W szkole z fobią nie było łatwo , umówmy się , właściwie do tej szkoły nie chodziłam .
Koledzy raczej ode mnie stronili , nie raz można było usłyszeć następny niezły kawał na mój temat .
Ci , nauczyciele którzy o fobii nie wiedzieli i nie musieli mięli niezbyt mnie lubili , nie słuchali na lekcjach i nie dawali szansy na lepszą ocenę .
Samotność była dla mnie ratunkiem , gdy wszyscy wychodzili na przerwy , ja zostawałam , a jak nie wychodzili to włączałam na cały regulator muzykę .
Ogólnie niezbyt sobie radziłam , każdego ranka trzęsłam się ze strachu a gdy wchodziłam do klasy to umiałam wydrzeć się na nauczyciela . Do tego mój ojciec który nigdy nie umiał się nie spóźnić ze mną do szkoły , zawsze wchodziłam do już zapełnionej klasy i zwracałam na siebie uwagę.
Nie było łatwo , ojj nie było...Między innymi dlatego też trudno mi jest przekonać się do tego , że jednak fajnie jest mieć kumpla/przyjaciela w realu ...Bo zawsze mam wrażenie , że coś sie stanie złego .
Teraz , nie jest tak źle , choć nadal czuję okropną niechęć i wszystkie problemy związane ze szkoła bardzo mnie denerwują .
Dołączyła: 14 Lis 2008 Posty: 83 Skąd: z głupiego miejsca
Wysłany: Sob 15 Lis, 2008 00:13
Szkoła była be. Szczególnie w podstawówwce, w ostatnich latach. W LO było może lepiej, bo zaprzyjaźniłam się z paroma fajnymi osobami, ale za to sporo wagarowałam, bo nie lubiłam tam chodzić. Wszystko mnie denerwowało, czułam się gorsza. Przez to nałożyłam sobie maskę pyskatej, tej, co ma głupie odzywki. Podejrzewam, że mało osób wiedziało, że jestem nieśmiała, tak to maskowałam
W moim przypadku w szkole nie było najgorzej... przynajmniej jeżeli chodzi o podstawówkę (wtedy problem fobii społecznej mnie nie dotyczył), gimnazjum też wspominam bardzo miło natomiast schody zaczęły się w szkole średniej, wtedy to musiałam rozstać się ze starymi znajomymi i wejść w nowe, całkiem mi obce środowisko...
_________________ Wszystko jest trudne zanim stanie się łatwe...
W zasadzie miło wspominam poszczególne etapy edukacji, mimo, że widzę błędy w moim postępowaniu..to, że nie potrafiłem tak naprawdę się zjednoczyć z grupą, zawsze będąc w pewien sposób wyalienowany - a przynajmniej tak się czułem.. jak ten, który stoi z boku.
Podstawówka i gimnazjum były w porządku. W raz kilkoma innymi osobami grałem pierwsze skrzypce przez te 9 lat, byłem łobuzem i straszliwym leniem, razem z kumplami w szkole jedynie paliliśmy fajki (to na przerwach), robiliśmy różne demolki (na przerwach i lekcjach) i obijaliśmy się (to już tylko na lekcjach). Całe szczęście nauczyciele nas nie lubili, więc nie przytrzymali nas w żadnej klasie i bez problemów ukończyliśmy tę żałosną pseudo-edukację. Następnie było pół roku technikum. Dziwnie czułem się w tej klasie, stałem się cichy i nieśmiały, myślę, że wtedy zaczęła się u mnie fobia Po pół roku nie wytrzymałem i przeniosłem się do zawodówki, tam czułem się znacznie lepiej lecz też nie byłem sobą. Cichy, spokojny, nie do poznania, zupełnie inny człowiek niż w gimnazjum. I taki pozostałem do dziś, choć to tylko pozory, bo we łbie nadal mam pełno szalonych pomysłów...
_________________ Do Sztokholmu wpływa prom
Ćpuny cieszą się z daleka
To Polacy wiozą amfę
Już pół miasta na nią czeka
Szkoła Podstawowa to był koszmar! Pierwsze trzy klasy dało się jakoś przeżyć. Schody zaczęły się w klasie IV. Dołączyła do nas nowa dziewczyna lekko upośledzona umysłowo. Kaśka miała indywidualny tok nauczania ale chodziła z nami na lekcje. Kaśka nie miała łatwego zycia - wszyscy się z niej śmiali, nikt się z nią nie przyjaźnił, nikt z nią nie rozmawiał... Mnie rodzice rodzice uczyli, że słabszym zawsze nalezy pomagać. Zaczęłam więc pomagać Kaśce - najpierw w nauce a potem tak ogólnie w życiu bo Kaśka nie miała mamy. Wychowywał ją ojciec. Moja sympatia do Kaśki nie spodobała się koleznkom, które zawsze traktowały ją jak wroga. Stałam sie takim odrzutkiem klasowym. Przestałam być zapraszana na urodziny, odrzucono mnie od tajemnic klasowych. Wiodłam żywot samotnika. Przezywali mnie przyjaciółką głupiej. Szkołę przetrwałam tylko dzięki temu, że lubili mnie nauczyciele. Miałam też dobry kontakt z ludźmi z wyższych i niższych klas. Najszczęśliwszy dzień to był ten kiedy okazało się, że do liceum, które sobie wybrałam z całej klasy zdawałam tylko ja.
Liceum to najlepszy okres w moim życiu - fajni ludzie, fajna atmosfera... Tam nikt nie nazywał mnie przyjaciółką głupiej.
Muszę przyznać że klasę w podstawówce naprawdę miałaś zrytą... Nie rozumiem jak można odsunąć się od kogoś tylko i wyłącznie dlatego że pomaga słabszym Na szczęście jak sama piszesz liceum to najlepszy okres w Twoim życiu
_________________ Wszystko jest trudne zanim stanie się łatwe...
Ja swoich szkolnych lat nie wspominam zbyt dobrze. W szkole podstawowej miałem marną klasę, która nie wiedziała co to jest koleżeństwo, dobrali się na początku w swoje grupy i tego się trzymali a jak ktoś miał jakieś problemy to już był ten gorszy. Może właśnie przez tą ***, sory za słowo klasę cierpię teraz na swoją fobię, jakieś uprzedzenie, że jestem gorszy. Tak jakoś wytrwałem w tym szaleńswie bo inaczej nie potrafię tego nazwać 6 lat i przyszedł czas na gimnazjum. To też zawaliłem, klasa nie była zła, raczej normalna, ale przez już dość sporo rozwiniętą fobię i stare przyzwyczajenia do starej klasy wszystko zmarnowałem:( Nie potrafiłem się tam po prostu odnaleźć. Ciężko mi się pracowało w klasie, nie miałem do nich zaufania i właściwie całe gim. przechdodziłem trybem indywidualnym co też nie było dobre z jednej strony bo tylko uciekałem od ludzi co jeszcze bardziej wpędzało mnie w fobię, która teraz jest na dużym poziomie:( Aktualnie nie chodzę do szkoły bo po prostu wiem, że nie dał bym sobie teraz z tym wszystkim rady, dopiero zaczynam przygodę z psychologiem i mam nadzieję, że w przyszłym roku coś już zacznę robić...
Dzięki Blondi, dzięki Adminie za miłe słowa. Wiem, że to co napisałam brzmi trochę dziwne ale to jest szczera prawda i nie ma w tym ani odrobiny wyobrażeń własnej alienacji. Droga Annno tak to bywa na tym świecie. Nietolerancja jest wszędzie, nawet w szkole podstawowej. Jako przyszła pani psycholog powinnaś to wiedzieć doskonale. W tym przypadku było tak, że jedno dziecko pragnące władzy i umiejące sobie poporządkować innych wybrało sobie ofiarę - tą ofiarą była Kasia. No i grupa innych dzieci poszła w ciemno za przywódcą, bo przywódca imponował drogimi ubraniami, markowymi kredkami, słodyczami itp. Ja jeszcze wtedy miałam odwagę się zbuntować. Bo rodzice nauczyli mnie, że słabszym należy pomagać. No i dziecko przywódca powiedziało, że jestem wrogiem. Kosztowało mnie to dość dużo - prawdopodobnie to wtedy rozpoczęła się u mnie fobia społeczna. Zapytasz pewnie dlaczego nie zmieniłam szkoły. W V klasie byłam bardzo bliska tego kroku jednak na wsi trudno zmienić szkołę bo jest tylko jedna. Rodzice nie mieli możliwości dowozić mnie ani do sąsiedniej wsi ani do miasta. Zapytasz dlaczego rodzice nie interweniowali? Owszem interweniowali ale jeżeli dziecko przywódca jest dzieckiem znanych ludzi, wysoko postawionych urzędników to jest to trudne a poza tym dziecko przywódca zachowuje się nienagannie w obecności nauczycieli a w obecności pani dyrektor jest najlepszym przyjacielem dziecka ofiary.
Kiedyś byłam u psychologa powiedział podobnie jak Ty Annno, że wyolbrzymiam problem. Już nigdy do psychologa nie pójdę. A to, co przeżyłam będzie ze mną na zawsze, będzie tkwiło w moim sercu jak cierń...
Sorry, że tak się rozpisałam
U mnie wszystko zaczęło się na studiach, razem z chorobą... Z tym, że od razu powiedziałam moim koleżankom które znałam dopiero od dwóch tygodni właściwie, że mam takie problemy, że nie chcę, żeby wszyscy widzieli, bo boję się ich reakcji, ale żeby one zrozumiały. I z dziewczynami trzymam się do dziś Bardzo mi pomagały wytrzymywać na zajęciach. Wiedziałam, że nawet jak wybiegnę z sali to one zrozumieją, a inni nie muszą. Tą metodę pochwaliła nawet moja terapeutka.
Nigdy nie starałam się odstraszyć od siebie ludzi. Wręcz przeciwnie, przejmowałam się ich opiniami, każdą plotką, starałam się za wszelką cenę dopasować, żeby tylko dali mi spokój. Każda głupia plotka powodowała, że zamykałam się w sobie. Musiałam więc zrozumiec, że nie warto się nimi przejmować, ale warto szukać osób, które mnie zrozumieją i ich się trzymać. I nie musi to być wielka grupa ludzi wystarczy kilku, nawet jedna...
Fakt faktem do dziś boję się przebywać w salach, gdzie jest mnóstwo obcych ludzi i muszę głęboko oddychać na każdych zajęciach, ale to, że osoby na których mi zależy mnie rozumieją, daj mi dużą podporę.
Silence - To o czym napisałaś , jest dobrym przykładem , że czasem warto jest być szczerym w stosunku do ludzi .
O mojej fobii wiedzą 3 koleżanki , które nazywają siebie mianem moich przyjaciółek ;]
I jak dotąd żadna z nich mnie nie skrzywdziła , a minęło trochę czasu . One bardzo chętnie mi pomagały (kiedyś bo teraz mają swoje sprawy ) i jestem im za to wdzięczna .
Generalnie staram się nie wracać pamięcią do czasów podstawówki i liceum,to był raczej przykry czas.Gdy byłam w podstawówce moja mama była tam dyrektorką i uwierzcie mi-nie było fajnie.Kilka razy ostro ochrzaniła mnie przy całym gronie pedagogicznym,albo przy mojej klasie.Często opowiadała w innych klasach o tym co działo się w domu i wszyscy mieli ubaw po pachy
W liceum byłam już uwolniona od matki,ale chyba skutecznie wdepnęła mnie w ziemię,bo czułam się i czuję wśród ludzi....jakbym się urwała z choinki
_________________ nigdy nie zostawiaj mnie samej,bo cień,którego się boję,bo mrok,w którym ginę,bo nicość,której nie rozumiem na zawsze już mnie pochłonie...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Fobia Społeczna - Socjofobia - Fobia Forum - Forum Fobia - Depresja - Zaburzenia Lękowe - forum dyskusyjne na temat fobii społecznej (socjofobii), niesmiałosci, fobii, depresji, zaburzeń lękowych i innych problemów psychologicznych.