Wiem, że pisanie o swoich załamaniach nastroju przynosi wielką ulgę dlatego proponuję temacik, w którym każdy forumowicz będzie mógł napisać o tym, co go w danym dniu zdołowało, zesmuciło, wkurzyło etc.
Wpisujemy tu wszystko co nas aktualnie smuci, boli, dołuje
Ciekawy temat to... zacznę bo mam doła w zasadzie ;/
Ostatnie dni były dla mnie niezbyt miłe, pomijam problemy w szkole bo w sumie jest to akurat moje najmniejsze zmartwienie w tym momencie.
Od kilku dni dołuje mnie fobia... może nic dziwnego, ale wkurzam się na siebie. Zamiast starać się walczyć z fobią to tkwię w tym błędym kole. Zamiast starać się wyjść do ludzi, odpowiedzieć pozytywnie na ich propozycje to ja robię zupełnie na odwrót.
Nie chcę się z nikim spotykać, nie wychodzę z domu. W zasadzie tylko do szkoły i potem z powrotem do domu. Boję się iść na pocztę. Boję się jechać odwiedzić rodzinę. Wszystko mnie przeraża i zamiast z tym walczyć siedzę w domu.
Strasznie mnie to dołuje, moja bezsilność i głupota nie zna granic. Boję się tego co przyniesie kolejny dzień, boję się żyć, boję się, że fobia wygra i to przez moja głupotę i brak chęci do działania.
Ostatnio miałem mega doła. Dziś jest znacznie lepiej, zasługa alkoholu oczywiście Wszystko mnie ostatnio wkurzało, wkurzałem sam siebie, inni mnie wkurzali, moje beznadziejne życie, wszystko, co tylko istnieje... Mam nadzieję, że mi przejdzie
_________________ Do Sztokholmu wpływa prom
Ćpuny cieszą się z daleka
To Polacy wiozą amfę
Już pół miasta na nią czeka
Mam doła bo wszystko chyba wywołuje u mnie doła
A tak na poważnie to chyba myśli o przyszłości a raczej jej braku dla mnie. Jak kiedyś pisałem nie widzę prawie wcale na jedno oko i byłem na komisji o przyznanie grupy.
Tam traktują człowieka nie zaciekawie. Przyznają mi tą grupę okresowo pewnie myślą że nagle zacznę widzieć. Po niedzieli czeka mnie wyjazd do Lublina na zabiegi laserowe na moją twarz. Muszę się przygotować psychicznie na potworny ból.
Kurcze boję się podjąć pracę a te pieniądze co mam to tracę wszystko na psychiatrów, dermatologów i wyjazdy do nich.
Narzekam tak ale nawet na to mógłbym nie mieć kasy co zdarzało się w przeszłości.
U mnie doły to skomplikowana sprawa, ale jej podstawą i głównym elementem zapłonowym jest wizja samotności. Mówcie co chcecie, że wielka miłość to nie wszystko, ale ja czuję, że owa druga połówka uratowała by mi teraz życie, ja to czuję. Miałbym się dla kogo starać, odzyskałbym poczucie siebie, że jestem coś wart a może nawet w końcu uwolniłbym się od tego odczucia, czy jak to nazwać, że ktoś taki jak ja nie może się spodobać dziewczynie ( chodzi tu głównie o wygląd ). Niby niczego mi nie brakuje, ludzie mówią, że jestem nawet przystojny, czasem sam patrząc w lustro myślę sobie, że nie jest tak źle a jednak to trwa sekundę i zaraz wszystko wraca i to mam nie tak, to powinno być tak a jest tak, czemu mam to w ten sposób, nie spodobam się nikomu, ktoś taki jak ja nie może być fajny ani fizycznie pociągający, dokładnie mam tego typu myśli:( To wszystko jak łatwo się domyślić wprowadza mnie w doła a dalej to już tylko kwestia czasu do podłamania się. Zaczynam się znowu śpieszyć ze wszystkim, chcę wszystko przeskoczyć i zrobić olbrzymi krok do "normalności" a w głebi ducha wiem, że to nie możliwe i to wszystko powoduje u mnie agresję, smutek, obarczanie winą innych ( w duże stopniu słuszne moim zdaniem )
_________________ "Żyjesz więcej w ciągu pięciu minut przy całkowicie otwartej przepustnicy niż niektórzy w ciągu całego życia"
Mnie dołuje to, że nie wiem, co chcę w życiu robić i boję się podjąć pracę. Już czas składać papiery na studia, a ja nie wiem, czy studiować ten sam kierunek, z którego zrobiłam licencjat czy coś innego. W zasadzie ani mój poprzedni kierunek ani jego alternatywy mnie nie bardzo interesują... Poza tym nie pracuję, boję się szukać pracy i w ogóle wszystkiego. Dzisiaj rano długo o tym myślałam i w końcu strasznie rozbolał mnie brzuch
_________________ "...Everything Happens For A Reason..."
Locke (Lost)
Chyba jestem bardzo podobny do Rexa. U mnie doły to skomplikowana sprawa, ale jej podstawą i głównym elementem zapłonowym jest wizja samotności. Mówcie co chcecie, że wielka miłość to nie wszystko, ale ja czuję, że owa druga połówka uratowała by mi teraz życie, ja to czuję. Miałbym się dla kogo starać, odzyskałbym poczucie siebie, że jestem coś wart a może nawet w końcu uwolniłbym się od tego odczucia, czy jak to nazwać, że ktoś taki jak ja nie może się spodobać dziewczynie ( chodzi tu głównie o wygląd ). Niby niczego mi nie brakuje, ludzie mówią, że jestem nawet przystojny, czasem sam patrząc w lustro myślę sobie, że nie jest tak źle a jednak to trwa sekundę i zaraz wszystko wraca i to mam nie tak, to powinno być tak a jest tak, czemu mam to w ten sposób, nie spodobam się nikomu, ktoś taki jak ja nie może być fajny ani fizycznie pociągający, dokładnie mam tego typu myśli:( To wszystko jak łatwo się domyślić wprowadza mnie w doła a dalej to już tylko kwestia czasu do podłamania się. Zaczynam się znowu śpieszyć ze wszystkim, chcę wszystko przeskoczyć i zrobić olbrzymi krok do "normalności" a w głebi ducha wiem, że to nie możliwe i to wszystko powoduje u mnie agresję, smutek, obarczanie winą innych ( w duże stopniu słuszne moim zdaniem )
Czuje dokładnie to samo. Teraz wszyscy dobierają się w pary, pokazują jacy są szczęśliwi. A ja wiem, że nigdy nikt nie będzie chciał ze mną być. W sumie, siedząc sama w domu patrząc przed lustro mówię, że nie jestem taka beznadziejna, że nie jestem taka brzydka, że na pewno ktoś mnie zechce. Jednak... spotykając się ludźmi odczuwam jakbym była od nich gorsza, jakby oni mieli więcej szczęścia w miłości.
Shake, nie będę udawał, że wiem jak rozwiązać ten problem, bo nie wiem:( Chodzę do psychologa, ale naprawdę nie jest takie proste uwierzenie w siebie, zresztą co się dziwić, to wymaga dużej pracy i czasu, ja chodzę z pół roku już do psycho, może mniej, ale to jednak zbyt krótki czas aby pozmieniać w głowie coś co się kształtowało przez wiele, wiele lat, żeby nie powiedzieć, że przez całe moje życie, nie wiem jak można się z tego wyleczyć. Chyba tylko i wyłącznie powoli i jescze raz powoli, kontakty z ludźmi aż w końcu sami uwierzymy, że jesteśmy coś warci, nie mam innego pomysłu.
_________________ "Żyjesz więcej w ciągu pięciu minut przy całkowicie otwartej przepustnicy niż niektórzy w ciągu całego życia"
Dołuje mnie moja niedojrzałość emocjonalna . Mimo,że mam te 22 lata w środku czuje się jak jakiś rozwydrzony 14 latek (bez obrazy shake ). Podejrzewam ,że jest tak bo fobia blokowała mnie przez tyle lat i nie zdołałem dorosnąć ;/
Shake, nie będę udawał, że wiem jak rozwiązać ten problem, bo nie wiem:( Chodzę do psychologa, ale naprawdę nie jest takie proste uwierzenie w siebie, zresztą co się dziwić, to wymaga dużej pracy i czasu, ja chodzę z pół roku już do psycho, może mniej, ale to jednak zbyt krótki czas aby pozmieniać w głowie coś co się kształtowało przez wiele, wiele lat, żeby nie powiedzieć, że przez całe moje życie, nie wiem jak można się z tego wyleczyć. Chyba tylko i wyłącznie powoli i jescze raz powoli, kontakty z ludźmi aż w końcu sami uwierzymy, że jesteśmy coś warci, nie mam innego pomysłu.
cóż... nie ma to lekarstwa, jedynie jak napisałeś kontakty z ludźmi mogą coś dać. Nie mam fobii społecznej, (może jestem trochę za mało nieśmiała przy obcych mi ludziach) ale i tak mam spaczoną psychikę: niewiara w siebie, niska samoocena.
cbr600 napisał/a:
Dołuje mnie moja niedojrzałość emocjonalna . Mimo,że mam te 22 lata w środku czuje się jak jakiś rozwydrzony 14 latek (bez obrazy shake ). Podejrzewam ,że jest tak bo fobia blokowała mnie przez tyle lat i nie zdołałem dorosnąć ;/
Doła wywołują u mnie myśli o samotności. Perspektywa braku zmiany tegoż stanu samotności właśnie, sprawia, że czuję się naprawdę źle i w ogromnym smutku.
Żeby było śmieszniej mnie smuci to że mógłbym z kimś być, że jest ktoś, ktoś bardzo interesujący... natomiast ja chyba nie chce, nie potrafię. Tak mi jest dobrze...
Wszystko mi się wali na łeb, tylko ten jeden Anioł przy mnie trwa cały czas.
_________________ 'Samotna jak wilk żyjący w stadzie' - teraz szczęśliwa jak Wilczyca żyjąca z ukochanym Wilkiem
"Człowiek jest z natury istotą społeczną, kto zaś nie potrafi żyć w społeczności albo wcale jej nie potrzebuje (...) albo jest bestią albo bogiem" - Arystoteles
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Fobia Społeczna - Socjofobia - Fobia Forum - Forum Fobia - Depresja - Zaburzenia Lękowe - forum dyskusyjne na temat fobii społecznej (socjofobii), niesmiałosci, fobii, depresji, zaburzeń lękowych i innych problemów psychologicznych.