Tak sobie myślę... czy samobójstwo jest odwagą, czy tchórzostwem? Na tyle odwagą, aby odebrać sobie życie, czy na tyle tchórzostwem, że z tym życiem nie mamy odwagi stanąć twarzą w twarz?
Doszłam do wniosku również, że w pewnym sensie trzeba byc nie tyle odważnym co zdeterminowanym, aby odebrać sobie życie.
Odwaga, czy tchórzostwo?
Dwa tygodnie temu powiesił się mój kolega z klasy. Czemu? Tego nikt nie wie. Tego nikt się nie spodziewał. Dla wszystkich ta wieść to był jeden wielki szok. Ja osobiście przeżyłam to bardziej niż mi się wydawało. Chyba nawet zbyt bardzo, bardzo nieadekwatnie do naszej znajomości. Chłopaka dobrze nie znałam, znaliśmy się jedynie na "cześć".
Bardzo chciałam pójść na jego pogrzeb... jednak po głębszych przemyśleniach i po swojej obserwacji, jak moja psychika sobie z tym radzi, a raczej w ogóle nie radzi, postanowiłam, że zostanę w domu. Po prostu na samą myśl ryczałam, praktycznie za nieznanym mi człowiekiem. Pomyślałam, że jeśli wpadnę w histerię na cmentarzu, to chyba byłoby bardzo niekulturalne...
(niby na pogrzebach się płacze, ale chyba nie za ludźmi, których się prawie nie zna?)
Odwiedziłam jego grób w ostatni weekend... i wiecie co wam powiem? Grób był przysypany (dosłownie) kwiatami... nie widać było nawet krzyża, jego grób rozpoznałam dopiero po dedykacjach przy wiązankach...
Stamtąd odchodziła właśnie jego mama... nie płakała... ale smutek w jej oczach był większy od płaczu.
Tak sobie wtedy pomyślałam, jakie to nieszczęście żegnać własne dzieci. Tak nie powinno być. To jest odwrócenie roli, jakie to nieszczęście, aby zapalać znicze na grobach swoich dzieci....
Drugim jednak faktem były kwiaty... pełno kwiatów i zniczy, które świadczyly o tym, że mój "kolega" był doceniany (ale czy dopiero po śmierci?).
Co o tym wszystkim sądzicie? Czy odebranie sobie życia jest odagą czy tchórzostwem?
Dobre pytanie! Też mi się wydaję, że jest odwagą, bo żeby się targnąć na swoje życie, na zmianę, to trzeba być odważnym. Ludzie przecież boją się zmian. Tym bardziej, gdy nie wiemy co nas czeka po śmierci. Ale z drugiej strony mogłabym tez przyznać, że samobójstwo jest tchórzostwem przed zmaganiem się z trudami życia codziennego. Lepiej zakończyć komuś życie niż się męczyć, a to mi się wydaje wynika z tchórzostwa.
No więc podsumowując to chyba samobójstwo wynika z tchórzostwa przed życiem, ale sam akt odebrania sobie życia wymaga odwagi. Zrozumiał ktoś coś z tego?
Mi się przypomniało jak piszesz Miharu, o swoim koledze, mój kolega z uczelni. Widywałam go prawie codziennie, a pewnego dnia poprostu przestał się pokazywać na uczelni. Odszedł z dnia na dzień, zabił się o drzewo w wypadku samochodowym. Tak porostu już nie było chłopaka, a miał 21 lat.
"Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą"
Wydaje mi się, że zależy od sytuacji i od człowieka. Nie wszyscy mogą znieść tyle samo, żyć z pewnymi rzeczami, czasami samobójstwo może okazać się dla człowieka jedynym wyjściem, jeśli jest on przekonany, że coś wpłynęło na niego tak, że zwyczajnie lepiej jest ze sobą skończyć niż się męczyć, ale z drugiej strony musi być to sytuacja krytyczna, coś naprawdę poważnego, trwałego, co rzucało by cień na całe jego dalsze życie. Jeśli zaś jest inaczej, wtedy powiedziałabym, że to jest rzeczywiście tchórzostwo.
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia Według mnie (zawsze tak uważałem) samobójstwo to akt odwagi. Trzeba mieć przysłowiowe jaja, aby świadomie skazać się na nieistnienie. Zwłaszcza gdy jest się ateistą i nie wierzy w żadne życie po życiu...
_________________ Do Sztokholmu wpływa prom
Ćpuny cieszą się z daleka
To Polacy wiozą amfę
Już pół miasta na nią czeka
Tak sobie myślę... czy samobójstwo jest odwagą, czy tchórzostwem? Na tyle odwagą, aby odebrać sobie życie, czy na tyle tchórzostwem, że z tym życiem nie mamy odwagi stanąć twarzą w twarz?
Doszłam do wniosku również, że w pewnym sensie trzeba byc nie tyle odważnym co zdeterminowanym, aby odebrać sobie życie.
Odwaga, czy tchórzostwo?
Dwa tygodnie temu powiesił się mój kolega z klasy. Czemu? Tego nikt nie wie. Tego nikt się nie spodziewał. Dla wszystkich ta wieść to był jeden wielki szok. Ja osobiście przeżyłam to bardziej niż mi się wydawało. Chyba nawet zbyt bardzo, bardzo nieadekwatnie do naszej znajomości. Chłopaka dobrze nie znałam, znaliśmy się jedynie na "cześć".
Bardzo chciałam pójść na jego pogrzeb... jednak po głębszych przemyśleniach i po swojej obserwacji, jak moja psychika sobie z tym radzi, a raczej w ogóle nie radzi, postanowiłam, że zostanę w domu. Po prostu na samą myśl ryczałam, praktycznie za nieznanym mi człowiekiem. Pomyślałam, że jeśli wpadnę w histerię na cmentarzu, to chyba byłoby bardzo niekulturalne...
(niby na pogrzebach się płacze, ale chyba nie za ludźmi, których się prawie nie zna?)
Odwiedziłam jego grób w ostatni weekend... i wiecie co wam powiem? Grób był przysypany (dosłownie) kwiatami... nie widać było nawet krzyża, jego grób rozpoznałam dopiero po dedykacjach przy wiązankach...
Stamtąd odchodziła właśnie jego mama... nie płakała... ale smutek w jej oczach był większy od płaczu.
Tak sobie wtedy pomyślałam, jakie to nieszczęście żegnać własne dzieci. Tak nie powinno być. To jest odwrócenie roli, jakie to nieszczęście, aby zapalać znicze na grobach swoich dzieci....
Drugim jednak faktem były kwiaty... pełno kwiatów i zniczy, które świadczyly o tym, że mój "kolega" był doceniany (ale czy dopiero po śmierci?).
Co o tym wszystkim sądzicie? Czy odebranie sobie życia jest odagą czy tchórzostwem?
samobójstwo łączy w sobie 2wa przeciwienstwa moim zdaniem
odwage i tchórzostwo
odwage, bo nie kazdy potrafi przerwac ten shaiz, nie wiadomo co bedzie po smierci
zas tchórzostwo -ze nie ma sie odwagi zeby walczyc z wlasnymi problemami
wilele razy rozmyslam, co by sie stalo gdybym sie zabila
jakie by bylo zachowanie ludzi którzy mnie skrzywdzili?
czy dalej by sie cieszyli?
jednak zal mi mojej rodziny ktorej jaj tez brakuje, nie wiem o co mi zal ale nie chciala bym zeby ktos plakal za mnie ;/ i to jest jedyna przeszkoda przez ktora nie moge przerwac mojej psychozy
Choć to absurdalne, to chyba rzeczywiście samobójstwo jest połączeniem odwagi i tchórzostwa. Wszystko zależy od punktu widzenia. Jeśli ktoś jest ateistą, i skazuje się na nieistnienie, to jest to wg mnie duża odwaga. Wydaje mi się, że naprawdę człowiek musi być wrakiem by zdecydować się na taki krok. Życie musi dostarczać codziennych cierpień..
A z kolei, jeśli wierzącemu nei podoba się życie, to powinno mu być łatwiej podjąć decyzję o samobójstwie. Chociaż to tylko teoretycznie. Chyba w każdym człowieku jest ogromny lęk przed śmiercią.
Tchórz, to ktoś, kto wybiera opcję łatwiejszą, bądź wycofuje się z czegoś. Na pewno, samobójca rezygnuje z życia, z walki, ale czy jest to opcja łatwiejsza niż męka każdego dnia? Być może..
_________________ Popiół może nadal rozpalać ogień, póki żar jest w sercach ludzi.
Każdy człowiek ma swój "limit", inną wrażliwość na pewne zdarzenia, dlatego niektórym przytrafi się coś bardzo złego i z uśmiechem na ustach będą szli przez życie dalej, a jakiś inny człowiek pójdzie i się powiesi. Dlatego trudno orzec czy to jednak odwaga, czy zwykłe tchórzostwo. Pomijam przypadki w stylu "Rodzice piętnastolatka zabronili mu kontaktu z dziewczyną, którą jak twierdził, kocha, poszedł i rzucił się pod pociąg"
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia Według mnie (zawsze tak uważałem) samobójstwo to akt odwagi. Trzeba mieć przysłowiowe jaja, aby świadomie skazać się na nieistnienie. Zwłaszcza gdy jest się ateistą i nie wierzy w żadne życie po życiu...
Ale odwagi do czego? Odwaga jest po to żeby ją inni ludzie wychwalali więc jest trochę egoistyczne takie myślenie. Jak dla mnie to akt bezsilności a nie odwagi. Po co mi ta odwaga skoro ludzie pewnie i tak jej nie zauważą w tym że się zabiłam. Prędzej potwierdzą tylko to że jednak miałam problem. Tylko s o b i e pochlebię tym, że byłam "odważna". To mi się wydaje jakimś usprawiedliwianiem samego siebie. Tak sądzę. W ogóle okręcanie wokół samego siebie różnych epitetów typu <odważny> jest nietrafione. Nie myślimy sami o sobie obiektywnie, więc trudno się oceniać.
Hmmm, i znowu mam inne zdanie ;] Dla mnie większym twardzielem byłby taki waleczny chrześcijanin który ze świadomością potępienia i w ogóle tych wszystkich religijnych restrykcji dla samobójców, zabiłby się. Jego <życie po życiu>, tzn. po samobójstwie na pewno nie byłoby gdzieś tam wesołe (opieram się na tym czego tutaj o tym uczą, kto wie, może to pic na wodę? ;])
Ateista zawsze może mieć nadzieję że go czeka po prostu nicość i że mu to ujdzie płazem.
Samobójcy, którzy zostali odratowani - zawszę żałowali.
Często gęsto to jest kwestia chemii, która zachodzi w naszym mózgu - nie panujemy nad tym. Nie jesteśmy świadomi, o ile da się być świadomym, co robimy.
Myślę, że nie powinno się tego rozpatrywać w kategoriach odwagi czy tchórzostwa.
Trochę męczy mnie "pieszczenie się" nad takimi ludźmi. Chcą umierać, niech umierają. Czują, że coś jest nie tak - niech powiedzą wprost, a nie bawią się w gierki z odczytywaniem ich myśli.
Każdy z nas boi się tego co jest po tej drugiej stronie. Zalegalizujmy i dajmy wolną rękę samobójcom. Zwłaszcza, że tak bardzo lubimy łamać zakazy. Jestem ciekawa ilu odważnych się znajdzie.
Świat niczego od Ciebie nie potrzebuje, ale Ty musisz mu coś dać. Dlatego żyjesz. Jeśli się teraz zabijesz, udowodnisz, że wiekszość ma rację - niczym nie różnisz się od miliardów innych czaszek, które leżą pod ziemią. Jeśli dasz coś światu, nawet cos nietrwałego, wygrasz.
Zamiast obwiniać innych i własnoręcznie pogłębiać dołek, dać pomóc sobie.
Mówi się o tych co odeszli. Dlaczego nie mówi się o tych co opłakują? Matki potrafią długo nienawidzić własne dziecko za taką tragedię - w taki sposób broniąc się, nie na długo, przed bólem.
Samobójstwo jak dla mnie jest aktem cholernej desperacji.
Jak zabierasz się za coś takiego to raczej nie myślisz sobie: "A teraz sie zabije i pokaże im wszystkim jaki to ja jestem/byłem odważny".
Nie nazwałbym tego ani odwaga, ani tchórzostwem.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Fobia Społeczna - Socjofobia - Fobia Forum - Forum Fobia - Depresja - Zaburzenia Lękowe - forum dyskusyjne na temat fobii społecznej (socjofobii), niesmiałosci, fobii, depresji, zaburzeń lękowych i innych problemów psychologicznych.