Unikam przebywania z pijanymi ludźmi. Tak mnie wkurzają że... no wkurzają mnie. Mam ochotę walnąć takiego w łeb żeby się obudził dopiero jak będzie w stanie używać mózgu.
_________________ Zdrowaś muzo, bitów pełna, bass z Tobą, błogosławionaś Ty między gatunkami i błogosławiony owoc żywota Twojego - DJ.
Święta Techniawo, Matko Trance'u, graj nade nami głuchymi; teraz i w godzinę chill-outu naszego. AMEN!
Wiek: 26 Dołączyła: 02 Sty 2011 Posty: 19 Skąd: południe
Wysłany: Wto 04 Sty, 2011 18:22
Keisu napisał/a:
Ja unikam wszystkiego czego się naprawdę boje .
Kiepska metoda , zwazywszy na to że prowadzi donikąd .
Takie błędne koło się robi...
Więc brzydko mówiąc , lepiej zsikac się pod siebie niż uciekać.
święte słowa. zgadzam się w 100% mam dokładnie tak samo, ostatnio zaczęłam unikać nawet rzeczy i czynności które zazwyczaj kiedyś sprawiałyby mi przyjemność, a teraz się boję.
to tak troche jak z bólem i środkami znieczulającymi - jak nie musi boleć - niech nie boli, weź proszek.
jak nie muszę się bać - to unikam sytuacji.. najczęsciej unikam wyjścia do ludzi z domu, zagadywania.
błędne koło.
Unikam sytuacji, które zmuszają mnie do przebywania z innymi ludźmi dłużej, niż z reguły jestem w stanie wytrzymać...
Unikam tłumów, wizyt w galeriach handlowych i spotkań towarzyskich skupiających więcej niż trzy osoby. Rezygnuję z zaproszeń na imprezy i udziału w zabawach zarówno plenerowych, jak i domówkach - zwłaszcza, gdy znam jedynie gospodarza. W efekcie jestem typem samotnika. Powoli jednak zaczynam się przyzwyczajać do takiego stanu rzeczy...
A ja najgorzej mam z dziewczynami Stresuję się przy nich i czuję się niższy, gorszy, jakby czegoś winien... Automatycznie spada mi wtedy samoocena i samopoczucie... Np. jak siedzi jakaś laska na przeciwko mnie w autobusie i nie wiem gdzie podziać wzrok, bo siedzi dokładnie na przeciwko mnie...
Stresuję się też przy ładnych koleżankach, gdy z nimi rozmawiam, bo czuję, że widać po mnie stres i poważną, zrzędniętną wręcz minę. Czasem pewnie tak jest, jeśli nie prawie zawsze. Echhh. Najgorzej właśnie mam z dziewczynami, które mi się podobają, wtedy automatycznie pojawia się stres.
Na uczelni jak widzę koleżanki to zamiast podejść, pogadać jak cżłowiek, to zawsze przejdę koło nich powiem cześć czy coś i tyle. Nie jestem z tego zadowolony - wręcz przeciwnie, ale cóż - wybieram drogę bez stresu.
Nie przepadam też za wystąpieniami przy jakiejś grupie osób, itd...
Też tak Panowie macie? Albo dziewczęta, tylko z płcią przeciwną?
Stresuję się też przy ładnych koleżankach, gdy z nimi rozmawiam, bo czuję, że widać po mnie stres i poważną, zrzędniętną wręcz minę.
No i błędne koło. Chociaż ze dwa lata temu miałem podobnie, trochę mniej niż Ty (chyba) ale podobnie. Aż w końcu stałem się złym cynicznym bufonem i już mnie ludzie mało stresują.
Częściej wkurzają.
unikam wielu rzeczy/sytuacji m.in.
-większych skupisk ludzi
-zjazdów rodzinnych, wspólnego siedzenia za stołem
-sytuacji gdy zostaję z kimś sam na sam
-wszelkich kontaktów fizycznych (wliczając w to przywitanie się przez podanie ręki) z osobami których nie znam lub których znam słabo
-publicznych przemówień, odpowiedzi przy tablicy itp...
Nie lubię miejsc, których nie znam (chociaż coraz mniej mi to przeszkadza). Gorzej, gdy jest tam dużo ludzi (przykładowo... jakiś koncert w klubie). O dziwo większe zbiorowisko ludzi mnie nie przeraża, nie wyglądałabym aż tak dziwnie stojąc sobie samotnie, bo można wmieszać się w tłum ;P
unikam wszystkich miejsc gdzie mogę spotkać żywych ludzi
nie mam żadnego ludzkiego kontaktu z kim kolwiek nawet z rodzicami
biorąc lek było znacznie lepiej
muszę znów zacząć się leczyć
_________________ To nie jest kraj dla chorych ludzi
Jak cholera się boje wejścia do jakiegoś zakładu pracy i zapytać przypadkiem nei potrzebuja do pracy przez co jestem niestety bezrobotny ( przez telefon jakoś idzie ale jak sobie wyobrażę , ze mam przyjść na spotkanie kwalifikacyjne , to nogi mi się trzęsą ze strachu) czy kogoś nie potrzepują , wizyty u lekarza , spotkania znajomego do którego nie pają sympatia na mieście , sklepów i ogólnie wszelkich skupisk ludzkości wszelakiej , jak muszę już wyjść z domu to zawsze chodzę tak aby spotkać jak najmniej ludzi. Czasem tak myślę , ze jedyne miejsce w którym czuje się naprawdę dobrze jest dom
O właśnie, unikam szukania pracy. A potem współpracowników. Obecna praca spadła mi z nieba i niewiele muszę z innymi zatrudnionymi się męczyć, ale jednak. Próbuję ich tak całkowicie nie unikać i to daje dobre efekty (polecam jednak stawienie czoła lękom - przełamać się kilka razy i już idzie z górki). Zachowuję się przy współpracownikach momentami jak ćwierćinteligent ale staram się tego nie rozpamiętywać. Powoli do przodu.
niebieska123
Dołączyła: 01 Mar 2012 Posty: 102 Skąd: małopolska
Wysłany: Pon 09 Kwi, 2012 18:50
unikam sąsiadów, rodziny tej dalszej współpracowników..w pracy kiedy ja jeszcze ją miałam , problemy dotyczą ludzi którzy noga mnie bardziej poznać kiedy przestaje być wśród nich anonimowa, kiedy muszę być kimś komu mogą przydzielić określone cechy wyrobić sobie na mój temat opinie -kiedy muszę zmierzyć się z ta opinią, juz samo to ze ją wyczuję..nie potrafię z tym się zmierzyć .. kiedy mogą ocenić.Wśród obcych nie mam problemu
unikam kościoła. choć tylko w mojej miejscowości gdzie się wszyscy znają, do kościoła w większym mieście już pójdę bez problemu praktycznie
unikam sytuacji gdzie będę oceniana.. wystąpień publicznych itp
unikam spotkań z facetami. boje się ze przy nich dostanę jakiegos napadu lęku i on po prostu ucieknie lub weźmie mnie za psycholkę.
wcześniej unikałam autobusów, tramwajów, prowadzenia samochodu ( bo w trakcie moze mi się coś stać) - ale juz mi przeszło- samo.
no i unikam kontynuowania edukacji, od października chcę iść na studia ale jak ja wysiedze w miejscu godzinę?? zawsze mam stres jak jest sytuacja że przez dłuższy czas muszę po prostu gdzies wysiedzieć i łupio jest tak po prostu wyjść. a studia własnie na tym polegają.. i znowu "co będzie jak dostanę napadu" no i się nakręcam. I tak w kółko. Chyba bez prochów się nie obędzie;/
Ja moje cale 6 lat studiow przeszlam z atakami paniki bez wsparcia, bez lekow, bez terapi. Tak, bylo ciezko i czasami az zabardzo ale dalam rade:) Tak, wybiegalam z klasy ale sie tego nie wstydzilam po czasie. Jestem z siebie dumna za ta sile.
_________________ Keep talking bitch! you're making me famous
a ja jestem na trzecim roku studiów i bywa ciężko ale jakoś idzie do przodu
najgorzej jest na samym początku, z czasem robi się łatwiej
najtrudniej , przynajmniej u mnie z wystąpieniami publicznymi, wypowiadaniem się na forum grupy
huurts spróbuj, warto może to pomoże Ci się przełamać?
niesamowita okazja do poznania nowych ludzi, nowe otoczenie, nowe możliwości
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Fobia Społeczna - Socjofobia - Fobia Forum - Forum Fobia - Depresja - Zaburzenia Lękowe - forum dyskusyjne na temat fobii społecznej (socjofobii), niesmiałosci, fobii, depresji, zaburzeń lękowych i innych problemów psychologicznych.