Wysłany: Sro 19 Sty, 2011 09:57 Kompleks nieudacznictwa
Moim zasadniczym problemem jest częste myślenie o sobie w kategoriach ofermy, nieudacznika. Nawet jeśli coś uda mi się dobrze zrobić i moja pewność siebie wzrośnie, to długo nie muszę czekać na tendencję spadkową.
Te myśli mają charakter nawracający i są nasilone w zależności od sytuacji w jakiej się znajduje, ale na obecną chwilę nie mam pracy i wiem, że muszę jakąś podjąć, ale nie czuję się pewny w żadnym zawodzie. Odnosze wrażenie, że gdzie nie pójdę, to coś spartaczę, zaliczę jakąś wtopę i sie załamie psychicznie. Wiem, ze ludzi nieomylnych nie ma i każdy jakąś wpadke zalicza, ale mnie porażki strasznie zniechęcają, podcinają skrzydła. Od razu myślę o sobie same najgorsze rzeczy, że jestem sierota, d*pa wołowa, itp.
Nie wiem, może muszę się zapisać do psychologa, bo sam juz nie daje sobie z tym rady.
Sytuacja finansowa w moim domu jest dramatyczna i prawdziwy facet powinien zakasać rękawy i wziąć się do roboty, a ja siedze w domu zagubiony, pełen obaw, jak sparalizowany nie mogę wykonać zadnego ruchu.
---
I w związku z powyższym tematem jestem ciekaw, czy ktoś z Was ma podobnie jak ja?
Wydaję mi się czasem, że jestem totalnym indywiduum
no ja tak mam, tylko to wynika z mojej fizycznosci i nieporadnosci, a im wiecej mysle tym bardziej nieporadny jestem, zawsze mysle ze cos mi nie wyjdzie, a wychodzi jak jestem pozostawiony sam sobie i nikogo nie ma dookoła, czas reakcji jest dłuuugi
Też często o sobie w ten sposób myślę , lecz problem jest zasadniczy , że im częściej walisz się w głowę młotkiem , tym bardziej Cię ta głowa boli.To znaczy , że jedna zła myśl o sobie nakręca Cię i powoduje że tworzysz drugą ,powoduje to że nie wierzysz w siebie i raz , za razem potykasz się.
Wiem , że trudno jest zmienić to myślenie o sobie bo bardzo często szczerze w nie wierzymy i trudno uwierzyć komuś że tak nie jest .
Myślę Rav , że powinieneś odwiedzić dobrego specjalistę i mu o tym powiedzieć , najlepszy byłby psychoterapeuta bo to że tak myślisz o sobie , może wynikać z fobii , depresji,nerwicy i tak dalej...
wiem że się cieszysz jak gwizdek
też cię kocham moderatorko
--------------------------------
Nie nazwałabym tego szczęściem :] Szkoda że to uczucie jest jednostronne ...Nie rób niczego za mnie , bo jak przegniesz to Cię nagrodzę
//Keisu
_________________ Tylko Przed Bogiem Padniemy na kolana
Wisła Kraków
Trzej Królowie Wielkich Miast ŚLĄSK WISEŁKA LECHIA GDAŃSK
Dzięki wszystkim za odpowiedzi
Rzeczywiście. W moim przypadku psychoterapeuta mógłby okazać się pomocny.
Odkąd pamiętam nie myślałem o sobie najlepiej. W podstawówce byłem nieśmiały i zamknięty w sobie. Wolałem przebywać na uboczu, nie umiałem się bawić z innymi dziećmi i przez to czułem się jak dziwak. Na początku liceum byłem źle traktowany przez kolegów w klasie. Rzucali we mnie papierkami na lekcjach, szturchali , itp, a ja jak ta d*pa nie reagowałem. Na szczęście jakoś ten okres minął. Większość z tych kolesi odpadła po 1 klasie, bo się źle uczyli lub wagarowali, a reszta przestała mnie zaczepiać i nawet mnie polubili po lepszym poznaniu.
Jeszzce dodam, ze moją zmorą w podstawówce i liceum był W-F. Czasem zdarza mi się mieć sen, że stoję na boisku, leci piłka, a ja jej nie odbijam. Cała klasa na mnie zaczyna krzyczeć i budze się z wielkim łomotaniem serca.
Odkąd pamiętam, nienawidziłem tej lekcji. Przyprawiała mnie o dreszcze, a szczególnie gry zespołowe.
Jak były cwiczenia typu biegi, skoki w dal, itp, to wypadałem w nich całkiem nieźle, nawet bym powiedział, ze ponad przeciętnie. Jednak w grach zespołowych latałem jak idiota po boisku i albo nie trafialem w piłke, albo jeszcze coś partaczyłem. Czułem się tam jak skończony debil, który przyczynia się do porażki swojej drużyny. Przez to zacząłem unikać lekcji w-fu i wiele razy byłem zagrożony z tego przedmiotu.
Nie wiem, czy mam rację, ale myślę, że to mogło mieć spory wpływ na to jaki jestem teraz. Czyli niepewny siebie jeśli chodzi np o podjęcie pracy, bo zawsze mam w głowie czarny scenariusz, że coś zepsuje, tak jak przed każdym w-fem.
Do tego wszyscy nauczyciele myśleli, że ja z lenistwa unikam w-fu, a było zupełnie inaczej.
Kiedyś czytałem sporo podobnych historii na tym forum. Zauważyłem sporą zależność między FS, a lekcja WF. Szczęgolnie te gry zespołowe w wykonaniu fobików nie należą do ulubionych i kojarzą się z traumatycznymi przeżyciami
Chyba masz racje, szkola to byl moj jedyny kontakt ze swiatem, a ciagle bylem tam ponizany, tez we mnie zucali papierkam i pluli. Praktycznie jedyni ludzie jakis znalem oprocz rodziny tepili mnie non stop. I jak ja mam niby teraz byc otwarty na ludzi? Najlepsze jest to ze niektorzy nauczyciele zamiast zwrocic uwage przesladowcom, tez sie ze mnie zbijali jak mialem cos przyklejone na plecach albo dziwnie sie zachowywalem przy odpowiedzi. Nie wiem kto zatrudnia takich idiotow i z jakiej racji nazywa sie ich pedagogami. Kiedys myslalem, ze to ja jestem jakis niedorobiony i ciagle chodzilem ze spuszczona glowa, dopiero teraz jak jestem starszy zauwazam ile bledow bylo popelnionych przez nauczycieli i jak bardzo sa niedouczeni.
zamul22, zgodze się z Tobą w 100%. Nauczycielom brakowało odpowiedniego podejścia pedagogicznego. Ja marzyłem, aby ktoś na osobności podszedł do mnie i zapytał dlaczego np nie ćwiczę na wfie i unikam tej lekcji. Nikt tak nie zrobił przez te wszystkie lata. Jedynie przed całą klasą mnie zawstydzali, ale co ja miałem się zwierzać całej klasie dlaczego nie lubię w-fu? paranoja.
Żaden z nauczycieli nie rozumiał, jak można nie lubić takiego zajefajnego przedmiotu. Nikt nie mógł skumać, że z mojej strony nie jest to niechęć do ruchu i wysiłku fizycznego, ale strach przed kolejnym poniżeniem, wyśmianiem, przed kolejnym zrobieniem z siebie błazna. Gdyby wtedy stanął na mojej drodze jakiś nauczyciel z powołania, potrafiący odpowiednio do mnie zagadać, może zażegnałbym ten problem już na etapie podstawówki. A tak ja się do dnia dzisiejszego nie uporałem z tym. Gdybym był na jakimś wyjeździe i ludzie graliby w siatke, kosza, lub jakąkolwiek inną grę zespołową, to ja na bank szukałbym pretekstu, aby nie grać. Udawał kontuzje, lub inny powód, aby nie wyjść na totalną ofermę.
Kompleks nieudacznictwa nie jest mi również obcy... Podobnie jak w waszych przypadkach lekcje WF były dla mnie traumatycznym przeżyciem... Jak na złość w szkole średniej 90% zajęć WF to właśnie były gry zespołowe a dokładnie siatkówka - na samą myśl o tym pojawia się na moim ciele gęsia skórka. Podsumowując po każdej lekcji czułam się jak totalna niedorajda i największy nieudacznik pod słońcem...
Ogólnie muszę z przykrością stwierdzić, że porażki przeżywam niesamowicie a z sukcesów jakoś nie potrafię się cieszyć przez dłuższy czas o ile w ogóle potrafię;/
_________________ Wszystko jest trudne zanim stanie się łatwe...
Ja tez pamietam jak przed wf-em sciskalo mi zoladek z nerwow. Pod koniec gimnazjum zaczolem podrabiac zwolnienia, a pozniej mialem caloroczne i juz bylo troche lzej, ale trauma pozostala
Ja właśnie wstydziłem się powiedzieć rodzicom o tym i całe życie migałem się od w-fu jak tylko było można. Wiem jednak, że gdybym zacisnął zęby np w liceum i przynajmniej 2 miesiące regularnie pochodził na w-f to mógłbym wyleczyć się z tego.
Mieliśmy w klasie jednego kolesia, który nie był zbyt sprawny fizycznie, ani dobry w grach zespołowych, ale potrafił zachować dystans do samego siebie i cwiczył mimo wszystko, nie migał się. Dzięki temu miał zawsze 5 na koniec roku i juz nawet przestali na niego krzyczeć, bo przyzwyczaili się, że czasem coś schrzani na boisku.
Ja z tego całego stresu potrafiłem podać piłkę osobie z przeciwnej druzyny, albo strzelić samobójczą bramkę lub kosza.
Przed samą maturą groziło mi nieukończenie liceum przez w-f. Jednak ówczesna pani wuefistka była chyba najlepsza w całej mojej historii i wpadła na znakomity pomysł, bym napisał jej wypracowanie na 2 strony A4, dlaczego unikałem jej lekcji.
Pomysł był idealny dla takiej osoby jak ja, której pisanie przychodzi dużo łatwiej niż mówienie, a do tego mogłem wyjaśnić, że nie lekceważyłem jej przedmiotu, tylko strach mnie paraliżował.
Dzięki temu zrozumiała mój problem i zaliczyła mi ten nieszczęsny w-f.
Oooo muszę powiedzieć, że nauczycielka faktycznie miała zdroworozsądkowe podejście do sprawy - szkoda, tylko że nie wszyscy pedagodzy wykazują się taką inicjatywą i jakimkolwiek zainteresowaniem...
_________________ Wszystko jest trudne zanim stanie się łatwe...
Mnie w ogóle się nic nigdy nie udawało. Wszystko co nawet nie było do spieprzenia też ***. A chyba najgorszym pomysłem było zapisanie się na prawo jazdy. (za jakie grzechy?) Zostałem namówiony. Idzie mni fatalnie, a w zasadzie kula się. Kuźwa oblałem już 6 razy i jestem dość mocno podłamany psychicznie. Najgorsze, jest chyba to, że zawiodłem juz dużo ludzi tym prawkiem, którzy teoretycznie myśleli, że zdam. Dla mnie to teraz abstrakcja. Te egzaminy utwierdziły mnie tylko w przekonaniu, że merda jestem wart.
blondi1011 napisał/a:
siatkówka - na samą myśl o tym pojawia się na moim ciele gęsia skórka. Podsumowując po każdej lekcji czułam się jak totalna niedorajda i największy nieudacznik pod słońcem
No, mam to samo. Zawsze unikałem w-f z powodu tego, że nic mi nie wychodziło, a siatkówka to w moim wykonaniu żenada-pamiętam co lekcje jak ćwiczyłem to była kompromitacja ta tle swojej i innej klasy.
Pozdrawiam wszystkich nieudaczników.
_________________ ''Doświadczenie-nazwa, jaką nadajemy własnym błędom.''
--Wilde, Oscar
Ja jestem kompletnym nieudacznikiem i nieukiem szkolnym, zapisałam się na korepetycje, których strasznie się bałam- i słusznie- usłyszałam, że jestem totalnie do ***. Dlatego pierrr.... to i idę na sprzątaczkę. A najlepiej to uwolnię świat od takiego nieudacznika jak ja, pf.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Fobia Społeczna - Socjofobia - Fobia Forum - Forum Fobia - Depresja - Zaburzenia Lękowe - forum dyskusyjne na temat fobii społecznej (socjofobii), niesmiałosci, fobii, depresji, zaburzeń lękowych i innych problemów psychologicznych.