Wysłany: Wto 26 Kwi, 2011 12:41 Boję się tak bardzo, że czasami jeyną ulgą mogłaby być...
... tylko śmierć.
Czy też tak czasami macie? Ja dzisiaj bez wyraźnych, bezpośrednich powodów boję sie tak bardzo,że chciałabym umrzeć aby nareszcie przestać czuć...
Chciałbym zaznaczyć, że ulga to uczucie polegające na spadku napięcia w związku ze wzrostową zmianą komfortu w stanie teraźniejszym względem stanu przeszłego. Po śmierci cię po prostu nie będzie, więc nie będziesz w stanie doświadczyć ulgi. Cała rzeczywistość, ze względu na zanik twojej świadomości, zmieni się w nic. Nie można porównywać stanu świadomego do stanu nieistnienia, tak jak nie można liczb rzeczywistych dzielić przez zero. Skoro nie można ich porównywać, w tym temacie nie istnieje względność. A jak nie ma względności, nie ma ulgi. Reasumując, śmierć to kijowe rozwiązanie.
Wiek: 27 Dołączył: 22 Kwi 2011 Posty: 169 Skąd: Warszawa
Wysłany: Wto 26 Kwi, 2011 21:07
Najlepsze lekarstwo to kontakt z drugim człowiekiem, który Cię rozumie i akceptuje, trzeba tego szukać. Życie może być piękne i trzeba o to walczyć, bo drugiej szansy nie będzie, po co jej się pozbawiać.
Neurotyk bardzo dobrze i logicznie to wyjaśnił. To też trochę kwestia wiary i na przykład ja nie sądzę, żeby po śmierci coś było, więc z mojego punktu widzenia to nie jest dobre rozwiązanie. Jeśli ktoś wierzy to śmierć też nie jest dobrym rozwiązaniem, wystarczy zdać sobie sprawę że różne nastroje i lęki to wynik sytuacji specyficznej dla danego momentu i za miesiąc, albo pół roku nie będziesz myśleć o śmierci z powodów które teraz Cię przybijają. Wiem, że to trudne.
Kontakt z drugim człowiekiem + kontakt ze swoimi zainteresowaniami + kontakt z kawą, żeby trochę obudzić się do życia
Neurotyk bardzo dobrze i logicznie to wyjaśnił. To też trochę kwestia wiary i na przykład ja nie sądzę, żeby po śmierci coś było, więc z mojego punktu widzenia to nie jest dobre rozwiązanie. Jeśli ktoś wierzy to śmierć też nie jest dobrym rozwiązaniem, wystarczy zdać sobie sprawę że różne nastroje i lęki to wynik sytuacji specyficznej dla danego momentu i za miesiąc, albo pół roku nie będziesz myśleć o śmierci z powodów które teraz Cię przybijają. Wiem, że to trudne.
Kontakt z drugim człowiekiem + kontakt ze swoimi zainteresowaniami + kontakt z kawą, żeby trochę obudzić się do życia
...kontakt z kawą! właśnie to robię
to wszystko co napisaliście, ja to wiem... tylko musiałam z siebie wyrzucić ten "brud myślenia" bo inaczej bym sie z tym ugotowała
Dziękuję za wsparcie - - -
Neurotyk91 napisał/a:
Chciałbym zaznaczyć, że ulga to uczucie polegające na spadku napięcia w związku ze wzrostową zmianą komfortu w stanie teraźniejszym względem stanu przeszłego. Po śmierci cię po prostu nie będzie, więc nie będziesz w stanie doświadczyć ulgi. Cała rzeczywistość, ze względu na zanik twojej świadomości, zmieni się w nic. Nie można porównywać stanu świadomego do stanu nieistnienia, tak jak nie można liczb rzeczywistych dzielić przez zero. Skoro nie można ich porównywać, w tym temacie nie istnieje względność. A jak nie ma względności, nie ma ulgi. Reasumując, śmierć to kijowe rozwiązanie.
Naprawde nikt lepiej by mi tego nie wyjaśnił, dziękuję
Myślę,ze ja to wszytko wiem...ale czasami wiedza nie wystarczy aby zwalczyć "niechciane" emocje. Oczywiście śmierć jak dla mnie przynosi "ulgę" w tym sensie,że już nie ma "muszę". Nie ma nic. Nie ma też "zła" które powoduje moje cierpienie i ból.
Dziękuję za wsparcie - - -
Bastian napisał/a:
Najlepsze lekarstwo to kontakt z drugim człowiekiem, który Cię rozumie i akceptuje, trzeba tego szukać. Życie może być piękne i trzeba o to walczyć, bo drugiej szansy nie będzie, po co jej się pozbawiać.
To co napisałeś jest mi najbliższe, ponieważ jest chyba najbliższe zrozumienia i najbliższe żuciu. A Przyjaciela szukam, tylko jak sam pewnie wiesz, trudno jest znaleźć kogoś kto Cie zaakceptuje i zrozumie, jednocześnie nie próbując zmieniać na własną modłę.
Wszystko zostało logicznie wyjaśnione. Tyle, że ta logika opiera się na założeniu, że "po śmierci po prostu Cię nie będzie". A to założenie wcale nie musi być słuszne. Nie można twierdzić, że po śmierci poczuje się ulgę, ale nie można też twierdzić, że nie poczuje się nic albo że nic nie będzie. I jedno i drugie jest tak samo prawdopodobne jak to, że po śmierci wpada się w coś jeszcze gorszego niż mamy tutaj. Tak więc jedyne z czym się zgadzam to to, że śmierć to nie rozwiązanie. A jeżeli już, to baaardzo ryzykowne, dla odważnych i szukających nowych wrażeń, a nie dla tych szukających ulgi
Kiedy jest naprawdę ciężko, różne myśli chodzą mi po głowie, ale staram się je zdusić w zarodku, żeby nie pokusiły do działania. W sumie... dawno nie miałam czegoś takiego, bo teraz żyję w zgodzie ze sobą. Jeśli jest ci aż tak źle, jak mówisz, zrób coś z tym, idź do lekarza. Powodzenie
Właściwie dużo się zmieniło od kiedy pisałam słowa z tematu wątku. U lekarza byłam...a właściwie nadal uczestniczę w terapii. Wtedy było naprawdę źle, przełom,stres,samotność. DZisiaj też bywa gorzej ale już sobie z tym jakoś tradzę. Chociaż...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Fobia Społeczna - Socjofobia - Fobia Forum - Forum Fobia - Depresja - Zaburzenia Lękowe - forum dyskusyjne na temat fobii społecznej (socjofobii), niesmiałosci, fobii, depresji, zaburzeń lękowych i innych problemów psychologicznych.