Jesteśmy na forum fobii społecznej, trudno wymagać, żebyśmy kochali ludzi - czyli tych których się boimy, w towarzystwie których źle się czujemy.
Jeśli mam być szczera czasami mi się rzygać chce od tej wielości twarzy, co dzień mijanych, od tego jacy ludzie bywają płytcy i mało empatyczni. To, że tak mam, to mój problem, każdy może mieć swoje zdanie i odczucia. Nie uważam natomiast, mimo całej swojej fobii i emocji które ludzie wywołują, że ich nienawidzę. Taki mały paradoksik - wydaje mi się nawet, że gdybym nie cała ta fobiczna przypadłość byłabym kimś bardzo "społecznym", wręcz lgnącym do ludzi, bo generalnie to gaduła ze mnie
Nie wyrabiajmy sobie zdania na temat ogółu ludzi, na podstawie tych negatywnych kreaturek, które spotkaliśmy, bo to dosyć krzywdzące. To tak, jakby powiedzieć, że wszyscy faceci są do bani, bo jakiś Zdzichu nas źle potraktował.
Jest jeszcze taki gatunek ludzi, którzy szczycą się tym, że mówią to, co myślą. Znam kilka takich osób i wydaje mi się, że cały pic polega w tym, że myśli się jak najmniej, wtedy faktycznie trzeba to wypowiadać na głos, żeby w ogóle mieć jakiś temat do rozmowy.
Nienawiść to za mocne słowo, nie lubię i nie są mi potrzebne płytkie znajomości, jak każdy introwertyk potrzebuje samotności, żeby zregenerować siły, najlepiej udawać że ich nie ma (ludzi) i robić swoje.
_________________ Gustaw Herling-Grudziński — Inny świat
"Tylko w pochłaniającej wszystko pustce samotności, w ciemnościach zacierających kontury świata zewnętrznego można odczuć, że się jest sobą aż do granic zwątpienia [...]."
Tak sobie teraz myślę, że grupą społeczną (o ile można tak powiedzieć) najbardziej przeze mnie znienawidzoną są religijni fanatycy, tzw. "prawdziwi katolicy" i inni. Czasem mam ogromną ochotę pojechać do stolicy i natłuc politykom pewnej partii, tym parszywym pseudo-katolickim śmieciom, którzy wycierają gęby "wartościami chrześcijańskimi" jednocześnie plując jadem na wszystkich wokół. Nienawidzę ich za to, co robią z naszym krajem, że zrobili z nas średniowieczny skansen po środku Europy Nienawidzę ich, bo są fałszywi, zakłamani, pozują na wielkich i miłosiernych chrześcijan, a w ramach niesienia miłości gotowi są rozszarpać cię na strzępy. Ich nienawiść odbija się ode mnie i powraca do nich ze zdwojoną siłą. Do normalnych wierzących nic nie mam, są mi obojętni, tylko tych fanatycznych padalców z chęcią bym rozszarpał...
Samo myślenie o nich doprowadza mnie do szału
_________________ Do Sztokholmu wpływa prom
Ćpuny cieszą się z daleka
To Polacy wiozą amfę
Już pół miasta na nią czeka
Jak typowy fobik nie darzę sympatią ludzi, którzy nie są z mojej rodziny. Ci ludzie są dla mnie obcy, chamscy i tylko czekają na moje potknięcie, a ja zbyt wiele rzeczy biorę do siebie. W samotności jest mi najlepiej, bo nikt mnie nie obrazi, nie wyzwie i nie wyśmieje
Mam podobnie jak Ty, krzyżowiec. W domu czuje się bezpieczna bo wiem, że mieszkają tam ludzie, którzy mnie akceptują i mi nie "pojadą". No chyba, że w żarcie ale to inna bajka. Ja mam jakąś manie... W szkole, wśród moich dobrych znajomych jestem sympatyczna i otwarta ale w domu i tak analizuje każde swoje słowo. Rozmyślam nad tym czy aby na pewno dobrze się zachowałam, czy kogoś nie uraziłam... To jest chore i niesamowicie utrudnia życie Niby wiem, że byłam dla wszystkich miła i taka jak ja bym chciała być traktowana lecz z drugiej strony wcale nie jestem tego taka pewna. To jest właśnie brak poczucia własnej wartości.
Nie nienawidzę tylko tych którzy myślą podobnie do mnie i kilka wyjątków. Zauważyłem ,że każdego nowo spotkanego człowieka uważam za wrednego ,chamskiego ,mającego mnie za nic. I sądzę że oni też tak o mnie myślą dlatego boje się ich reakcji. Nie znam nikogo kto by jeszcze w jakiś sposób mnie nie zranił.
Osobiście tak nie uważam, ale współlokator raz spytał mnie raz w trakcie luźnej rozmowy dlaczego nienawidzę ludzi, niby żartował ale coś w tym jest. Myślę, że unikanie kontaktów z innymi sprawia, że inni myślą że ich nie cierpimy. Ale skoro odczuwam dyskomfort w obecności innych to trudno stwierdzić żebym uwielbiał ludzi
Nie nienawidzę nikogo ani niczego. Staram się nie nagromadzać w sobie takich złych emocji żebym musiała nienawidzić. Owszem uważam, że mnóstwo ludzi w ogóle nie korzysta z tego co mają pod kopułą (o ile tam coś mają), ale jestem pozytywnie nastawiona do kogoś kogo nie znam. Chyba, że ktoś naprawdę stara się o to, żeby zrobić złe wrażenie.
Tyle jeśli chodzi o nie znanych mi ludzi, a jeśli chodzi o moich znajomych, to nie lubię takich sytuacji, kiedy pokazują mi, że nie mogę na nich liczyć. Nie cierpię jak ktoś jest niesłowny i nieszczery. I nie cierpię jak ktoś mówi dwuznacznie. Sama tak robię, ale głównie dlatego, że jak coś zostanie źle odebrane to zawsze mogę powiedzieć, że przecież nie o to chodziło
Mysle ze wiekszosc ludzi boi sie pajakow. Nielubi ich. Pajak przebiega kolo nas a my wpadamy w panike. Myslimy ze specjalnie do nas podbiegł ze chce nas ugryzc. Tak naprawde pajak nic do nas nie ma. Przypadkiem sie na nas natkna. Ludzie na ogoł patrza na nas obojetnie. Maja nas w dupie. Czasem sie nasmieja i zaraz zapomna. Nam sie wydaje ze jestesmy takimi pepkami swiata. Ze kazdy nas obserwuje mowi o nas ocenia. Gowno prawda. Ludzie maja nas gdzies tak jak ten pajak. Jezeli ktos kogos obgaduje to zeby zapomniec o swoich kompleksach albo poprostu jest głupi i nie ma oczym mowic.
Z mojej strony to nic personalnego, jak Boga kocham. To raczej rozdzierający trzewia ból, który wynika z braku aprobaty dla pewnych mechanizmów, kierujących światem i człowiekiem.
W kontakcie bezpośrednim wzbudzam głębokie przeświadczenie obcowania z wcieleniem jelonka Bambi. Nawet więc nie ludzki, ale jeloński, a może nawet jelonkowaty jestem. Ale najpierw trzeba do mnie podejść, bo ja nie podejdę. A po po podejściu, podejść jeszcze trzydzieści razy.
Chociaż od roku, mniej mnie kręci podchodzenie.
_________________ I've seen what I was and I know what I will be/I've seen it all, there is no more to see.
Co do samego tematu ja mam mniej więcej tak, że ludzie mnie wkurzają bo robią coś czego nie mogę pojąć( jest dla mnie to po prostu głupie). Np w pracy za ŚMIESZE pieniądze ludzie przykładają się jak by to był ich własny biznes, i są zszokowani gdy ktoś nie jest taki jak oni. Nie wiem po co. Nie rozumiem tego, dlatego mnie to wkurza. Albo denerwują mnie ludzie którzy za bardzo cwaniakują. Zgrywają super extra cool, ja udaje że jest ok, a w myślach mam ochotę ich podsumować i powiedzieć co o nich sądzę. Oczywiście nie mam tak do każdego. Ale jest spora grupa ludzi na których jak patrze to tylko wulgaryzmy napływają mi do głowy.
A chyba najbardziej mnie wkurza gdy ktoś próbuje mi wydawać rozkazy ( nie mam tu na myśli prośby kogoś z rodziny czy przyjaciół), chodzi mi np o kierownika czy innych ludzi z pracy. Nie wiem czemu ale bardzo mnie tacy ludzie wkurzają. Zawsze mam wrażenie że w ich tonie jest taka chamska wyższość.
_________________ Wszystkich fanów elektronicznej rozrywki, czyli gier, zapraszam do poczytania mojego bloga.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Fobia Społeczna - Socjofobia - Fobia Forum - Forum Fobia - Depresja - Zaburzenia Lękowe - forum dyskusyjne na temat fobii społecznej (socjofobii), niesmiałosci, fobii, depresji, zaburzeń lękowych i innych problemów psychologicznych.