heh , ja też myślę czesto o koleżance z pracy , jak byłem na stażu. teraz to już mężatka. nie wiem , może gdyby nie była dla mnie tak miła to nie zwracałbym na nią większej uwagi. Ale była aż za miła dla mnie , obcego jej faceta
to i ja się przyłącze ;] myślę i mam na oku nie jedną dziewczynę ale jednej się wyżaliłem i 'kosz' i nadaj niemogę przestać myśleć , drugiej się boje powiedzieć bo wyśmieje i nie tylko, a trzecia za daleko mieszka.. to nawet nie wiem czy cokolwiek mówić, każda się podoba ale do każdej jakiś strach..
ja się w sumie już powoli godzę z tym , że nikogo nie będę miał. nie jestem ani teraz ani w wyobrażalnej przyszłości w stanie być z kimś, nie umiem okazywać uczuć.
to i ja się przyłącze ;] myślę i mam na oku nie jedną dziewczynę ale jednej się wyżaliłem i 'kosz' i nadaj niemogę przestać myśleć , drugiej się boje powiedzieć bo wyśmieje i nie tylko, a trzecia za daleko mieszka.. to nawet nie wiem czy cokolwiek mówić, każda się podoba ale do każdej jakiś strach..
Zaryzykuj stary. Dlaczego miałaby Cię wyśmiać? Mnie nie wyśmiała jak nawet na spacer zapraszałem (nie, nie zgodziła się, tylko jakoś pokrętnie wywinęła). Zawsze warto spróbować....
To normalne, boicie się odrzucenia tak jak my. Ale uwierzcie mi, dziewczyna może się w was kochać na zabój, a będzie wstydziła się dokonać pierwszego kroku. Z góry jest "ustalone", że to facet powinien starać się o dziewczynę, a nie na odwrót ;p.
A jak dowiedzieć się, czy jej zależy? Spróbować umówić się na spotkanie. Jeżeli zacznie się czymś wykręcać i nie zaproponuje sama z siebie innego terminu, to znaczy, że chyba nie warto nastawiać się na cokolwiek. Wtedy oczywiście nie załamuj się, bo na pewno poznasz inną, może i bardziej interesującą .
Ehh, sama jestem dość mocno zauroczona (no chyba nie można nazwać tego "zakochaniem") w jednym chłopaku już jakiś rok... On ma dokładnie takie same zainteresowania jak ja, te same plany na przyszłość, ten sam gust muzyczny. Wydawał się idealny dla mnie... Szkoda tylko, że on jakoś szczególnie się mną nie zainteresował...
Ale średnio co 1,5 roku takie zauroczenia mi przechodzą i znowu znajduję sobie kolejną ofiarę swoich marzeń, hahaha ;D.
Ja się nigdy nie zakochałam. Owszem, miałam i w sumie nadal jestem zafascynowana niektórymi osobami, ale to nawet nie można nazwać zauroczeniem. Ostatnio, boję się że nie potrafię kochać. Tak po prostu. Nie wyobrażam sobie tego, nie jestem w stanie..
No, może wyobrażam sobie miłość platoniczną, ale tak normalnie? Chyba nie dane mi to będzie. Bo skoro nie potrafię już odczuwać przyjaźni, to jak mam czuć to?
Wysłany: Pią 20 Sty, 2012 18:58 Re: Nigdy w nikim się nie zakochałem
Dziwaduo napisał/a:
jest tu też inna taka osoba? W sumie nie wiem dlaczego, miałem kilka zauroczeń ale to wszystko. Strzała amora nigdy mnie nie trafiła. Za gruby pancerz?
To się musi zdażyć naturalnie. Po prostu poznasz taką osobę i się w niej/nim zakochujesz. albo zauroczysz.
Ja pamiętam swoje zauroczenie .. Jak grom z jasnego nieba. Z jednej strony fajne uczucie , z drugiej strony powodowało to moją dysfunkcje , nie mogłem się skupić prawie na niczym Serduszko uderzało mocniej , człowiek ciągle zamyślony W końcu odważyłem się i zagadałem. Okazało się , że była zajęta (uczucie to natychmiastowo odeszło). Zrobiłem wtedy też malutki kroczek w walce z fobią i wyciągnąłem też z tego pewne wnioski , nie jest tak źle
West , nie mogę za Ciebie decydować musisz sam sobie odpowiedzieć , czy wolisz żyć w niewiedzy , czy zaryzykować i zyskać , bo stracić nie ma co - jak to mówią no risk no fun )
Totalne zamknięcie jest niedoskonałe. Zakochanie się jest niedoskonałe. Ale najgorsze jest zakochanie się w osobie z fobią i cała świadomość, że do tej osoby (która być może coś czuje, ale się boi) nie dotrze się tak czy tak. Dopiero wtedy zaczynają się mocne wrażenia
Zakochanie czy zauroczenie jest dobre, bo pozwala ruszyć trochę się, bo nie można wytrzymać z pewnymi myślami. Sam tak miałem i zadziałałem, dzięki czemu zrobilem spory krok w walce z fobią.
Ale jest druga strona medalu. Jak się zakochasz bez wzajemności... tragiczne uczucie, beznadziejności.
Ja również nigdy się nie zakochałem. Zdarzały się jakieś drobne zauroczenia, ale tego nie biorę pod uwagę, bo przechodziło mi po góra paru dniach. Ale jakiś motyli w brzuchu, serca próbującego wyrwać się z klatki piersiowej nigdy nie doświadczyłem. Może to i lepiej, bo i tak nic bym z tym nie zrobił i tylko niepotrzebnie bym cierpiał.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Fobia Społeczna - Socjofobia - Fobia Forum - Forum Fobia - Depresja - Zaburzenia Lękowe - forum dyskusyjne na temat fobii społecznej (socjofobii), niesmiałosci, fobii, depresji, zaburzeń lękowych i innych problemów psychologicznych.