Ostatnio miewam myśli samobójcze, jedyne co mnie jeszcze trzyma przy życiu to strach przed tym że po śmierci nie ma nic, żadnej formy istnienia, że będzie tak jak przed narodzinami kompletna pustka. Z drugiej strony boję się przyszłości i tego, że przegram życie, w sumie jestem w rozsypce i nie wiem co robić...
To pomyśl, że możesz wszystko osiągnąć jeżeli się do tego przyłożysz. Zawsze istnieje ta nadzieja na lepsze życie, trzeba tylko walczyć ze sobą, pokonywać swoje słabości i powoli dążyć do celu. Wiadomo, że będziesz miał także chwile "zawachań" ale zdecydowanie nie warto się poddawać. Pomyśl o tym jak w przyszłości będzie Ci się powodziło jak pokonasz "siebie", może Cię to trochę zmobilizować do działania. W każdym razie samobójstwo nie jest wyjściem po którym znikną wszystkie twoje problemy, nikt nie wie co będzie Cię czekało "po drugiej stronie" i właściwie dobrze, że masz takie obawy dotyczące tego co będzie po śmierci.
Ostatnio zmieniony przez karolina912 Sob 28 Sty, 2012 20:21, w całości zmieniany 1 raz
Dzięki za dobre słowo karolina912, gdyby to mogłoby być o wiele łatwiejsze. Z tego co pamiętam to zawsze wszystko w moim życiu szło jak krew z nosa i wymagało to wielkiego wysiłku. Ponadto prawie codziennie mam mocne bóle brzucha, a niekiedy serce mi wali jak młotem. Odnośnie przyjaciół to jeśli ich miałem, to większość z nich chciała mnie wykorzystać,albo byłem im tylko potrzebny gdy czegoś chcieli a ci lepsi z reguły mieli mało czasu. W efekcie jestem samotny i zagubiony, a jeśli już jestem wśród ludzi to często słyszę na swój temat nieprzychylne docinki. Cała ta sytuacja mnie przerasta. Nie jestem supermanem i nawet proste rzeczy są dla mnie wyzwaniem, gdybym mógł to najchętniej bym siedział możliwie jak najdłużej w domu, gdzie mam swój azyl i poczucie bezpieczeństwa.
Od jakiegoś czasu codziennie miewam myśli samobójcze. Kiedyś też się zdarzały, ale miałem jakiś opór, bałem się, że zrobię krzywdę bliskim, że po śmierci nic nie ma, ale teraz opór zniknął. Czasem boję się sam siebie.
_________________ It doesn't make a difference if you're right or wrong; you just have to make a decision.
Jeszcze tydzień temu byłem happy ... a po tygodniu radykalnie się zmieniło to, bo przemyślałem Sobie swoje życie co dalej i marnie to widzę, od wczoraj chodzę nerwowy ciągle, wszystko mnie drażni wybucham na byle co, praca dorywczo nie da rady żyć przez całe życie ;/ i coraz częściej myślę o tym, mam dość już wszystkiego powoli
Ostatnio zmieniony przez Spide Pią 17 Lut, 2012 11:24, w całości zmieniany 1 raz
Ja osobiście miałem myśli samobójcze zaledwie parę razy w życiu, ale całe szczęście udało mi się zdobyć paru przyjaciół, którzy mnie wspierają. Dobrze, że wiedziałem co studiować i tenże kierunek jest wysoko pożądany na rynku pracy (informatyk). Udało się przebić przez wstępną eliminacje i zostałem zaproszony na rozmowę. Co tam, że wymagali 3 lata doświadczenia , ja miałem tylko jakieś 2 miesięczne praktyki ;P chyba testowali pewność siebie kandydatów. Co ja się tam będę przejmował i tak złożyłem CV, a po 2 dniach odezwali się, jeszcze biorąc pod uwagę jakie wynagrodzenie netto zażądałem Praca niby we Wrocku, a ja z Opola, ale w sumie nawet dobrze, wyrwę się z zadupia i może w czwartek zorganizuję jakieś spotkanie lub dołączę się, jeżeli ktoś się odważy spotkać z Bear'em
Grylls'em. Niby takie małe osiągnięcie, a jak ładnie poprawia humor.
Coraz lepiej mi idzie, nie jest łatwo, ale jak się chcę to można pozbyć się nieśmiałości, fobii i innych wkurzających pierdół. Najtrudniejsze do pozbycia się w moim przypadku jest moje antyspołeczne zachowanie, lubię poznawać ludzi, ale dalej mam jakieś dziwne zahamowania.
Miewam myśli samobójcze przy każdym niepowodzeniu, gorszym dniu, bardzo często. Raz kiedy jeszcze chodziłam do gimnazjum zdarzyło mi się połknąć większą ilość tabletek, nie zadziałały...Jakieś tam nacięcia na dłoniach, samo okaleczanie się, bardziej chyba, żeby zwrócić uwagę bliskich, co i tak nigdy się nie udało. Teraz samobójstwa nie popełniłabym tylko dlatego, że nie chciałabym aby rodzice do końca życia zamartwiali się, że to ich wina, tym bardziej iż mają ciężko i bez takich zmartwień.
I do tego jest jeszcze młodsze rodzeństwo. Samobójstwo nie niszczy życia tylko tej jednej osoby która postanowiła to uczynić...
_________________ "Miał rację pewien Francuz zauważając: "Jakże słodka jest samotność!" Ale chciałbym mieć przyjaciela, któremu mógłbym to powiedzieć!"
- William Cowper
myśli samobójcze mam od drugiej klasy podstawówki
ale jakoś daje radę. rok 2011 był najgorszy w całej mojej karierze. od nowego roku pozbierałam się, i żyję w przekonaniu, że w końcu musi mnie spotkać coś dobrego!
Mam myśli samobójcze od tak wielu lat, że zaczynam zastanawiać się, czy to nie one trzymają mnie jeszcze przy życiu.
Nie pojawiają się one zazwyczaj przy okazji smutnych wydarzeń czy podczas spadku nastroju. Raczej wręcz przeciwnie. Kiedy jestem "szczęśliwa" (piszę to z całą świadomością umowności tego słowa) od razu włącza mi się myślenie typu "zakończ to w tym właśnie momencie, nie pozwól, by było gorzej". Jako, że nie spotkałam się jeszcze z podobnym podejściem do tematu, wnioskuję, że jest to objaw jakiejś poważniejszej, a może nieznanej jeszcze choroby (na śmierć).
od nowego roku pozbierałam się, i żyję w przekonaniu, że w końcu musi mnie spotkać coś dobrego!
Jak znam życie to skończy się tylko zawodem, cierpieniem i kolejnymi myślami samobójczymi... Bo niby dlaczego "musi" cię spotkać coś dobrego? Poza tym piszesz tak jakby to miało się wydarzyć samo z siebie, tak jakby to ktoś miał ci podarować to "coś dobrego". Kim jest ten "ktoś"?
Ostatnio zmieniony przez Matthias Sob 18 Lut, 2012 12:39, w całości zmieniany 1 raz
Nie miałem nigdy myśli samobójczych, bo zawsze żywię nadzieję w cokolwiek. Ale z roku na rok coraz gorsze życie mam, często na własne życzenie, więc kto wie, co będzie za parę lat...
Jak znam życie to skończy się tylko zawodem, cierpieniem i kolejnymi myślami samobójczymi... Bo niby dlaczego "musi" cię spotkać coś dobrego? Poza tym piszesz tak jakby to miało się wydarzyć samo z siebie, tak jakby to ktoś miał ci podarować to "coś dobrego". Kim jest ten "ktoś"?
nie wiem kto to, może ja. pewnie dlatego, że bardziej siebie lubię, to i bardziej optymistycznie myślę. a przez dobre rzeczy nie rozumiem znalezienia wielkiej miłości, blebleble, wymarzonej pracy też pewnie nie będę miała, bo na razie nie jestem na dobrej drodze, żeby to się stało. ale dobrze czuję się ze sobą, nie uważam, że do niczego się nie nadaję, itd., i to mi na początek wystarcza, biorąc pod uwagę jak okropnie czułam się kilka miesięcy temu. a poza tym dobre rzeczy zdarzają mi się cały czas, tylko tego nie doceniam. złe czy przykre też są, i przez nie często wracam jak najszybciej do domu, kładę się na łóżko, i nie mogę wstać. nie jestem na siebie zła jak sobie popłaczę, albo mam jakiś napad smutku, i nie chce mi się cieszyć, bez przesady, nie można tak się okropnie cały czas. jestem przecież niezniszczalna, haha
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Fobia Społeczna - Socjofobia - Fobia Forum - Forum Fobia - Depresja - Zaburzenia Lękowe - forum dyskusyjne na temat fobii społecznej (socjofobii), niesmiałosci, fobii, depresji, zaburzeń lękowych i innych problemów psychologicznych.