Byłoby chyba najlepiej, gdyby ludzie próbowali różnych rodzajów terapii - takich, które pasują do ich predyspozycji psychicznych i co do których działania są przekonani. Wtedy mogliby podzielić się na forum swoimi wrażeniami, spostrzeżeniami oraz przechodzeniem kolejnych etapów. Dzięki temu łatwiej byłoby wybrać coś dla siebie, a poza tym mogłoby to zachęcić/zniechęcić potencjalnych zainteresowanych. Wtedy ktoś mógłby pomyśleć: "to nie dla mnie, nie przekonuje mnie to" lub "o, to jest świetne!" i podążał w wybranym kierunku. Nie dochodziłoby do żadnych sporów, nieporozumień itp., ponieważ istniałaby alternatywa. Różne są drogi wychodzenia z fobii i każda z nich może być skuteczna. Zależy to tylko od osobistych uwarunkowań.
_________________ "I tak Achilles dogonił żółwia".
Wiek: 23 Dołączyła: 12 Sie 2011 Posty: 462 Skąd: z domu
Wysłany: Pon 12 Gru, 2011 19:59
Lilly napisał/a:
Nie rozumiem dlaczego prawie zawsze z pozytywnie zapowiadajacego sie watku musi wybuchnać jakies nieprzyjemne starcie. Ja jestem jak najbardziej za terapią i jak BlankAvatar tu ładnie podsumował zawsze ktos będzie mial kompleksy na punkcie swojej inteligencji.
Chyba dlatego, że kiedy ktoś przychodzi z jakimś problemem i zaczyna słyszeć przykre określenia pod swoim adresem to zaraz robi się niefajna atmosfera.
Ostatnio zmieniony przez Stalugwa Pon 12 Gru, 2011 19:59, w całości zmieniany 1 raz
Dołączyła: 21 Cze 2010 Posty: 6603 Skąd: z innej bajki
Wysłany: Pon 12 Gru, 2011 23:37
Stalugwa napisał/a:
Dobra, zniechęciliście mnie do wszystkiego.
Nie dobra ;/ Nie zniechęcaj się ani do szukania dobrej dla Ciebie terapii ani do polemik, bo jesteś cenną dyskutantką.
Stalugwa napisał/a:
Wyszło, że wcale nie mam fobii
Co do tego czy ktoś ma fobię czy nie - ta nazwa czasem funkcjonuje jako słowo-wytrych, otwierające skrzynkę z różnego typu dolegliwościami psychicznymi, i może stąd wynikają pewne nieporozumienia.
Natomiast stwierdzenie typu: „A bo Ty chyba nie masz fobii” nie powinno się mieścić w rynsztunku argumentów. Inaczej będę zmuszona udać się do moderatorskiej zbrojowni.
Kończąc moje wejście: To, że dyskusja rozgorzała – świetnie , różne punkty widzenia - cudnie To wszystko razem ma pobudzać do myślenia, do zmian, do czynów, tak jak to ładnie podsumował FanMusic. Ale jeszcze raz proszę: BEZ AGRESJI!
_________________ ♥♥♥♥Milczę, tak po kobiecemu wieloznacznie♥♥♥
Nie sądziłem, że tak szybko przyjdzie mi podzielić się swoimi odczuciami, ale ponoć nie wszystko można przewidzieć.
Zacząłem zastanawiać się nad tym, o czym napisała Stalugwa - w którą stronę zostanie skierowana moja osobowość pod wpływem tekstu terapii. Od ok. tygodnia zwracam uwagę na swoje zachowanie. Jest we mnie więcej spontaniczności, zadowolenia, uśmiechu. Mniej przejmuję się tym, czy i co ktoś powie na mój temat. Dzisiaj uświadomiłem sobie, że skądś znam tę sytuacje. To powraca stan sprzed fobii. Taki właśnie byłem wcześniej. Zaobserwowałem u siebie też zachowanie niekonformistyczne - do tej pory, kiedy moja grupa przychodziła "solidarnie" ze ściągami na egzamin, ja czyniłem to samo. Nie z powodu niewiedzy, ale strachu przed odrzuceniem i uznaniem za kujona. Wczoraj przed zaliczeniem kolega zaczął sprawdzać moją wiedzę, co nie sprawiło mi problemu. Wyraźnie poruszone były dwie dziewczyny, które dziwnie się na mnie patrzyły i wymieniały jakieś uwagi. Nie przestałem mówić, tylko w zasadzie automatycznie zapytałem: "co jest?" Odpowiedziały, że nic i zajęły się swoimi sprawami. Gdyby nie terapia, to w takiej sytuacji zamknąłbym się w sobie i zaczął zastanawiać, co one do mnie mają. Tak jednak nie było.
Wniosek z tego jest taki, że terapia nie narzuca "obcych" schematów myślenia, tylko wydobywa z nas to, co jest dobre i pozytywne. Chcę ten proces kontynuować.
_________________ "I tak Achilles dogonił żółwia".
Ta terapia działa, ale trzeba z niej korzystać przez cały czas. Skończyłem tą terapię i było przez tydzień ekstra byłem śmiały jak nigdy. Jakis skin mi na buta fajke rzucił przez przypadek to prawie mu *** wyskoczyłem do niego z mordą i już chciałem dać w morde ale o dziwo mnie przeprosił pewnie jakaś pipa to była co udawała skina ale to mniejsza o to. W klasie dziewczyny też zdziwione były zazwyczaj jak coś opdowiadałem to krótko jednym zdaniem góra 2 a teraz zawsze coś zagadywałem i to dosyć długo aż miały czasem dość. Wytrzeszczały oczy że cholera to nie ta sama osoba co przedtem. 6 czy tam 7 grudnia to wedlug mojego kalendarza dzien dziewic jest. Wiec z kolega latalem po szkole i kolega brał dziewczyne na plecy a ja walilem klapsa w dupe ;p i wogle nawet jak sie pruły niektóre to bez spiny, total luz Starzy do mnie wyjezdzali z tekstemi ciągle synu nic nie bierzesz??, pokaz źrenice. Czułem wewnętrzny spokój. To jak ktoś coś po mnie cisną to waliłem jakaś mega riposte, albo stawiałem sie ze dawaj p******j mi w leb smialo k***a. i sie gapiłem perfidnie w oczy. Wszystko było ekstra sam siebie nie poznawałem. 0 kłopotów z koncetracją meeeega dużee ego. 7dni mineło i teraz znowu wróciłem do sytuacji startowej Najzabawniejsze jest to że jak sie zmieniłem po tej terapi to każdy próbował mnie zrównac z zerem i mówili ze woleli mnie takiego jak przedtem niż teraz...
Ostatnio zmieniony przez Dubstep Pią 16 Gru, 2011 17:43, w całości zmieniany 1 raz
Kurde, widzę że tu sprawy się potoczyły zupełnie jakby się katolicy z ateistami kłócili(lubię takie akcje dlatego takie porównanie ). Co prawda rozumiem że forum jest od tego ale nie widzę sensu w takim fanatyzmie(z obu stron). Mimo że jak najbardziej popieram terapię to nie mam zamiaru na chama jej nikomu wciskać, owszem polecam ją ale nie nakazuje.
Moim zdaniem terapię przerobią ci którzy naprawdę mają dość, ci którym fobia dała w kość i zmarnowała dotychczasowe życie. Nie chcę nikogo oceniać z góry, ale powiem co myślę. Myślę, że ci którzy nie próbują z tego wyjść nie wiedzą czym jest życie z fobią społeczną. Bo mieć fobię a żyć z fobią to dwie inne rzeczy... Wiem że jestem jeszcze młody, młodszy od większości którzy tu piszą i ,,co ja mogę wiedzieć"... Ano mogę dużo, każdy wie dużo o tym co przeżył, to co ja przeżyłem dało mi do zrozumienia: Zrób coś póki jesteś młody.
To się zaczęło wcześniej. Wcześniej postawiłem sobie ultimatum że coś z tym zrobię i zrobiłem. Co? Wyjazd do innego miasta, nowe miasto, internat, nowi ludzie, wszystko nowe - nowe życie. Tak miało być. Było? W sumie na początku miałem super efekt, ale po jakimś miesiącu uświadomiłem sobie że to złudzenie, że zmusiłem organizm do wysiłku psychicznego, ale kiedy się przyzwyczaił to fobia wróciła, nawet ze zwiększoną siłą. Więc jednak rzucenie się na głęboką wodę nie było w tym wypadku dobrym pomysłem. To wszystko przyszło za szybko.
A teraz?
Minął około rok od tamtej porażki i zacząłem tą terapię. Powoli, bez pośpiechu, bez większych starań ale jednak z nadzieją, budującą nadzieją. Efekty są, coraz bardziej je widzę. Co prawda gdybym bardziej starał się wyjść wyzwaniom naprzód pewnie więcej bym zobaczył. Ale po poprzedniej porażce wole teraz robić to powoli i cieszyć się pojedynczymi sukcesami.
Pewnie trochę chaotycznie to wszystko napisałem, ale brak weny, a chciałem coś w tym stylu napisać...
Cytat:
Najzabawniejsze jest to że jak sie zmieniłem po tej terapi to każdy próbował mnie zrównac z zerem i mówili ze woleli mnie takiego jak przedtem niż teraz...
Co to zrównania z zerem. To pewnie dlatego że czuli się zagrożeni. Wiesz nowy rywal do wyrywania dziewczyn, ktoś kto może podskoczyć w razie czego. Po prostu się bali i wiedzieli że mówiąc źle o tobie mogą coś zdziałać.
A co do tego że woleli cie takiego jak przedtem to dodam coś od siebie co może i w twoim wypadku wystąpiło. Otóż teraz, po terapii stałem się trochę inny, śmielszy, szczerzy, bardziej chamski. Przez to niestety zacząłem wrzucać ludziom z którymi do tej pory dobrze się trzymałem. Zmieniłem się w ich oczach... Nie nazwałbym tego efektem ubocznym terapii tylko bardziej lepszym odkryciem siebie. Wychodzi na to że nie byłem sobą do tej pory.. A może teraz nie jestem ?
Wiek: 21 Dołączył: 27 Maj 2011 Posty: 2341 Skąd: Warszawa
Wysłany: Pią 16 Gru, 2011 23:53
Cytat:
Myślę, że ci którzy nie próbują z tego wyjść nie wiedzą czym jest życie z fobią społeczną.
Ja bym powiedział, że raczej nie wiedzą czym jest życie bez fobii społecznej (taki jest przynajmniej mój punkt widzenia jako, że ta terapia mi niestety nie pomoże).
_________________ “A man is a success if he gets up in the morning and gets to bed at night, and in between he does what he wants to do.”
Każdy raczej wie czym jest życie bez fobii, głównie z obserwacji innych. Jakby osoba z fobią nie wiedziała co znaczy życie bez fobii to na 99% nie zdawała sobie sprawy że ma fobie.
Choć z drugiej strony masz też rację, bo jakby nie patrzeć sam jakiś dalszy czas temu miałem wrażenie zwalczenia fobii i po uświadomieniu sobie że to było złudzenie poczułem większą chęć zwalczenia tego, więc jak już mówiłem z drugiej masz też trochę racji.
Otóż teraz, po terapii stałem się trochę inny, śmielszy, szczerzy, bardziej chamski.
Dokładnie tak samo było u mnie ;p co mi przychodziło do głowy o kimś odrazu wygarniałem prosto w oczy bez owijania w bawełne ;p Jak zaczełem to kontrolować to zaraz znowu fobia mi wróciła ;p wniosek tego taki ze chyba musze być ciągle prostlinijny i szczery do bólu ;d Dodam że jestem perfekcjonista wiec wszystko musi być idealnie albo sam siebie krytykuje za swoje czyny. Zapewne to jest główna przyczyna mojej fobi. Każda wypowiedź, nawet coś typu " z czego jutro jest kartkówka? " musi być idealna pod względem barwy głosu itd. Myśle że jakby zmienić ten schemat myślowy i uświadomić sobie że człowiek nie jest istotą idealną. I to że coś mi się nie uda to nie jest powód do samokrytycyzmu. Że wszystko można odwrócić w żart albo nawet cofnąć swoją wypowiedź. Fobia powinna całkowicie odpuścić Pisałem to teraz z myślą o innych, mam nadzieje że to komuś pomoże .
_________________ "Czego się boisz? Co jest sumą twoich strachów? Boisz się życia czy pójścia do piachu??"
"Z miliona szos wybrałeś tą którą jade skur** dziś poznasz zaginioną autostradę, twarze białe jak topielce HAHA witamy na dnie bagna !!"
Perfekcjonizm tez w pewnym sensie jest choroba. Bycie perfekcjonista wcale nie jest takie piękne jak to się wydaje. Bo po 1 nie robi się wszystkigo w sposób idealny, tylko sie próbuje. Zazwyczaj jest to tak że nic nie wychodzi tak sie tego oczekuje. Nawet takie zwyczajne chodzenie sobie po ulicy sprawia problem bo chcesz wypaść jak najlepiej gdy ktoś patrzy.. MASAKRA. Pozatym jak coś nie wyjdzie idealnie to się zrażasz na starcie. Także jak dla mnie to nieśmiałość, fobia społeczna i perfekcjonizm to są choroby. Oczywiście są i dobre strony bycia niesmiałym lub bycia perfkecjonistą ale analizując po całości utrudniają życie w znacznym stopniu.
Tak coś jeszcze dodam jeszcze co mi przyszło na myśl.. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
Cytat:
taki jest przynajmniej mój punkt widzenia jako, że ta terapia mi niestety nie pomoże)
Coś ci powiem. Słyszałes o Lamarkiźmie ? Jeśli nie, jest to teoria powstania świata i ewolucji według której przykładowo żyrafa miała krótka szyje ale chciała jeść owoce z czubka drzewa więc wyciągała głowe w kierunku nieba. No i w efekcie się jej szyja wydłużyła, może nie z dnia na dzień ale po jakiś czasie jak widać tak. O co konkretnie mi chodzi. Powinieneś próbować różnych sposobów. A nie tylko narzekać że jest źle i nic z tym nie robić. Może tak naprawde sam siebie oszukujesz i chcesz być fobikiem albo jest to ci obojętne. Przemyśl to także pod tym kątem. Na koniec dodam "Rodzaj energii jaka nad tobą panuje, zależy od tego w jaką energie wejdziesz" "nawet błądząc wkońcu, ostatecznie osiągniesz swój cel."
Ostatnio zmieniony przez Dubstep Nie 18 Gru, 2011 00:36, w całości zmieniany 1 raz
Wiek: 21 Dołączył: 27 Maj 2011 Posty: 2341 Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie 18 Gru, 2011 13:09
Cytat:
Powinieneś próbować różnych sposobów. A nie tylko narzekać że jest źle i nic z tym nie robić.
Ja nie narzekam I coś z moim problemem robię (chodzę na spotkania forumowe, byłem u psychiatry, niedługo znów będę szukał pracy). A wiele z tych technik z terapii Richardsa sam ogarnąłem przez ostatnie 3-4 lata. U mnie ten stres/lęki nie uruchamiają się pod wpływem myśli - na ogół wystarczy świadomość np. wyjścia z domu w bliskim czasie. A relaksacje na mnie nie działają (nawet jak jest efekt to jest krótkotrwały).
_________________ “A man is a success if he gets up in the morning and gets to bed at night, and in between he does what he wants to do.”
czasami negatywne mysli sa bardzo, bardzo subtelne i trudno je dostrzec.
podam ci trzy przyklady:
ostatnio poszedlem do pokoju psycholozek (w szpitalu) i chcialem je zapytac czy znaja jakies zabawy towarzyskie, ktore moglibysmy sobie (my fobicy) zastosowac na przelamanie niesmialosci podczas spotkan fobicznych. ulozylem sobie rozmowe w glowie i bylem calkiem na luzie. no wiec wchodze, siadam i rozmawiam z nimi. odpowiadaja mi, ze nie bardzo wyobrazaja sobie, zeby mozna bylo cos takiego zastosowac w barze czy pubie. w koncu, to nie terapia, tylko spotkanie towarzyskie i rzadzi sie innymi prawami. nagle zaczynam sie pocic i robie sie coraz bardziej nerwowy. nie rozumiem, co sie dzieje i staram sie jak najszybciej zakonczyc rozmowe. pozniej dlugo zastanawialem sie dlaczego tak zareagowalem. przeciez w szpitalu czuje sie bardzo dobrze. dopiero po jakims czasie dotarlo do mnie, co sie stalo. w momencie, gdy psycholozki negatywnie zareagowaly na moj pomysl, to w glowie na sekunde pojawila sie blyskawiczna mysl: ten pomysl jest chyba dziwny, robie z siebie glupka. bylo to raczej skojarzenie niz monolog w glowie. i tyle wystarczylo, zeby wywolac cala 'reakcje lancuchowa' leku. pojawil sie pot na twarzy, a za tym dyskomfort. dodatkowy, dobrze mi juz znany, lek: 'oj, znowu sie poce' - i w koncu, chec ucieczki...
innym razem przeszedlem sie do psycholozki, bo chcialem dopytac sie o wyniki testu psychologicznego. ona jest bardzo sympatyczna, lubi mnie, a ja lubie ja, wiec luzik. miala wtedy bardzo zapracowany dzien, ale znalazla dla mnie chwile czasu. wchodze do niej do pokoju, przerywajac jej prace i czytam sobie wyniki testu. co chwile dopytuje o znaczenie interpretacji, bo chce lepiej zrozumiec swoja chorobe. i znowu, nagle pojawia sie lek, zaczynam sie pocic. ona to zauwaza i przysiada sie do mnie, zeby poswiecic mi 100% uwagii. ale stres powieksza sie jeszcze bardziej. z nerwow gubie watek rozmowy, choc jeszcze przed chwila bylem w dobrym humorze. skad ten stres? przeciez zawsze czulem sie przy niej dobrze. dopiero jak ochlonalem, zrozumialem, co sie stalo. gdy wszedlem do jej pokoju, to przerwalem jej prace. przez sekunde, spojrzala na mnie jakby myslala 'ah, to znowu ty, nie widzisz, ze pracuje?' (to oczywiscie moja fobiczna interpretacja, wcale nie wiem, co sobie pomyslala). tylko to wystarczylo, zebym poczul sie jak nieproszony gosc. pojawilo sie uczucie leku, ktore powiekszylo sie..
kolejny przyklad: w szpitalu staram sie zagadac do kazdego pacjenta i przeprowadzic, krotka pogawedke. cwicze sobie rozmowy z ludzmi. wychodzi mi to calkiem niezle, wydaje mi sie, ze wszyscy lubia ze mna rozmawiac. ostatnio zagadalem do pewnego goscia, ktory jest wykladowca na uniwersytecie. jest miedzy nami nic porozumienia, bo mowil, ze tez cierpial w mlodosci na fobie spoleczna. facet mnie rozumie, wiec powinien byc luz w rozmowie. a tu jak na zlosc znowu pojawia sie stres.. automatyczna, negatywna mysl, ktorej to zawdzieczam, jest dosc niepozorna. to nawet nie mysl, ale raczej moje nastawienie do rozmowy. wygladalo to mniej-wiecej tak: ten facet jest doktorem i wykladowca, na pewno jest bardzo inteligenty, postaraj zaprezentowac sie z jak najlepszej strony, uwazaj, co mowisz i nie wyjdz na glupka. i stad napiecie.
stres uruchamia sie u ciebie jeszcze przed wyjsciem z domu. wystarczy sama swiadomosc. ale czego sie boisz? moze boisz sie tego, ze bedziesz sie bal? to juz jest negatywna mysl, ktora paralizuje dzialanie
Wiek: 21 Dołączył: 27 Maj 2011 Posty: 2341 Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie 18 Gru, 2011 14:27
Cytat:
stres uruchamia sie u ciebie jeszcze przed wyjsciem z domu. wystarczy sama swiadomosc. ale czego sie boisz?
No właśnie tego nie potrafię dobrze określić, ale chyba masz rację z tą subtelnością negatywnych mysli. Nie boję się tego, że będę się bał, myślę że moje lęki mają związek z byciem ocenianym (choćby przelotnie i przez obcych ludzi) bo jak sobie wyobrażam taką hipotetyczna sytuację, że wychodząc nie spotkam żadnego człowieka to nie miałbym tych lęków (miałem taką myśl oglądając "Jestem legendą").
Niezdrowo wyglądam (chudy, blady, sine koła pod oczami) i nawet wielokrotnie spotkałem się z insynuacjami o branie narkotyków (z którymi nigdy nie miałem do czynienia). Poza tym w dzieciństwie często wstydziłem się swojego ubioru. Gdy jestem ze znajomymi nadal mam obawy, że ktoś może mnie źle ocenić np. podczas "krępującej ciszy". I nie chodzi o to, że sobie ubzduram, że ktoś mnie ocenia źle, tylko o to, że ktoś w ogóle może sobie cokolwiek niedobrego o mnie pomyśleć (czego nigdy nie da się wykluczyć i powoduje to, że jestem wiecznie skrępowany).
W jakimś stopniu przez ostatnie lata zmniejszyłem te obawy, ale nie potrafię ich do końca usunąć.
To też nie jest jedyny problem, bo mam częste napady uczucia niepokoju nawet jak jestem w domu i nie myślę o niczym stresującym (a może mi się tak tylko wydaje).
_________________ “A man is a success if he gets up in the morning and gets to bed at night, and in between he does what he wants to do.”
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Fobia Społeczna - Socjofobia - Fobia Forum - Forum Fobia - Depresja - Zaburzenia Lękowe - forum dyskusyjne na temat fobii społecznej (socjofobii), niesmiałosci, fobii, depresji, zaburzeń lękowych i innych problemów psychologicznych.