W sumie nie poszedłem do psychologa przy okazji fobii, tylko pewnego problemu, który pewien lekarz połączył ze sferą psychiczną. Podczas terapii , moja fobia, tylko bardziej wypłynęła na wierzch...
Moja sesja wygląda mniej więcej tak. Przychodzę do pana psychologa do gabinetu, witamy się, siadam i jest cisza. Totalna cisza. On nie wygląda żeby tym się przejmował, spuszcza głowę i siedzi. Kiedy czas sesji dobiega końca, po prostu wstaje , żegnam się i wychodzę. Moje pytanie jest następujące, czy tylko ja tak mam, czy u Was jest podobnie. I czy też tak macie że w trakcie terapii jesteście jeszcze bardziej zdołowani niż przed.
Mogę opowiedzieć Ci jak jest u mnie. Mam robioną psychoanalizę. Przychodzę, siadam, cisza - to ja zaczynam i mówię co mi na myśl przyjdzie. Psycholog słucha, później interpretuje. Nie daje rad. Nie odpowiada mi na pytania typu :czy powienienem zrobić/myśleć tak czy tak. Czuwa jednak nad przebiegiem moich procesów abym zbyt daleko nie odbiegał w pracy nad sobą bo tak, to ja wykonuję główną robotę i nie, nie dałbym rady robić tego sam, bez nadzoru. Grzebanie w nieświadomości to nic przyjemnego i często włącza się mechanizm obronny - to tłumaczy złe samopoczucie podczas sesji. Im bliżej problemu tym bardziej psychika się u mnie broni wyzwalając takie uczucia jak rezygnacja, przygnębienie, strach itd.
Na sesjach zdarzają się dłuuugie momenty milczenia. Czasem są konstruktywne, czasem nic nie wnoszące. Moja psycholog czuwa nad tym a przynajmniej takie mam wrażenie i dopóki go nie zgubię będę uważał terapię za udaną.
Mam jednak krótki staż a 15 miesięcy to dużo. Nie wiem jak będzie to wszystko wyglądało u mnie za kilkanaście miesięcy. Pamiętasz jakie miałeś odczucia po 4 miesiącach? Rozmawiałeś z psychologiem o swoich wrażeniach odnośnie terapii?
aganiesial napisał/a:
a czy mówicie na wstępie o fobii społecznej czy czekacie na diagnoze?
Na diagnozę nie czekam, nie potrzebuję jej, wiem co mi jest i to dość nieistotne jak się nazywa. Podczas konsultacji przed rozpoczęciem terapii mówiłem o fobii społecznej i erytrofobii. W końcu z tymi problemami przyszedłem więc nie było sensu tego ukrywać.
_________________ "Nil admirari - niczemu się nie dziwić"
Horacy.
Ostatnio zmieniony przez kjensisław Sob 07 Sty, 2012 17:00, w całości zmieniany 1 raz
U mnie dopiero od pewnego czasu nastąpiła cisza. I to nie są chwile ciszy, czy nawet dłuższe chwile. Po prostu cisza trwa całą sesję. Zniechęca to bardzo, już kilka miesięcy trwa takie bezproduktywne działanie...
Mówisz że masz wrażenie że psycholog czuwa nad tymi chwilami ciszy. A mój terapeuta wygląda jakby miał to wszystko w dupie. Sam proponuje kończenie sesji przed czasem.
W sumie ma rację.
Ostatnio zmieniony przez Samuraj Sob 07 Sty, 2012 17:45, w całości zmieniany 1 raz
aganiesial
Wiek: 22 Dołączyła: 19 Maj 2009 Posty: 54 Skąd: warszawa
Wysłany: Sob 07 Sty, 2012 19:23
kjensisław napisał/a:
Samuraj napisał/a:
Moja sesja wygląda mniej więcej tak. Przychodzę do pana psychologa do gabinetu, witamy się, siadam i jest cisza. Totalna cisza. On nie wygląda żeby tym się przejmował, spuszcza głowę i siedzi. Kiedy czas sesji dobiega końca, po prostu wstaje , żegnam się i wychodzę. Moje pytanie jest następujące, czy tylko ja tak mam, czy u Was jest podobnie. I czy też tak macie że w trakcie terapii jesteście jeszcze bardziej zdołowani niż przed.
Mogę opowiedzieć Ci jak jest u mnie. Mam robioną psychoanalizę. Przychodzę, siadam, cisza - to ja zaczynam i mówię co mi na myśl przyjdzie. Psycholog słucha, później interpretuje. Nie daje rad. Nie odpowiada mi na pytania typu :czy powienienem zrobić/myśleć tak czy tak. Czuwa jednak nad przebiegiem moich procesów abym zbyt daleko nie odbiegał w pracy nad sobą bo tak, to ja wykonuję główną robotę i nie, nie dałbym rady robić tego sam, bez nadzoru. Grzebanie w nieświadomości to nic przyjemnego i często włącza się mechanizm obronny - to tłumaczy złe samopoczucie podczas sesji. Im bliżej problemu tym bardziej psychika się u mnie broni wyzwalając takie uczucia jak rezygnacja, przygnębienie, strach itd.
Na sesjach zdarzają się dłuuugie momenty milczenia. Czasem są konstruktywne, czasem nic nie wnoszące. Moja psycholog czuwa nad tym a przynajmniej takie mam wrażenie i dopóki go nie zgubię będę uważał terapię za udaną.
Mam jednak krótki staż a 15 miesięcy to dużo. Nie wiem jak będzie to wszystko wyglądało u mnie za kilkanaście miesięcy. Pamiętasz jakie miałeś odczucia po 4 miesiącach? Rozmawiałeś z psychologiem o swoich wrażeniach odnośnie terapii?
aganiesial napisał/a:
a czy mówicie na wstępie o fobii społecznej czy czekacie na diagnoze?
Na diagnozę nie czekam, nie potrzebuję jej, wiem co mi jest i to dość nieistotne jak się nazywa. Podczas konsultacji przed rozpoczęciem terapii mówiłem o fobii społecznej i erytrofobii. W końcu z tymi problemami przyszedłem więc nie było sensu tego ukrywać.
u mnie głównym problem jest brak pracy i szukanie i z tym przyszalm do psycholog i jeszcze z jednym ale to nieważne a o fobii niemówilam bo niewiem czy ja mam nie che żeby wyszło na to ze chorób sobie szukam
U mnie dopiero od pewnego czasu nastąpiła cisza. I to nie są chwile ciszy, czy nawet dłuższe chwile. Po prostu cisza trwa całą sesję. Zniechęca to bardzo, już kilka miesięcy trwa takie bezproduktywne działanie...
Mówisz że masz wrażenie że psycholog czuwa nad tymi chwilami ciszy. A mój terapeuta wygląda jakby miał to wszystko w dupie. Sam proponuje kończenie sesji przed czasem.
W sumie ma rację.
u mnie jest to samo. Sam sie zapisałem do psychologa/terapeuty jakies prawie 2 lata temu żeby coś zmienić z początku jakoś to leciało interesował się co tam u mnie i w ogóle, ale po roku ponad zaczeła własnie byc komplęta cisza miedzy rozmowami o czymś ;/ to strasznie nie zręczne bo czuję że w taki sposob marnuje mu czas który mogłby poświecic komus innemu ;/ ostatnio byłem z prawie 2 miechy temu i nie widzi mi się pójscie tam do niego, bo znowu coś spyta a potem będzie totalna cisza przez 5min albo i dłużej i tak minie z 30min i finito..
Sama niedawno zastanawiałam się nad pójściem, ale to, co tu widzę, nie nastraja zbyt optymistycznie...Czy terapia może dać jakieś efekty?
_________________ ''Śpi. Nie mam zamiaru go budzić. Zastanawiam się, czy kiedykolwiek przyszło mu do głowy, jak bardzo sen jest podobny do śmierci. Może gdyby to wiedział, nie spałby tyle. A może właśnie dlatego to robi...''
Walczy.
Ostatnio zmieniony przez MissCharming Pią 13 Sty, 2012 17:14, w całości zmieniany 1 raz
MissCharming, myślę że jednak powinnaś spróbować wizyt psychologa skoro planowałaś, kto wie na jakiego psychologa trafisz, może takiego co się będzie angażował i próbował pomóc
Największy z tym problem jest taki, że potrzeba czasu. Co najmniej 20 spotkań. Dwudzieste porównujemy do pierwszego i wtedy widać różnicę, zwykle na plus.
Ostatnio zmieniony przez hiawatha Wto 17 Sty, 2012 21:24, w całości zmieniany 1 raz
Największy z tym problem jest taki, że potrzeba czasu. Co najmniej 20 spotkań. Dwudzieste porównujemy do pierwszego i wtedy widać różnicę, zwykle na plus.
Byłam u psychologa w piątek 13. Zastała mi zaproponowana terapia (czy cokolwiek) do czerwca - i to byłoby około 20 spotkań, tylko zacna pani psycholog nie wydaje się dostrzegać jakoś tej mojej fobii, w pierwszej rozmowie skupiała się na innych aspektach, na których zresztą w tym momencie najmniej mi zależy - bo one siedzą we mnie już długo i jeszcze chwilę z nimi mogę pociągnąć. A największym moim problemem TERAZ jest społeczeństwo, ludzie naokoło mnie. Nie jestem jeszcze pewna, jak będą wyglądać nasze spotkania, teraz mam ferie i widzę się z nią dopiero 3 lutego, ale zastanawiam się, czy mogę w jakiś sposób wysunąć fobię na pierwszy plan, zasugerować, że to nią głównie chcę się zająć - bo gdy pod koniec mojego monologu pytała się, czego oczekuję, napomknęłam o niej, psycholog powiedziała, że 'zobaczymy, bo nie wiem, czy ona jest' (tonem wielce powątpiewającym). No dziękuję bardzo, czuję, że będzie nam się fantastycznie współpracowało.
delusive, wiesz co jeśli psycholog jest dobry, to trzeba zaufać. Powiem tak, jak szedłem na terapię, to myślałem, że największym problemem jest fobia społeczna, dziś już tak nie sądzę. Na spotkaniach wychodziły różne rzeczy, różne przekonania i teraz nie wiem czy fobia to jest najważniejszy problem.
Akurat pytanie czego się oczekuje od psychoterapeuty jest pytaniem standardowym. Jeśli odpowiesz, że rozwiązania problemu to prawdopodobnie będzie Cię przekonywał, że rozwiązanie tkwi w Tobie i już masz zasięg by wszystko co chcesz zrealizować, tylko musisz z siebie to wydobyć
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Fobia Społeczna - Socjofobia - Fobia Forum - Forum Fobia - Depresja - Zaburzenia Lękowe - forum dyskusyjne na temat fobii społecznej (socjofobii), niesmiałosci, fobii, depresji, zaburzeń lękowych i innych problemów psychologicznych.