Wysłany: Wto 29 Lis, 2011 12:23 Różne zachowania na różnych ludzi.
Witam
Czy wy również tak macie, że z jednymi ludźmi rozmawia wam się normalnie (a nawet i ponad standard), a przy niektórych was zatyka i zaczyna się atak paniki/stres ? Mówię tutaj o osobach, które dopiero poznajemy lub, które znamy juz od jakiegoś czasu, obojętnie na płeć. Ja mam tak, że jak kogoś poznaje to już po pierwszej krótkiej rozmowie wiem czy będzie mi się łatwo kontaktować z daną osobą czy nie - wygląda to jakbym już wiedział czy "nadajemy na tej samej fali" - nie zmienia mi się opinia o drugiej osobie z biegiem czasu (jak ją bardziej poznaje). Może jest jakieś profesjonalne (lekarskie) określenie na takie moje zachowanie ? A może ja sobie coś ubzdurałem ? Sam już nie wiem....
Tak, ja również tak mam i zastanawiałam się nie raz od czego to zależy. I zastanawia mnie również, czy osoba, z którą bardzo dobrze mi się rozmawia, mamy cały czas tematy do gadki, to czy ona jest taka przy każdej innej osobie? I tak samo z osobą, przy której odczuwam stres i nie mamy o czym mówić, to czy ona myśli w tym momecie "ja cie ale nudziara" czy może "kurde co jest ze mną nie tak że nie mam nawet o czym z nią pogadać".
Ja też tak mam. Tzn, inaczej reaguję na różnych ludzi. U mnie to jeszcze łączy się z tym, że nie wiem gdzie oczy podziać bo bezpośrednio w drugiego człowieka nie mogę, jeżeli czuję się z nim zbyt nieswojo.
Nie wiem czy jest na to profesjonalne określenie ale może znajdzie się tu ktoś inny, bardziej obcykany.
Wartość obdarzenia danego człowieka ze zmienną środowiskową. Mojej wychowawczyni w szkole mogłem powiedzieć wiele, ale co z tego, skoro szkoła sama w sobie kojarzy mi się z tym,co najgorsze? Kończyło się na dwóch zdaniach, po czym następowały mocne drgawki i nie mogłem już niczego z siebie wyrzucić.
Dom - niby staram się, czuję na siłach, by gadać z rodziną jak każdy normalny człowiek, ale sytuacją rodzinna też nie była i nie jest różowa. Coś do mnie mówią - buraczę się i pocę. Coraz trudniej mi złożyć poprawnie zdanie, co ostatnio wybitnie mnie martwi. Przez te wszystkie perypetie zwyczajnie zdebilowaciałem. Staram się jak najmniej odzywać, bo gdy próbuję sklecić jakiekolwiek zdanie w miarę złożone, to potykam się na każdym słowie i po chwili sam nie wiem, o co mi chodzi .
Osoby, które darzę zaufaniem - a to jakaś koleżanka, czy to stołeczni fobicy: blokady przed mówieniem, ale bez widocznych zewnętrznych symptomów (chyba?). Wiem, że ich to nie zdziwi, więc mi trochę lżej. Im bardziej sobie pozwalamy na dzielenie się szczególami i intymnościami, tym mi łatwiej się przebić (kobieta raczej nie mówi wielu rzeczy tylko po to, by pojęczeć, jak ja to mam w zwyczaju - jest to oznaka odbarowania zaufaniem).
FAJNA młodzież - ogromny lęk przez kontrast, porównywanie się i stawianie sobie zarzutów, że "ja powinienem być tam, gdzie oni". Nikogo się tak nie boję, jak osób podobnych wiekowo (w dół aż do gimbazjum).
Im bardziej zaufana i empatyczna osoba, tym mniejszy lęk, że nam się oberwie.
U mnie poziom stresu jest odwrotnie proporcjonalny do czasu/stopnia poznania danej osoby. Tak naprawdę wystarczy samo przebywanie, choć rozmowa jest bardzo dobrym (i wskazanym) katalizatorem. Problem, że rzadko można z niego skorzystać, gdy brakuje tematów i pustka w głowie.
Co do nowo poznanych to pierwsze wrażenie ma istotne znaczenie — od razu pojawia mi się filtr zniekształcający. Fenomenem są osoby, które jak magnes przyciągają swoim spokojem, mową niewerbalną, energią, zainteresowaniem. Wówczas rozmowa sama się klei i napięcie gwałtownie spada. Z tego co mi wiadomo, to ludzie lubią jak ktoś się nimi interesuje (nie mylić z wtykaniem nosa w nie swoje sprawy).
Podsumowując: reakcja zależy od wyglądu, gestów i zainteresowania ze strony drugiej osoby.
Mam wrażenie, że jeśli będę rozmawiał z jak największą ilością osób, to one mnie nie będą krytykować, źle o mnie mówić itp, ponieważ zaszła między nami jakiegoś rodzaju interakcja. Może to złudne uczucie, ale coś w nim jest - kiedy odgradzamy się od innych, to jesteśmy dla nich anonimowi i siłą rzeczy budzimy niezdrowe zainteresowanie.
Po kilku tygodniach lub miesiącach tracę swobodę rozmowy z ludźmi, którzy kiedyś byli moimi dobrymi znajomymi. To dziwne, ale czuję się tak, jakbyśmy się praktycznie nie znali.
_________________ "I tak Achilles dogonił żółwia".
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Fobia Społeczna - Socjofobia - Fobia Forum - Forum Fobia - Depresja - Zaburzenia Lękowe - forum dyskusyjne na temat fobii społecznej (socjofobii), niesmiałosci, fobii, depresji, zaburzeń lękowych i innych problemów psychologicznych.