wyobraźcie sobie że jesteście członkami załogi statku kosmicznego badającego życie pozaziemskie. Znajdujecie się miliony a nawet miliardy kilometrów od domu, dryfując w blaszanej maszynie po mrocznej przestrzeni. Wokół widzicie tylko niezliczone światełka, gwiazdy do któych dotarcie zajęłoby wam bardzo dużo czasu. Wszystko działo się do tej pory dobrze, łącznik z bazą na ziemi działał doskonale, wszystko było w należytym porządku. Lecz nagle coś się stało, statek został uszkodzony a wy wylądowaliście sami, samotni w kapsule latając po kosmosie. Sami po nieznanych, pustych orbitach......
Urzekające. Pisze ten temat, bo moje problemy powoli zaczynają mnie przerastać. Problemem jest moja głowa, mój umysł. Problemów jest kilka, ale składają sie w jedną całość. Nie wiem od czego powinienem zacząć. Dlatego napiszę ogółem. Mój umysł to jeden kosz, bałagan. Non stop o czymś myślę, czymś się przejmuje, a jak już poukładam sobie wszystko, to ciągle coś sobie wmawiam lub powtarzam. Nie ma chwili ciszy i spokoju. Jestem normalny, ale ostatnio wszystko co się dzieje w moim życiu w 80 % dzieje sie w mojej głowie. NIe zachowuje i nie myśle jak osoba chora psychicznie, ale ciągle myślę i nie przestaję. Dlaczego, bo jestem leniem i nic nie robię. Mieszkam sam z rodzicami i babcią, nie mam rodzeństwa. Do szkoły i znajomych dojezdzam (wrocław), ale mieszkam daleko. NIe mam jak chodzić na melanże i spotykać się z przyjaciółmi na zabawach poza wakacjami. Tylko w szkole. Dlatego mam jestem inny od wszystkich, to znaczy nie wiem jak rozśmieszać rówieśników i o czym z nimi gadać. Dlatego mam mało znajomych, ale to też dlatego że jestem nieśmiały z powodu moich kompleksów charakteru, ale moją nieśmiałość objawiam poprzez pajacowanie i gadanie. Dużo gadam i nie myślę co. Ale dosyć o tym. Chodzi mi o to o czym myslę i problemie z moją osobowścią. Ciągle sobie znajduje problemy polegające na tym "ci mnie obgadują, ci mnie nie lubią, co zrobić aby ta mnie polubiła, jak postępować by w klasie mnie lubili ludzie", bez przeerwy, lub też jak mam się zachowywać, żeby być fajny gość. Tak jakbym miał jeden wielki kompleks na swoim punkcie, chciał być taki sam jak inni. NIe widzę na przykład tego, że mógłbym się podobać dziewczynie bo jestem inny, miły i inteligenty, ale też zabawny i rozrywkowy. Ja w tym widzę tylko wady i ciągle mi się wydaje, że z tego powodu jestem nielubiany i wgl. I ciągle takie myśli głupie i choć sam sobie mogę odpowiedź na wszelkie pytania, to i tak ciągle się czymś zamartwiam. "nie potrafię kogoś rozśmieszyć, ale nie chce być ponurym poważniakiem." i takie tam. Nie umiem pogodzić się z tym jakim jestem ? Nie wiem. A najgorsze jest to, że teraz zupełnie nie wiem jaki jestem. Nie umiem stworzyć swojego wizerunku, bo mam mentlik w głowie. Nie wiem o co z tym chodzi, ale życie dało mi porządnego kopa a ja nie potrafię sobie poukładać tego wszystkiego do kupy. Dziękuje za uwagę. Heh przepraszam, ale większość tekstu u góry pisałem to co myslałem, nie zastanaiwąłem sie nad tym co piszę i nie zwracałem uwagi na ortografię i stylistykę. Mam nadzije, że ktoś będzie w stanie dać mi chociaż drobną radę lub parę słów motywacji....
Twój umysł to twoja potęga i twoje przekleństwo. Ja w swoim na przestrzeni tych wszystkich lat samotności stworzyłem własny świat, dopracowany już pod wieloma względami, a w świecie tym stworzyłem własnych bohaterów i ich przygody. Przez kilka lat tworzyła mi się w głowie fabuła, o której myślałem i myślę nadal nieustannie, całymi dniami, wieczorami, nawet śnić mi się o tym czasem zdarza. Kiedyś napiszę o tym książkę s-f, jak nauczę się sprawnie operować słowem, by kogokolwiek zaciekawić. Z jednej strony to fantastyczna sprawa, a z drugiej kłopot, bo ten świat, bohaterowie i ich wydarzenia nieustannie są w mojej głowie, ale to mój azyl, ucieczka od rzeczywistości w wymyślony świat. Do tego dochodzą myśli o moim życiu, o tym jak jest popaprane, te ciągłe lęki, obawy, niepokoje, myśli typu: "Boże, jak ja wyglądam, co sobie o mnie pomyślą, czemu ten ktoś na mnie się patrzy, pewnie jestem gdzieś brudny, albo głupio wyglądam tak po prostu" albo często w czasie spotkania z kimś: "no mów coś, powiedz coś ciekawego, zabawnego, nie stój tak, odezwij się, nie bądź gburem ani chamem" i tym podobne. To jest okropne, bo w głębi siebie znam swoją wartość, wiem jaki jestem, że mam wiele zalet, ale kiedy przychodzi co do czego, te myśli gdzieś umykają, a pojawiają się te dołujące, gnębiące mnie, poniżające. To taki automatyczny odruch, za który odpowiedzialny jest strach i czasami nawet jak go nie czuję, te myśli i tak się pojawiają.
Długo nie byłem świadom tego, że to jest poważny problem, a kiedy już (kilka lat temu) sobie to uświadomiłem, to nie wiedziałem jak sobie z tym poradzić. Oprócz FS mam jeszcze lęk przed ciemnością. Z tym drugim udało mi się poradzić całkiem nieźle. Wystarczyło zagłębić się w swój umysł, znaleźć przyczyny lęków i zmienić sposób myślenia. Polega to na tym, by w porę się orientować, kiedy nadchodzą natarczywe myśli i zmieniać je. Idąc korytarzem przez ciemność staram się myśleć o tym, że jestem bezpieczny i udowodnić sobie, że tak faktycznie jest nawet wtedy, kiedy się tak nie czuję. Jak myślenie nie pomaga, to o ile sam w domu jestem, powtarzam to sobie na głos, zaglądałem w różne ciemne zakamarki i sporo myślałem o tym, czego tak naprawdę się boję w tej ciemności, uzmysławiając sobie, że mój umysł to wielki kłamca, bo ja w rzeczywistości tego się nie boję, a nawet się tym fascynuję. Miesiące takich praktyk przyniosły niespodziewane skutki i to ja byłem górą, nie mój umysł. Lęki się zmniejszyły. Nie wiem na jak długo, ale mogę wieczorem pogasić wszystkie światła i nie narobić w gacie ze strachu, więc jest dobrze
Z fobią społeczną idzie mi nieco gorzej, ale na przestrzeni lat zauważyłem minimalne postępy. Zawsze w różnych sytuacjach społecznych staram się łapać na tych przykrych myślach i zmieniać je na pozytywne. Stojąc w autobusie nie myślę już tylko o tym, że wszyscy się na mnie patrzą, bo zauważam, że ja też patrzę się na wszystkich, ale nie oceniam, nie krytykuję nikogo, nie obchodzi mnie, kto jak jest ubrany, jaką ma fryzurę i ogólnie jak wygląda, choćby to nawet był śmierdzący menel. Mam to w nosie, więc skąd wniosek, że inni mnie oceniają? To kłamstwo naszego umysłu, uzależnionego od strachu. To jak narkotyk. Uzależniamy się od tego uczucia, gdy doświadczamy jego nadmiar (często towarzyszyło mi ono w dzieciństwie), a potem nasz umysł zmusza nas do czucia strachu. Ja walkę zacząłem od drobnych nałogów i mniejszych strachów. Rzuciłem palenie po stosownym przygotowaniu psychicznym (miesiąc wmawiania sobie i uświadamiania, że palenie to zło) i udało mi się to zrobić w jeden dzień, za pierwszym razem. Nie palę od roku, a paliłem 7 lat. Unikam jak ognia wszelkich innych nałogów jak alkohol czy narkotyki, nawet jedzenie zacząłem ograniczać i dbać o kondycję. Staram się uwolnić od wszystkiego, dużo medytuję, staram się wyciszać, koncentrować na jakiejś konkretnej rzeczy albo w ogóle wyłączyć myślenie na jakiś czas i czasami udaje mi się to nawet w miejscach publicznych (choć pewnie przypominam wtedy manekina).
Dużo pracy jeszcze przede mną, ale wierzę, że wkroczyłem już na dobrą drogę, która powiedzie mnie wprost do celu
Ostatnio zmieniony przez Dovahkiin Pon 06 Lut, 2012 12:11, w całości zmieniany 2 razy
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Fobia Społeczna - Socjofobia - Fobia Forum - Forum Fobia - Depresja - Zaburzenia Lękowe - forum dyskusyjne na temat fobii społecznej (socjofobii), niesmiałosci, fobii, depresji, zaburzeń lękowych i innych problemów psychologicznych.