Wiek: 23 Dołączyła: 12 Sie 2011 Posty: 462 Skąd: z domu
Wysłany: Sob 05 Lis, 2011 22:51
Od czasu do czasu tłukę się płaską ręką po twarzy, kiedy jestem na siebie wściekła lub nie mogę się pozbyć jakiejś natrętnej myśli. Głupie to i trochę się boję, że sobie kiedyś w ten sposób potłuczę okulary.
Wysłany: Czw 10 Lis, 2011 15:25 Czy robic sobie krzywdę?
Czy ranicie w jakis sposób swoje ciało?(jesli był juz taki temat z góry przepraszam za śmiecenie)
Ja teraz juz strama sie to kontrolowac. Zdarzało się cięcie, wbijanie igieł w ręcę, bicie po twarzy, uderzanie głową o podłoge. Twraz jest mi strasznie wstyd gdy ktos zauwazy bliznę i spytac jak to się stało:/.Jak byłam mała, taka w wieku przedszkolnym miałam strasznie krzywde przednie zęby. Dodatkow są one bardzo duze i przezywali mnie królik bugs. Niby nic obrazliwego ale jak się cigąle to slyszy rodzą sie kompleksy.Jak byłam troche starsza(nadal dziecko) wpadłam na genialny pomysł wyprostowania ich. Uderzyłam zębami z całej siły(dobrze ze nie miałam jej zbyt duzo) w podłogę. Efekt jest taki ze mam na stałe popękane przednie zęby, jeden sie bardziej wgiął do przodu i ma takie jakby małe dwie dziurki.
Jak to jest z wami
Tak, cięłam się jak byłam w gimnazjum, strasznie tego żałuję i jest mi strasznie wstyd jak ktoś widzi blizny, bo głupi uwierzy, że to po kocie, ale takich głupków niestety jest mało. Ostatnio o tym rozmawiałam z bratem właśnie, że jakbym mogła to chciałabym mieć możliwość na tą chwilkę tylko cofnąć się do tamtego czasu i widząc siebie z żyletką trzepnąć się tak mocno w głowę, że i ten chory pomysł jak i żyletka poleciałyby w powietrze, ale niestety czasu nie cofnę
ja juz gubię sie w zeznaniach:/
jak byłam w tym durnym wieku to myslałam, ze to mi pomoze zwrócic na siebie uwage, ze chociaz mama zauwazy. Nie dosc ze to nic nie dało to jeszcze zostały te okropne blizny:/ brzydze sie swoim ciałem
nigdy nie myślałam żeby sobie coś zrobić. uwagi rodziny i tak bym tym nie zwróciła. raczej od swojego ciała trzymam łapy z daleka. ale mózg z chęcią bym wyjęla i roztrzaskała na najbliższym słupie...
_________________ mój blog...
http://sekrety-karolajny.blog.pl/
***
"Najważniejsze jest, byś zapamiętał chwile
Te, w których było Ci dobrze, w których byłeś szczęśliwy"
Czasem lubię patrzeć na swoje blizny, ale to tylko czasem....
A co do ciała.... Oczywiście, że żal. I to jak cholera. Ale cóż zrobić, jak się nie potrafi panować nad emocjami.....?
_________________ Chciałabym móc zanurzyć głowę w strumieniu Twojej świadomości, bezpowrotnie. Chciałabym przez judasze oczu Twoich łagodnych spojrzeć kto tam, kto jest w środku.
Kiedyś byłam tego bardzo blisko, tak mi się wydaję... Ale panuję nad tym, na razie panuję i mam nadzieję, że tak zostanie... Co ja gadam?! Mam ogromną nadzieję, że odczepią się ode mnie wszystkie ostre przedmioty...
_________________ Chciałabym móc zanurzyć głowę w strumieniu Twojej świadomości, bezpowrotnie. Chciałabym przez judasze oczu Twoich łagodnych spojrzeć kto tam, kto jest w środku.
ja pokonałam to(nie do konca jeszcze)dopiero gdy wyprowadziłam sie z dala od mojego patologicznego domu. Moze Ty tez zyjesz w toksycznym swiecie i pragniesz ucieczki?
jak byłam w tym durnym wieku to myslałam, ze to mi pomoze zwrócic na siebie uwage, ze chociaz mama zauwazy.
Ja podobnie, jak byłam jakoś w gimnazjum, cięłam się w nadziei że ktoś zauważy. Wtedy dość lekko, po rękach, po latach nawet nie mam blizn... Faktem jest, że nikt nie zauważył.
Teraz... Cóż, jest to jedyny sposób na rozładowanie emocji.
Nie płaczę. To znaczy; owszem, zdarza mi się podczas kaleczenia się płakać, ale sam płacz nie pomaga. Czasem po prostu czuję w sobie takie okropne napięcie.
A czasem po prostu tak nienawidzę siebie, że muszę to zrobić.
Dotarłam do etapu kiedy zawsze mam przy sobie żyletkę.
Jest to jakaś forma uzależnienia..
I brzydzę się sobą. Okropnie.
Ale inaczej nie potrafię.
Soledad mieszakm we Wrocławiu. I nie, nie przeszło od razu. Pomógł mi w tym moj chłopak. Gdy byłam w bardzo złym stanie on zajmował sie wszytskim. Jakies pranie, sprzątanie, obiady, robił mi pracę na zajęcia, czy nawet chodził do dziekanatu załatwiac moje sprawy. Byłabym niewdzięczna gdybym dalej się raniła. Jasne, ze czesto mam ochotę cos sobie zrobic, czasem się uderze albo przedawkuje jakies leki ale to w chwilach słabości. Nie chce tego robic, nie dla siebie ale dla niego, bo nikt inny tyle dla mnie nie zrobił. Teraz mieszakm z nim i jakos się trzymam. Mam motywację. Wczesniej mieszkałam w domu w bardzo toksycznej atmosferze. Tam mnie nie szanowano wiec skąd mogłam wiedziec, ze zasługuje na cos lepszego? Traktowałam się z równą pogardą jak oni mnie, stąd wzieła się moja autoagresja.
yasriria da się, naprawdę to jest wykonalne. Wiem, ze potrzeba Ci wsparcia inaczej będzie ciezko. Ja bez tego bym sobie nie poradziła. Mam nadzieje, ze masz kogoś, na kogo możesz liczyc.
Nefretete, pewnie że się da, ale ja nie potrafię.
Wsparcia za bardzo nie mam; większość moich znajomych w ogóle o tym nie wie. Tak naprawdę jedynie znajomi z forów...
Chodzę na terapię, więc może w końcu coś z tego wyjdzie...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Fobia Społeczna - Socjofobia - Fobia Forum - Forum Fobia - Depresja - Zaburzenia Lękowe - forum dyskusyjne na temat fobii społecznej (socjofobii), niesmiałosci, fobii, depresji, zaburzeń lękowych i innych problemów psychologicznych.