, że pracuję tam juz rok prawi e nikogo nie znam, z nikim nie rozmawiam. Ostatnio koleżanka która wykonuje przez pozostałe dni tygodnia 90%pracy wyjechała na urlop i musiałam ja zastępować chodząc codziennie do pracy. Codziennie kładłam się do łożka myśląc o tym co będę musiała jutro zrobić, że będę musiał prosić ludzi o pomoc, o wytłumaczenie itp. Głupie zadanie jakim jest wydrukowanie etykiet spędzało mi sen z powiek przez 2 tygodnie mimo że było tam kilkadziesiąt osób które mogły mi wytłumaczyć jak to zrobić.
Chyba nigdy nie podejmę normalnej pracy. Najgorsze jest to że rodzina już nazywa mnie leniem, a myślą pewnie jeszcze gorzej. Jedynym pocieszeniem jest to że mąż mnie rozumie i mówi że jeśli nie chcę to nie muszę pracować. Choć tak naprawdę nie wiem czy to jest dobre rozwiązanie.
Mam osobowość unikającą i los sprawił mi psikusa dostałem pracę z ludźmi. Codziennie mam co czynienia z dziesiątkami osób , które mają coś do załatwienia. Pamiętam pierwsze dni , istny koszmar ! gdy tylko zbliżałem się do budynku tętno ponad skalę. Na szczęście pracują tam osoby , które mnie zaakceptowały , o dziwo. Chociaż mam też wrogów zawsze się znajdą. Na początku popełniałem masakryczne pomyłki , nie były jakieś mega , lecz dla mnie były. Skupiałem się bardziej na tym jak wypadam przed klientem , niż co robię. On przychodzi załatwić swoją sprawę a nie patrzeć na pracownika , prawda? jakież to oczywiste , szkoda , że tak późno do mnie to dotarło. Czasami zdarzy się dostać OPR, czasami podziękują za obsługę , różnie jest lecz teraz mogę powiedzieć , że podoba mi się ta praca i w pewien sposób pomogła mi zaakceptować siebie . Nie wyleczyła , lecz strach pomyśleć co byłoby ze mną , gdyby nie ta praca. Co do unikania na ulicy , kiedyś miałem nawyk iść z głową w dół. Lecz moi rodzice OPR mnie , co mnie zmotywowało do pracy nad tym i udało się. Potrafię iść z głową normalnie ,a nie patrzeć na swoje buty. Jeszcze dużo pracy przede mną , lecz ja się nie poddam jakieś fobii , od kiedy znalazłem to forum jest mi naprawdę lżej , się wyżalić , gdyż otoczenie i tak by nie zrozumiało , oni nawet nie wiedzą co to FS
Obsesyjnie trzymam się swojej pracy, w której mam znikomy kontakt z ludźmi - jest to portiernia małego budynku mieszkalnego dla bogatych. Pracuję poniżej kwalifikacji ale chodzę do pracy bez stresu, tylko na noce i nie muszę się do nikogo odzywać.
Kiedyś pracowałem wśród ludzi, w obsłudze klienta, w telemarketingu... Szło mi dobrze, bo umiem na krótką metę udawać, że lubię ludzi, grać kogoś kim nie jestem ale po powrocie do domu miałem ochotę pozabijać tych wszystkich petentów i kontrahentów.
Teraz bywa że przez 12 h pracy nie odezwę się do nikogo i to mi odpowiada
_________________ ,,Jedyne co mam, to złudzenia..."
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Fobia Społeczna - Socjofobia - Fobia Forum - Forum Fobia - Depresja - Zaburzenia Lękowe - forum dyskusyjne na temat fobii społecznej (socjofobii), niesmiałosci, fobii, depresji, zaburzeń lękowych i innych problemów psychologicznych.