Wiek: 27 Dołączyła: 03 Paź 2011 Posty: 51 Skąd: Kraków
Wysłany: Sob 15 Paź, 2011 01:50
trololo89 - popieram Cię całkowicie, trzeba wierzyć mnie jest ciężko sobie wyobrazić jak będzie bez fobii bo nie pamiętam już tych czasów, gdy jej nie miałam, ale wierzę bardzo, że uda mi się ją pokonać, bo w gruncie rzeczy jestem silna i naprawdę wiele zniosłam w życiu. A pozbycie się fobii to jedna z tych rzeczy, które doprowadzą do mojego życia a nie jakiejś lękowej farsy robię wszystko żeby je poprawić. I WIERZĘ, WIERZĘ, ŻE SIĘ UDA, bo to jedna z najcięższych batalii. Batalia o siebie. Moi drodzy wiara czyni cuda i to jest fakt!!!
// cytowanie skorygowane
_________________ Every man dies, not every man really lives...
o mojej fobii wie tylko ja i mój psycholog, tak jak większość z Was po prostu wiem że moim bliscy mama czy bracia nie zrozumieją mnie zapewne zostałbym wyśmiany albo powiedzieli by mi że gdybym siedział mniej przed komputerem to bym tego nie miał. Moim zdaniem takich ludzi jak my potrafią zrozumieć specjaliści albo ktoś kto po prostu sam przez to przeszedł i wie jak to jest.
tak jak większość z Was po prostu wiem że moim bliscy mama czy bracia nie zrozumieją mnie zapewne zostałbym wyśmiany albo powiedzieli by mi że gdybym siedział mniej przed komputerem to bym tego nie miał
Typowe dla osób bez fobii - lekceważenie schorzenia.
Cześć wszystkim.
Tak na wstępie powiem że to mój pierwszy raz kiedy używam jakiegokolwiek forum, więc jak coś sknocę, albo piszę nie w tym dziale co trzeba to przepraszam.
Także skoro mamy ten wstęp za sobą, chciałabym prosić o radę w pewnej sprawie, bo na prawdę już nie wiem do kogo mam się zwrócić.
Chodzi o to, jak mam wytłumaczyć rodzicom to przez co przechodzę? Pozwólcie że przestawię wam jak mniej-więcej sytuacja wygląda.
Fobia społeczna pojawiła się u mnie dość nie dawno, a raczej dopiero zdałam sobie z niej sprawę gdyż zawsze byłam osobą nie dokończa towarzyską. Co prawda zawsze miałam ściśle określoną grupę przyjaciół i nie lubiłam głośnych imprez, ale nigdy nie bałam się interakcji z łudźmy, co zaczęło się mniej-więcej 3-4 lata temu kiedy wyprowadziłam się do Stanów Zjednoczonych. Było to jednak dość normalne, bacząc że mieszkałam nie tylko w nowym otoczeniu, ale i na innym kontynencie, gdzie dochodzi do jeszcze szok kulturowy i bariera językowa. Z czasem jednak te objawy zaczęły się nasilać, a przez ostatni rok naprawdę zaczęłam się martwić, i tak wpadłam w internecie na termin "fobia socjalna"
Dobrze było wiedzieć że ma to nazwę i nie jestem jedyną osobą u której to występuje. Miałam dość odwagi żeby skontaktować się ze szkolnym psychologiem, ale po dwóch, bardzo ogólno-orientacyjnych rozmowach ma teraz bardzo mało czasu, i jeśli już ją widuję to bardzo krótko, i zajmujemy się głównie składaniem aplikacji na studia (z czym też mi pomaga.)
Tymczasem fobia naprawdę zaczyna mi sprawiać problemy w normalnym funkcjonowaniu, a co gorsza nie mogę z nikim o tym porozmawiać bo obawiam się niezrozumienia.
Co prawda sprawa tyczy się też moich ( całych dwóch!) przyjaciółek, ale chodzi mi bardziej o rodziców.
Jak to przeciętny Polak; wiadomo, bardzo konserwatywni, nie są głupi ale że tak powiem... uparci i mocno ukorzenieni w swoich przekonaniach, i kiedy próbuję im wyjaśnić że "boję się ludzi" oni uważają to za absurd. Mówią że sobie to ubzdurałam, że po prostu jestem leniwa, że wmawiam sobie głupoty, że chcę zwrócić na siebie uwagę i tak dalej. Po prostu nie uznają tego jako chorobę.
Do tego tego mama często się na mnie denerwuje kiedy nie chcę z nimi rozmawiać o swoich problemach, nie rozumie tego że ma trudności z mówieniem o swoich emocjach, i zarzuca mi niewdzięczność i egoizm.
Jak mam ich przekonać że fobia socjalna to "coś prawdziwego" i że ja sama nad tym nie panuję? Dla nich to że boję się załatwić jakąś sprawę przez telefon, albo nawet zamówić jedzenie z restauracji jest po prostu niepoważne.
Najchętniej poprosiłabym panią psycholog żeby się z nimi spotkała, ale obawiam się że nie wiele by to dało, gdyż moi rodzice nie mówią zbyt dobrze po angielsku. (Tata zna angielski na bardzo podstawowym poziomie a mama w ogóle, a głównie o nią mi tu chodzi.)
Proszę poradźcie mi coś, byłabym bardzo wdzięczna.
weirdcartoonist, Jesteśmy w podobnej sytuacji
Też mieszkam w innym kraju i bariera językowa jest ogromna, w moim przypadku chyba nie do przeskoczenia.
Rodzice nie potrafią zrozumieć mojego stanu, w dodatku chyba zaczynam im przeszkadzać W sumie to ich trochę rozumiem, mam 20 lat i jestem taki jaki jestem. W każdym razie z tego co piszesz, to masz chociaż odwagę na rozmowę z psychologiem
Problem z rodzicami jest taki, że podobnie jak moi, wychowali się w czasach gdy każde zaburzenie psychiczne było uznawane za lenistwo. Pewnie nie można im tego przetłumaczyć.
Ale zrób tak jak mówi trololo89, daj im przeczytać to co podał.
Moi nawet nie chcieli spojrzeć, ale twoi może to potrafią
_________________ Wiesz, że miało być inaczej mimo to nic się nie zmienia
(To ta ziemia każe nam mieć marzenia)
Mieliśmy chłonąć to, o co walczyły pokolenia
Stojąc naprzeciwko świata miała nie łapać nas trema
Wiek: 21 Dołączył: 27 Maj 2011 Posty: 2341 Skąd: Warszawa
Wysłany: Czw 01 Gru, 2011 00:07
Najlepiej podać im informację ze źródła, które mogą uznać za "fachowe" jak np. książka/artykuł napisany przez naukowca/psychologa czy tak jak pisze trololo może wystarczyć nawet wikipedia. Miałem podobny problem z rodzicami, ale o ile ojciec nigdy tego nie pojmie, to matka trochę rozumie, bo u mnie objawy było widać od dawna tylko się udawało, że to nic ważnego.
_________________ “A man is a success if he gets up in the morning and gets to bed at night, and in between he does what he wants to do.”
Szczerze to według mnie szanse na to, że rodzice zrozumieją fobię społeczną, są bardzo, bardzo małe. Oczywiście możesz podać jakiegoś linka, nawet linka do tego forum. Ale nie wiem czy to coś da...
Już to gdzieś pisałem na forum, ale się powtórzę. Myślę (niestety tylko myślę, a nie testowałem w praktyce), że jeżeli podczas oświecania pewnych osób o fobii i tych sprawach położymy nacisk na próbę zwalczenia tego dziadostwa, a nie przedstawimy tego, jako wymówkę do różnych uników, to spotkamy się z całkiem innym odbiorem.
Czyli nie: "boję się, bo mam fobię, więc nie pójdę, nie zrobię", tylko: "boję się pójść, zrobić, bo mam fobię, ale chciał(a)bym coś z tym zrobić; pomóżcie mi".
Jeżeli spotkasz się z dziwnym odbiorem, w sensie niedowierzanie, olanie itp., to powtórz za jakiś czas. I następny. Do skutku. W końcu co możesz na tym stracić? Grozi Ci coś poza odrobiną wstydu?
Z rodzicami nigdy nie miałem takiego kontaktu żebym się zwierzał itp. Po prostu nie chce. Właściwie to nikomu się nie zwierzam (oprócz lekarza,księdza), mam z tym problem, w zaufaniu do drugiej osoby. Mam wrażenie, że jak bym powiedział komuś bliskiemu, on by poznał objawy, to przy każdej okazji gdyby była sytuacja związana z moją fobią to dana osoba by mnie obserwowała, patrzyła by jak się zachowuje, a to by mi nie pomagało
Ja powiedziałam o tym mamie. Najpierw, gdy z nią rozmawiałam mówiłam o moich lękach, obawach itd. a później, przy którejś już z kolei pogawędce padło to słowo. Fobia społeczna. Mama trochę dziwnie się na mnie popatrzyła i dla pewności spytała, co to oznacza. Ja jej wyjaśniłam o co chodzi ale ona uznała, że wyolbrzymiam i niepotrzebnie panikuję. Jedna koleżanka też wie o mojej nieśmiałości (jej akurat nie powiedziałam konkretnie o fobii ale ona zwyczajnie widzi, że mam wiele oporów). Gdy próbuje się jej zwierzyć to zazwyczaj jest jedna reakcja: "Nie pier*ol, ogarnij się, nie panikuj, nie odpier*alaj (gdy chciałam np. zrezygnować z kursu na prawko)" i inne epitety w tym stylu. Także z nią nie ma nawet gadki. Inna kumpela z kolei strasznie mnie zaskoczyła. Ona była kiedyś chora na anoreksje. I podczas pewnej imprezy (wypiłyśmy troszkę, były to naprawdę niewielkie ilości ale jak wiadomo, każda kropla dodaje odwagi) ona zwierzyła mi się, że nienawidzi siebie, że jak się śmieje to tylko na pozór a w domu się załamuje itd. Jezu! Jakbym słuchała o sobie. Wtedy właśnie pogadałyśmy tak na serio i zrobiło mi się cudownie na duszy. Ona mnie zrozumiała ale powiedziała, że jest w szoku, że nigdy by się tego po mnie nie spodziewała (dokładnie tak jak ja po niej!). W każdym razie, znalazłyśmy wspólny język i od tamtej sytuacji jeszcze lepiej się rozumiemy Podsumowując, czasami warto powiedzieć o swoich obawach innym, ale trzeba wiedzieć komu można a komu nie. Teoretycznie rodzina powinna dowiedzieć się pierwsza o takiej sprawie ale mój przypadek pokazał, że to własnie koleżanka (a nie mama, tata czy rodzeństwo) była dla mnie największym oparciem.
Ostatnio zmieniony przez Czerwona Sro 18 Kwi, 2012 21:31, w całości zmieniany 1 raz
exitusletalis
Wiek: 17 Dołączyła: 05 Maj 2012 Posty: 4
Wysłany: Sob 05 Maj, 2012 19:38
witam wszystkich tak przy okazji mojego pierwszego postu na tym forum...
jestem w podobnej sytuacji co Wy. świadomość, każe mi samej sobie pomóc poprzez zwrócenie się do matki lub babci (nie mam ojca, więc nie ujmuję "rodziców"). tyle, że jest to jedno "małe" ale... czyli podobnie jak u was, strach przed brakiem zrozumienia. tyle, że problem polega na tym, że kiedy jestem wśród bliskich, w gronie trzyosobowej rodziny czuję się dobrze i nikt nie podejrzewa mnie o fobie, czyli w oczach rodziny jestem śmiała i otwarta. tak rzeczywiście jest, ale tylko przed ludźmi do których jestem przyzwyczajona (chociaż też nie do końca). przed nauczycielami kiedy np. muszę odpowiadać, drży mi głos, dostaję wypieków, trzęsą mi się ręce i nie tylko. i nikt tak naprawdę nie wie co się dzieje wewnątrz mnie, nawet kiedy jestem zmuszona np. wyjść choćby na skraj miasta, lub na spacer do lasu bo nawet wtedy trzymają się mnie obawy, że ktoś będzie też tamtędy przechodził.
w sumie mogę powiedzieć, że wcześniej udawałam, że wszystko jest dobrze, nie przejmowałam się tym wszystkim, uznałam, że taka moja natura i cóż, trzeba z tym żyć.
jestem teraz po leczeniu i jest organizowany wyjazd dwutygodniowy do sanatorium... mama mnie zapisała, wbrew mej woli a ja dostaję paranoi jak tylko o tym myślę. nie wiem co robić, babcia z mamą mówią "pojedziesz, odpoczniesz, ja sama bym tak chciała, należy się Tobie, to dla twojego zdrowia itd. itp."... powtarzałam im, że nie chcę, podsuwałam głupie wymówki, mam wrażliwą skórę na wodę, słońce itp. i nawet to nie pomogło. nikt nie liczy się z moimi uczuciami ani zdaniami. na samą myśl przechodzą mi dreszcze i trzęsę się. co mam zrobić? jak bym mogła delikatnie przemówić do nich? nie chciałabym od razu wyjeżdżać z tekstem "mamo, mam fobię społeczną, nie mogę tam pojechać"... już widzę ich reakcję i "chyba sobie żartujesz"... nie chcę tego, nie chcę psuć swojego obrazu i uczuć związanych z rodziną. w zasadzie to nikomu o tym nie mówiłam, ale wyobrażam sobie reakcje... (podobnie było z historią mojej choroby nowotworowej - "marudzisz, byłam z tobą u lekarza, daj spokój") poza tym wiem, że to absurd ale rozważałam groźby ucieczki z domu... cokolwiek, nie mogę po prostu nawet normalnie funkcjonować z samą myślą dotyczącą okazji do styczności z ludźmi. czuję się jakby od tego zależało moje życie... co za koszmar.
będę wdzięczna za jakiekolwiek propozycje/rady.
Ostatnio zmieniony przez exitusletalis Sob 05 Maj, 2012 19:46, w całości zmieniany 3 razy
Ja próbowałam rozmawiać, ale się niestety na tym przejechałam
Najpierw gadałam z mamą (oczywiście nie użyłam terminu 'fobia społeczna'). Mówiłam jej, że wszystkie sytuacje, kiedy muszę rozmawiać z ludźmi innymi niż wąska grupa przyjaciół mnie stresują, że unikam poznawania nowych ludzi etc... Usłyszałam, że przesadzam, że na pewno nie jest tak źle jak mówię, a zresztą teraz jestem nastolatką i za kilka lat wyrosnę ze wszystkich kompleksów i będzie cudownie. Aha, no pewnie >.< Byłyśmy teraz w Anglii i codziennie słyszałam sugestie, że mogłabym się trochę uspołecznić i pogadać (z obcym człowiekiem?) bo ona zna kilka słówek i gada, a mój angielski jest na poziomie maturalnym i boję się nawet kupić kawę. Dzięki za takie wsparcie -.-
Druga osoba, której powiedziałam to przyjaciółka. Może to nie był najlepszy wybór, bo ona jest bardzo ekstrawertyczna i towarzyska, a jak już ktoś napisał - syty głodnego nie zrozumie. Ona akceptuje mnie i wszystkie moje dziwactwa z FS na czele. Ale na żadne wsparcie czy rozmowę raczej nie mogę liczyć, bo ona po prostu nie jest w stanie zrozumieć, jak można się bać wyjść do ludzi.
Zazdroszczę Wam, że macie z kim o tym pogadać. A ja na pewno tysiąc razy się zastanowię, zanim zdecyduję się jeszcze komuś o tym powiedzieć.
exitusletalis
Wiek: 17 Dołączyła: 05 Maj 2012 Posty: 4
Wysłany: Sob 05 Maj, 2012 20:51
Santi napisał/a:
Zazdroszczę Wam, że macie z kim o tym pogadać.
nie wszyscy... jestem z Tobą. nie rozmawiałam o tym z nikim i... nie zamierzam. wstyd się przyznać ale to mnie przerasta...
Nie wiem, czy rozmowa z rodziną coś da, dużo zależy od charakteru tych osób... Z moich doświadczeń wynika, że w wielu wypadkach ci, którzy powinni być najbliżej, najczęściej okazują niezrozumienie dla naszych ukrytych problemów i pragnień. Po prostu wydaje im się, że wiedzą o nas więcej niż my sami i odrzucają wszystko, co nie pasuje do ich uroczego obrazka. Ale jeśli już chce się o tym powiedzieć bliskim, to zgadzam się z tym, co już powiedziano w tym wątku: przede wszystkim należy uświadomić im na podstawie konkretnych źródeł, że fobia społeczna istnieje i jest schorzeniem. W innym przypadku uznają to za jakieś wymyślanie (mogą to zrobić nawet po zaprezentowaniu źródeł opisujących fobię, ale zawsze prawdopodobieństwo jest wtedy mniejsze )
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Fobia Społeczna - Socjofobia - Fobia Forum - Forum Fobia - Depresja - Zaburzenia Lękowe - forum dyskusyjne na temat fobii społecznej (socjofobii), niesmiałosci, fobii, depresji, zaburzeń lękowych i innych problemów psychologicznych.