Wysłany: Sob 17 Sty, 2009 22:26 Zwariuję przez samotność
Jestem sam. Mam rodzinę, ale nie czuję żadnej bliskości. Potrzebuję drugiej osoby jak powietrza. Duszę się w swoim własnym umyśle, który zaczyna coraz bardziej szaleć. Ile można tak żyć mając do tego słabą i skrzywdzoną psychikę? Ja już długo nie pociągnę, albo znajdę sobie kogoś bliskiego (najlepiej dziewczynę, którą pokocham z wzajemnością), co raczej mało prawdopodobne, albo oszaleję do reszty i skończę skuty pasami w szpitalnej izolatce jako "niebezpieczny dla siebie i otoczenia obiekt".
Albo przeniosę się na zieloną trawkę...
_________________ Do Sztokholmu wpływa prom
Ćpuny cieszą się z daleka
To Polacy wiozą amfę
Już pół miasta na nią czeka
Hmm... samotność potrafi być uciążliwa, koszmarna i niszcząca ale ma to do siebie, że można ją zwalczyć czego Ci życzę z całego serca.
Na pewno uda Ci się kogoś znaleźć - rozejrzyj się wokoło może gdzieś tam czai się jakaś istotka. Głowa do góry. Powodzenia .
Ano, ważne by się nie poddawać. Chyba, że naprawdę masz podstawy by sądzić, że zainteresowanie jej Twoją osobą za żadne skarby nie wzrośnie. Masz? A z piwem możesz być jednocześnie ożeniony, nie martw się.
_________________ "Udajemy tylko,że rozumiemy moce, które nami rządzą" (W.H. Auden)
Samotność? Jedyna rzecz ktorej mnie potrafie sobie wyborazić w moim przyszłym życiu.
Juz teraz sie przez samotnosc dusze, jest mi źle, czuje sie po prostu obcy - nawet we wlasnym domu
Tak bardzo chce dziewczyne, tylko ostatnio sie zastanawiam czy to rozwiaze problem.
Raczej nie i zaczynam po prostu wychodzić do ludzi, spotykać się. Od tego wlasnie trzeba zaczać jesli do tej pory nasze życie towarzyskie było zero lub prawie zerowe.
Rozumiem Cie Antyk. Też czuje się strasznie przygnieciony przez samotnośc. Najgorsze że jest to samotnośc bez widoków na poprawe. Starałem się coś zmienic. Myślałem że na studiach mi się uda ale niestety.
Wiesz. To, ze bedziesz mial dziewczyne niekoniecznie ci pomoze. Ja sie cuzlem smutny nawet gdy bylem z dziewczyna, ktora mnie autentycznie kochala i powtarzala mi to przynajmniej raz dziennie. Tu nie chodzi o ludzi, ktorzy nas otaczaja ale o nas samych. My sami blokujemy w jakis sposob energie, ktora moglaby sie przez innych dostawac do naszego wnetrza. Porabana sprawa i dlatego trzea samemu wlaczyc, bo wplyw innych jest ograniczony.
aidan
Dołączył: 05 Lut 2009 Posty: 14 Skąd: Warszawa
Wysłany: Sob 14 Lut, 2009 22:28
Moim zdanie zsasz bycie smutnym, uczucie samotności to dwie inne rzeczy. Oczywiście można być smutnym gdy masz dziewczynę, kasę i w ogóle super życie. Tylko to już bardziej kwestia charakteru, pozatym jak masz bliską osobę, zawsze możesz mieć nadzieję, że ktoś wyciągnie cię z tego dołka.
Samotność, to już trochę gorsza sprawa, wiem bo sam przez to teraz przechodzę...
Częściowo jednak muszę się z tobą zgodzić, wile tak na prawdę zależy od nas samych. Trzeba zacząć od zmiany w sobie, bo to przez fobię zazwyczaj alienujemy się od ludzi, czasami nie dopuszczamy do siebie osób, którym może zależeć na nas.
Tak. Ja sie odcialem od znajomych i ich stracilem. Od dziewczyny sie n wsszytkie sposoby staralem odpedzic i w koncu samospelniajaca sie przepowiednia porazki sie spelnila przez moje zachowanie. Co do dolkow lekkich, to faktycznie druga osoba moze wyciagnac z takowych, ale z wielkiego dolu jakim jest ciezka depresja trzeba sie wygrzebywac miesiacami, ludzie pomagaja, ale trzeba glownie walczyc samemu.
Wiesz ja też czuję się samotna. Chociaż miałam już chłopaka z którym byłam dwa lata, tylko wtedy jeszcze nie można było powiedzieć u mnie o fobii.. a teraz gdy nie dość, że ma się tą fobię, to jeszcze człowiek nie potrafi znaleźć sobie jakiejś bliskiej osoby..oczywiście oprócz rodziny z, którą przynajmniej ja czuję się swobodnie..ale ile czasu można liczyć na rodzinę !?
W mojej głowie trwa wojna. Doświadczenie życiowe (oczywiście tylko jego negatywna część ) oraz, hmm, nazwijmy to zdrowym rozsądkiem podpowiadają mi, żebym trzymał się z dala od ludzi, bo znowu któryś z nich mnie wykorzysta, zniszczy i zostawi samemu sobie. Po przeciwnej stronie stoi coś, czego nie potrafię nazwać. To chce z kimś być, bawić się, spędzać czas etc. I tak się tłuką między sobą wpływając na mój nastrój i to, co robię. Ciekawe co ostatecznie wygra? Opcja pierwsza zdaje się dominować i wygrywać kolejne bitwy...
_________________ Do Sztokholmu wpływa prom
Ćpuny cieszą się z daleka
To Polacy wiozą amfę
Już pół miasta na nią czeka
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Fobia Społeczna - Socjofobia - Fobia Forum - Forum Fobia - Depresja - Zaburzenia Lękowe - forum dyskusyjne na temat fobii społecznej (socjofobii), niesmiałosci, fobii, depresji, zaburzeń lękowych i innych problemów psychologicznych.