Fobia spoleczna, socjofobia, chorobliwa niesmialosc, zaburzenia lękowe, fobie, lek towarzyski, fobia socjalna, lek spoleczny, nerwica spoleczna, depresja, samotnosc, strach, wyobcowanie, kompleksy, osobowosc unikajaca, zaburzenia osobowosci, fobia forum, forum dyskusyjne Fobia społeczna
Fobia społeczna, socjofobia, chorobliwa nieśmiałość, zaburzenia lękowe, fobie, lęk towarzyski, fobia socjalna, lęk społeczny, nerwica społeczna, depresja, samotność, strach, wyobcowanie, kompleksy, osobowość unikająca, zaburzenia osobowości, fobia forum, forum fobia, fobia społeczna forum dyskusyjne

DownloadDownload SzukajSzukaj UżytkownicyUżytkownicy GrupyGrupy  Chat
 blogBlog   Mapa GoogleMapa Google FAQ FAQ RejestracjaRejestracja ZalogujZaloguj


Poprzedni temat «» Następny temat
Depresja.
Autor Wiadomość
jahwomen 


Wiek: 20
Dołączyła: 18 Lip 2011
Posty: 35
Wysłany: Czw 21 Lip, 2011 13:54   

Dziękuje za chęć pomocy, ale gdy tutaj o tym pisze to strasznie dziwnie się czuje.
Wydaje mi się, ze inni patrzą się na mnie jakbym się użalała nad sobą...
_________________
że moja głowa wykpiwa i wyszydza łydkę, łydka zasię głowę, że palec nabija się z serca, serce z mózgu, nos z oka, oko z nosa rechocze i ryczy- i wszystkie te części gwałciły się dziko w atmosferze wszechobejmującego panszyderstwa...
 
     
Matthias 

Wiek: 22
Dołączył: 26 Gru 2010
Posty: 575
Skąd: Kraków
Wysłany: Czw 21 Lip, 2011 14:45   

A tak nie jest? Każdy ma problemy większe, mniejsze i głównie to forum służy do użalania się nad sobą :) Tylko czy to coś daje? Nie chcę pomóc (chyba za bardzo się do tego nie nadaję jako osoba z fobią społeczną ;) ) chcę byś tylko sobie uświadomiła że zawsze jest coś co chcemy robić, i coś po co warto żyć. Choć teraz twierdzisz że nic takiego nie ma, jestem przekonany że czujesz że to nie prawda. Wiele osób mówi: nie mam po co żyć, a to nie prawda. Wydaje nam się że warto żyć jeśli mamy kogoś bliskiego (drugą połowę), a to też nie prawda! Warto żyć dla siebie, dla swoich pasji, swoich marzeń. Inni? Jeśli spotka się kogoś na swojej drodze i przyłączy się do ciebie to fajnie, a jeśli nie to... też fajnie bo spełniasz siebie. Jak to ktoś powiedział świat to teatr, a życie to sztuka. Możemy przespać całą sztukę, albo obudzić się i zacząć ją współtworzyć, świetnie się przy tym bawiąc. A teraz pojadę cytatem (a co tam ;) ): "Trwa wielka sztuka, a Ty możesz dopisać swój wers. Jaki będzie Twój wers?"
Ostatnio zmieniony przez Matthias Czw 21 Lip, 2011 14:46, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Urthon 
Pobody's nerfect


Wiek: 21
Dołączył: 27 Maj 2011
Posty: 2341
Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie 07 Sie, 2011 01:20   

Zrobię mały odkop.
W zasadzie mógłbym się podpisać pod postami autorki tematu - też mam w tej chwili nawrót depresji. W tym momencie czuję się beznadziejnie i nie wiem co z tym uczuciem zrobić więc pomyślałem o forum. Zrobiłem sobie test Becka i wyszło mi 35 (w maju miałem 26). Zapisałem się na wizytę u psychiatry (z NFZ) ale dopiero na 22 września (prywatnie nie da rady finansowo).
Jako, że nie poszła mi sprawa ze studiami (znowu) mam przed sobą rok nicnierobienia lub pracy (której się obawiam). Patrząc w przyszłość mam dwa scenariusze - prozaiczny(zły) i marzycielski(dobry ale naiwny).
Pierwszy: nie mając kwalifikacji idę przez życie wykonując różne podrzędne zawody, które powoli niszczą mnie psychicznie (na samą myśl o chodzeniu gdzieś do pracy fizycznej dzień w dzień po 8 godzin robi mi się niedobrze). Kończy się śmiercią z choroby lub samobójstwem (bardziej prawdopodobne). Drugi: po paru latach udaje mi się nagrać płytę i odnoszę jakiś tam sukces, dalej "idzie z górki". Problem w tym, że nie jestem jakoś specjalnie uzdolniony aby tak się wybić i potem żyć z muzyki. Do tego sprzęt i instrumenty są bardzo kosztowne.
Rozsądek nakazuje iść ścieżką prozaiczną (czyli to co wyżej plus może studia, kursy, staże i cały ten syf) ale będzie to męka i w zasadzie nie chcę takiego życia. Z drugiej strony opieranie się na marzeniach jest strasznie naiwne.
Mógłbym się jeszcze poużalać nad swoim zdrowiem i nieuleczalnymi chorobami ale może kiedy indziej.
W sumie nie wiem po co to wszystko piszę, wiem że nikt mi w żaden realny sposób nie pomoże i nie oczekuję tego. Takie mam po prostu przemyślenia i nie widzę za bardzo drogi dla siebie.
_________________
“A man is a success if he gets up in the morning and gets to bed at night, and in between he does what he wants to do.”
 
 
     
Mosze 
Release the Kraken!


Wiek: 22
Dołączył: 10 Cze 2011
Posty: 929
Wysłany: Nie 07 Sie, 2011 09:16   

Żeby żyć z muzyki, to musiałbyś grać na każdej odpustowej imprezie czy weselach (coś jak Acid Drinkers), albo występować w reklamach płatków kukurydzianych. Dopóki nie jest się samowystarczalną ikoną na miarę AC/DC, Metalliki czy innej mizerii, to muzyka jest zajęciem "po godzinach", dodatkiem do zwyczajnej pracy. Najbardziej mnie chyba bawi przykład Steve'a von Tilla z post-metalowego Neurosis - wielki, groźny misiek z brodą i tatuażami, który uczy w podstawówce :-P .

Też ponownie zrobiłem sobie test. Powody z grubsza te same, co wyżej. Lęk przed pracą, brak perspektyw spowodowany obniżką formy intelektualnej (nie chcę być kolejnym, który idzie sobie na pierwsze lepsze studia z braku laku albo dlatego, że wypada. No i ogólne uczucie cofania się w rozwoju to nic przyjemnego), oraz parę innych rzeczy, które zmilczę. Przeskoczyłem z 36 na 51 punktów. Pilnie potrzebuję wizyty u lekarza, ale tu także nie czuję się na siłach. Na prywatne leczenie też obecnie kasy nie mam, i choć co prawda po dotychczasowych perypetiach z państwową służbą zdrowia dobrej opinii nie mam, to chciałbym dostać przynajmniej magiczne cukierki szczęścia. Jeśli nie krążę akurat myślami wokół najgorszego, to zastanawiam się, jakby tu się przynajmniej sponiewierać.
 
     
Urthon 
Pobody's nerfect


Wiek: 21
Dołączył: 27 Maj 2011
Posty: 2341
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pon 15 Sie, 2011 01:53   

Trochę myślałem nad tym co dalej napisać ale jakoś nie wiedziałem bo w zasadzie albo bym sie powtarzał albo dawał rady samemu sobie (i w ten sposób sobie zaprzeczał). Co do tworzenia muzyki to zgadzam się z tobą Mosze chociaż są też muzycy/zespoły mniej znane, a zarabiające jakieś tam znośne pieniądze czy nawet grające międzynarodowe trasy (pomimo, że prawie nikt ich nie zna).

Siedząc na cracked.com znalazłem artykuł, który poprawił mi trochę nastrój (w sensie właśnie perspektyw na przyszłość)
http://www.cracked.com/bl...oes-get-better/
_________________
“A man is a success if he gets up in the morning and gets to bed at night, and in between he does what he wants to do.”
 
 
     
Damian89 


Wiek: 22
Dołączył: 01 Cze 2011
Posty: 453
Skąd: warszawskie okolice
Wysłany: Pon 15 Sie, 2011 03:50   

Urthon napisał/a:
na samą myśl o chodzeniu gdzieś do pracy fizycznej dzień w dzień po 8 godzin robi mi się niedobrze

Mi robi się nie dobrze, gdy muszę robić coś, czego robić nie chce. Praca też się w to wlicza. Acz z drugiej strony, gdy uświadamiam sobie, iż nie mam żadnych ciekawszych perspektyw na dalsze życie też robi mi się niedobrze. I co w takim wypadku począć? :roll:

Urthon, żeby jako tako zabłysnąć choć małym światłem nie trzeba być wielce uzdolnionym (patrz niektóre polskie gwiazdy). Najważniejszy jest spryt, pomysł i dobry plan. Do tego oczywiście wytrwałość, konsekwencja i takie tam inne... Jednak pomysł na pozyskanie słuchacza to podstawa. A jak są słuchacze, jest... fajnie. :P
Aha.. jest też druga opcja... znajomości. :roll: No i trzecia.. jesteś niesamowicie *** i zachwyciłeś kogo trzeba. :roll:
Sam też mam nieskromny plan, żeby kiedyś gdzieś jakoś coś trochę bardziej i mniej nieśmiało. :roll:
 
 
     
FanMusic 


Dołączył: 23 Paź 2011
Posty: 136
Wysłany: Pon 24 Paź, 2011 17:17   

Kilka lat temu pomagałem na budowie. Nie znosiłem tego zajęcia, nie mam "predyspozycji" do fizycznej pracy i w związku z tym czułem się źle robiąc coś, czego nie umiem i na czym się nie znam. Wszyscy mi powtarzają, że nadaję się do pracy umysłowej, a nie wysiłkowej. I tak chyba jest. Pamiętam, że wpadłem w dołek emocjonalny, gdzie sam siebie "dobijałem". W pewnym momencie ocknąłem się i zastanowiłem się: "dlaczego to robię?" Nie umiałem odpowiedzieć, ale negatywne emocje tak silnie na mnie oddziaływały, że odczułem "przyjemność", kiedy przestałem z nimi walczyć. Ten stan minął po kilku dniach, ale boję się, że to się może powtórzyć. To trochę jak autodestrukcja.
Miałem też odmienne emocje - satysfakcję z napisania dwóch tekstów, które zostały opublikowane w gazetach. Dotyczyły tematów, które lubię i na których się znam. Przekonałem się, że coś potrafię. Zresztą, zawsze marzyłem o dziennikarstwie, ale nie mam koniecznej w tym zawodzie siły przebicia...
_________________
"I tak Achilles dogonił żółwia".
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



fobiaspoleczna.info © 2008 - 2012 - All Rights Reserved
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Mapa Forum Mapa Forum XML RSS


Gry Download



Fobia Społeczna - Socjofobia - Fobia Forum - Forum Fobia - Depresja - Zaburzenia Lękowe - forum dyskusyjne na temat fobii społecznej (socjofobii), niesmiałosci, fobii, depresji, zaburzeń lękowych i innych problemów psychologicznych.