Nie wiem, czy to odpowiedni dział dla tego tematu, jeżeli nie to przepraszam.
Temat oddaje mój problem chyba w 100%. Mianowicie od dłuższego już czasu zauważyłem u siebie olbrzymią obojętność na wszystkich i wszystko, co mnie otacza. Wszystko stało się nijakie i szare, na niczym mi nie zależy, nie mam celu i do niczego konkretnego nie dążę. Zasadniczo żyję z dnia na dzień. Mam znajomych, wychodzę z nimi, idę na jakieś piwko czy imprezę - ale zasadniczo wcale mnie to cieszy, równie dobrze mogłoby tego wcale nie być i nic by się nie stało. Studiuję, ale robię to bardziej z "siły rozpędu" niż faktycznej chęci. W ogóle przestało mnie to interesować i pasjonować, idę na uczelnię z niechęcią i znudzeniem. Żyję dniem dzisiejszym i to w najbardziej prymitywnej formie - uczelnia, komputer, spanie. Plus jakieś wyjścia, czy to do knajpy, czy impreza, ale z tym jest tak jak napisałem powyżej. W ogóle nie myślę, co mógłbym zrobić, co będę robił po studiach. Zobojętniało mi to zupełnie. Jadąc autobusem, patrzę na wszystko i mam wrażenie jakbym oglądał słaby film. Nie mogę się w nic zaangażować; nic mi się nie chce; wszystko uważam za niewarte zachodu. Nie śmieszą mnie ani nie interesują rzeczy, które kiedyś śmieszyły i interesowały. Niczym się nie emocjonuję, nic mnie cieszy ani nie smuci - wszystko jest obojętne. Wszystko - uczenie się, dorabiania w ochronie, wychodzenie z kolegami - robię bardziej z przyzwyczajenia i nudów niż realnej potrzeby, bo w ogóle mnie to nie interesuje i nie cieszy. Nie mam dziewczyny i w ogóle mnie to nie martwi, traktuję to jako normalne - chociaż wiem, że takie nie jest. Coraz częściej myślę, że ta czy inna rzecz jest bezsensu. No i tych rzeczy jest coraz więcej. Nie wydaje mi się to dobre, ale zupełnie nie wiem, jak mam zmienić ten stan rzeczy. Gdyby nie kolega, który stwierdził, że siedzę osowiały i często macham ręką, twierdząc, że to czy tamto jest "bez sensu" i "funta kłaków nie warte", nie napisałbym nawet tego. Ale może akurat ktoś ma podobnie i mógłby mi coś poradzić.
---
temat przesunięty do działu "Depresja".
//ionee
No to obawiam sie ze ja ostatnio przezywam takie dnie olewam wszytko mam wszystko w dupie na niczym mi nie zalezy i przez to dzisiaj mi sie zostało na uczeli a mnie to wogóle nie wzruszyło.Nie wiem co gorsze zbyt wielka nadwrazliwosc czy obojętnośc.
_________________ Który z panów chciałby zostac moim przyjacielem od serca od spraw duchowych ?
Ja to mam od jakiegoś roku. Mam kompletnie wszystko gdzieś. Nie nawidzę się wychylać, angażować - wszystko po najmniejszej linii oporu.
Ostatnio też pomyślałem o tym że nie potrafię czuć już gniewu i szczęścia. Czuję tylko rozczarowanie i radość.
_________________ Może wiem najlepiej dlaczego tylko człowiek potrafi się śmiać: tylko on cierpi tak bardzo, że musiał wynaleźć coś takiego jak śmiech.
rozczarowanie i radość?to tak jak ja nawet jak sie śmieje i niby jest dobrze to to wszystko wydaje mi się udawane nie prawdziwe nie tak wygląda szczęście
_________________ Aequat omnes cinis, impares nascimur, pares morimor(Seneka)
Wszystkich zrównuje proch,rodzimy się nie równi,równi umieramy
Myśle że od czasu do czasu obojętność jest dobra, tak przystanąć, nabrać sił i do przodu
ale to co tu opisałeś to podpada chyba już pod nihilizm, ewentualnie ta cała jesienna depresja
Weź postaw sobie jakikolwiek cel, niewiem, codziennie będziesz coś ćwiczył czy co
i słuchaj jakiejś muzyki która cie zmobilizuje, jakoś to będzie
Z jednym mam tak samo, życie z dnia na dzień ale to wina komputera i mam nadzieje,
że uda mi sie znaleźć jakieś ciekawe hobby, które ograniczy mój czas przed kompem i urozmaici mi jakoś dzień
_________________ Tralalala, jutro będzie piękny dzień
Trolololo, myśl pozytywnie, hłe hłe
_________________ Gustaw Herling-Grudziński — Inny świat
"Tylko w pochłaniającej wszystko pustce samotności, w ciemnościach zacierających kontury świata zewnętrznego można odczuć, że się jest sobą aż do granic zwątpienia [...]."
Crystiano to depresja. Z tego co piszesz jakoś funkcjonujesz na co dzień, ale nie jest to juz normalne zjawisko. Powtarzasz czynności, robisz coś z przymusu nie odczuwając przy tym żadnych emocji, jest Ci wszystko obojętne, działasz jak robot...
Jesli chodzi o rade to piszę tak jak pozostali idź do lekarza. Moze to być psycholog, ale raczej lepiej iść do psychiatry. Oblukaj(kogoś polecanego przez innych) kto w twojej miejscowości lub okolicach przyjmuje. Opowiedz mu o swojej sytuacji i nie krępuj się. Z pewnoscią zapisze Ci jakies leki ale tylko po to by Ci sie nastrój poprawił, zapytaj się go o psychoterapie bo ona również pomaga.
_________________ Cóż z tego, że człowiek ma cały świat, kiedy straci duszę?
Wysłany: Nie 16 Paź, 2011 14:04 Nuda, brak wrażliwości...
Nie zauważyłem nigdzie takiego tematu, więc wybaczcie jeśli coś przeoczyłem.
Mój problem jest, mam wrażenie, bardzo rzadko spotykany i większość może nie mieć pojęcia o czym mówię. Bo bynajmniej nie chodzi tu o jakąś ciągłą depresje, odczuwany smutek - wręcz przeciwnie, zupełnie odwrotnie. Chodzi mianowicie o to że nie odczuwam nic - może przesadziłem, ale na pewno niewiele. Podam pare przykladow. Tytul wlasciwie mowi wszystko - wiekszosc filmow mnie nudzi, reszte moze ogladam z lekka przyjemnoscia, ale nie ma mowy o jakichs wzruszeniach, ekscytacjach, emocjach po prostu. A kiedys bylo inaczej, pamietam wiele filmow ktore ogladamem z zapartym tchem, wywolywaly depreche, walenie serca itp. To samo tyczy sie ksiazek - niesamowite koncowki kazdej z czesci Pottera wywolywaly takie emocje we mnie, ze az nie moglem wysiedziec w miejscu. Czytalem ksiazki Murakamiego i siedzac w szkole nie moglem sie doczekac az wroce i dokoncze calosc. A teraz? Co najwyzej ciekawosc, ale rowniez o czyms glebszym nie mozna mowic. Gdybym pare lat temu przeczytal ostatniego Pottera pewnie skonczylo by sie deprecha na 3 tygodnie. A przeczytalem ostatnio i co? "No, dzieki za te 7 wspanialych ksiazek, fajnie bylo". I zadnych refleksji, wspomnien itd. Mam mowic dalej? Muzyka - to juz mnie najbardziej boli. ZUPELNA porazka. Slucham muzyki o dziwo codziennie - ale rowniez nie sprawia mi to zadnej przyjemnosci, to takie uzaleznienie, nie mam co robic jak wychodze z psem czy jade do szkoly to slucham. Ale maks. 20-30 min. i nawet ta muzyka zaczyna draznic po takim czasie moja glowe. Zespoly ktore kiedys sluchalem, dzis nie wywoluja we mnie zadnych emocji. Najczysciej puszczam sobie jakas chilloutowa muzyka, ktora snuje sie gdzies w powietrzu i zaglusza cisze dookola mnie. To samo tyczy sie wszelkich wydarzen - kiedys potrafilem wpadac w depreche z byle powodu, plakac bo poklocilem sie z mama - dzisiaj nic. Ostatnio matka opowiada mi o jakies ciezko chorej dziewczynie, jej zycie itd. i az jej lzy leca. A ja? Mysle sobie "no, biedna dziewczyna", ale chyba tak naprawde mam to gdzies, chociaz szukam w sobie jakichs oznak smutku czy wspolczucia.
Uczucia, ktore najczesciej odczuwam to zlosc, irytacja, bo spotykam sasiada ktorego nie lubie, bo ktos cos powiedzial w szkole. I ewentualnie chwilowa radosc jak dostane dobra ocene czy czyms sie wyroznie. A poza tym? Jest jak robot, ktore nie odczuwa nic. I najbardziej sie boje ze to sa jakies nieodwracalne zmiany w mozgu, ze juz zawsze bede taki, ba, nawet z czasem bede coraz bardziej przypominal androida. Po co zyc, jesli nie odczywa sie nic?
Czy ktos ma podobnie, czy jestem osamotniony?
Marazm, zmęczenie psychiczne, reakcja obronna organizmu na długi epizod stresowy, szok emocjonalny po ciężkim przeżyciu? To mogło być to według mnie. Być może nadal z czymś się nie możesz pogodzić z przeszłości? Zmarła bliska osoba?
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Fobia Społeczna - Socjofobia - Fobia Forum - Forum Fobia - Depresja - Zaburzenia Lękowe - forum dyskusyjne na temat fobii społecznej (socjofobii), niesmiałosci, fobii, depresji, zaburzeń lękowych i innych problemów psychologicznych.