Otóż w moim przypadku samotność polega na tym, że w swoim zyciu zmarnowałem tysiące okazji na znajomości..i to całkiem dobre. Pomijam przypadki osób, które nie pasowały mi charakterem lub jakimiś cechami. Mam coś takiego, że nie jestem zadowolony ze swojego życia, swojej przeszłości, terazniejszosci. Nie mam planow na przyszłość, żadnej perspektywy i wizji tego, co chciałbym robić. Uważam się przez to za osobę mało atrakcyjną społecznie, dziwną, nudą i w ogole za totalnego buraka.
Nie mam przyjaciół. Jedynie nieliczne osoby na gg (dobre i to). Z jedną koleżanką nawet przez telefon rozmawiam czasami, ale ostatnio na nią również zaczynam się zamykać. Wstydze się sam siebie, tego kim jestem..a myślę często, że jestem nikim, skoro w wieku 26 lat nic nie osiągnąłem. Jestem na lodzie, a jeszcze mój ojciec ostatnio ciągle mi to powtarza, ciągle wypomina jak wiele szans zaprzepaściłem w swoim życiu. W sumie ma racje, ale ja sie jeszcze bardziej tym dołuje.
Brak mi sił, brak pomysłów na dalsze życie. Czuję sie z tym wszystkim sam.
Sorry za to przynudzanie i marudzący ton, ale musiałem sie wypisać.
Mysle ze duzo osob na tym forum jest w identycznej sytuacji.
Ja aktualnie nie mam zadnego przyjaciela, tylko kilku znajomych z ktorymi nawet nie lubie sie widywac. Calymi dniami siedze przed komputerem i wytracam czas. Jedynym odskokiem od tego wszystkiego sa studia, ale nie wiem co bede robil jak je skoncze, chyba zgnije przed kompem albo zdechne z nudow.
Ehh chcial bym zyc w czasach kiedy nie bylo spoleczenstwa, wystarczylo zabic mamuta i kazdy byl szczesliwy
A co do pracy to mogl bys probowac zarabiac przez internet: aukcje, tworzenie stron internetowych, grafika. Dla fobika to idealny zawod
Ja jestem sam i nie mam kolegów, bo jestem nudny, rozmowa ze mną delikatnie mówiąc się nie klei, nikt mi tego nie mówi wprost, ale widzę reakcje moich rozmówców, chciałbym to zmienić, ale chyba nie umiem.
Jestem w tym samym miejscu co Mechatronik. Ze mną rozmowa polega na trzymaniu się sztywnych ram.. Jak już nie mam co powiedzieć to milczę, jeśli jednak nie milczę to zwykle piszę głupoty, które źle się kończą, tym samym robiąc z siebie idiotę. Tak więc rozmowa ze mną to jedne wielkie nudy, po prostu nie umiem rozmawiać, cieszyć się, rozmowa wcale się nie klei a jak się klei to na siłę.
Jestem w tym samym miejscu co Mechatronik. Ze mną rozmowa polega na trzymaniu się sztywnych ram.. Jak już nie mam co powiedzieć to milczę, jeśli jednak nie milczę to zwykle piszę głupoty, które źle się kończą, tym samym robiąc z siebie idiotę. Tak więc rozmowa ze mną to jedne wielkie nudy, po prostu nie umiem rozmawiać, cieszyć się, rozmowa wcale się nie klei a jak się klei to na siłę.
no dokładnie jakbym czytała o sobie...tez nie wiem co mam mówić....szczególnie z nowo poznaną osobą rozmowa się nie klei ja się stresuje wpadam w panikę, ze sobie pomyśli cos o mnie i sie zamykam...eh masakra. Czuje ze nudzę swoich odbiorców wiec wolę siedzieć cicho. Moje życie jest nudne i nie mam ciekawych przeżyć...nigdy nie jeździłam na żadne kolonie ani nic...taka aspołeczna jestem
Jestem w tym samym miejscu co Mechatronik. Ze mną rozmowa polega na trzymaniu się sztywnych ram.. Jak już nie mam co powiedzieć to milczę, jeśli jednak nie milczę to zwykle piszę głupoty, które źle się kończą, tym samym robiąc z siebie idiotę. Tak więc rozmowa ze mną to jedne wielkie nudy, po prostu nie umiem rozmawiać, cieszyć się, rozmowa wcale się nie klei a jak się klei to na siłę.
no dokładnie jakbym czytała o sobie...tez nie wiem co mam mówić....szczególnie z nowo poznaną osobą rozmowa się nie klei ja się stresuje wpadam w panikę, ze sobie pomyśli cos o mnie i sie zamykam...eh masakra. Czuje ze nudzę swoich odbiorców wiec wolę siedzieć cicho. Moje życie jest nudne i nie mam ciekawych przeżyć...nigdy nie jeździłam na żadne kolonie ani nic...taka aspołeczna jestem
Podobnie jak wy. Gdyby nie ta pustka w głowie
Ostatnio zmieniony przez damiano Nie 20 Mar, 2011 15:48, w całości zmieniany 1 raz
Teraz jest tak, ze nawet nie chce mi sie odzywac do ludzi (tych ze szkoly) u nich i tak juz jestem "spalony". Tez jestem nudny(!) nie umiem rozmawiac ludzmi, nie mam o czym...
zalosne
A ja bym nie chciała mieszkać zupełnie sama, mogłabym mieszkać z jedną osobą, ale wtedy znów za bardzo bym się przywiązała do tej osoby, najlepiej wybrać kilkuosobową stancję w moim przypadku. Albo z jedną osobą, ale tylko nastawiając się na związek, bo w przyjaźni moje skupienie się tylko na jednej osobie nie działa dobrze.e... Na razie jestem swobodnie samotna nie czuję że mnie to mocno uwiera, ale dobrowolna samotność nie jest dobra.
W gorszych okresach mam tak samo jak wy. Trwa to czasem tygodniami... to nie jest chyba jednak samotność dobrowolna, bo czuję że to moja psychika zmusza mnie do niej, a prawdziwy ja wcale tego nie chce...
Na szczęście trafiają się i lepsze okresy, kiedy w miarę dobrze czuję się wśród ludzi. Odczuwam to jakbym na krótki czas stawał się innym człowiekiem. Fantastyczne uczucie, warto o to walczyć
_________________ Do you not cross the border line
Between good and evil?
You got to find your own state of mind
You’re reaching out for another world
A place where dreams come true
A place to create, a mental atmosphere [Cosmic Gate - Mental Atmosphere]
Ostatnio zmieniony przez drevash Pon 21 Mar, 2011 10:33, w całości zmieniany 1 raz
Ja sie poddaje i wybieram samotnosc, musze tylko jeszcze pare spraw zalatwic.
_________________ Wiesz, że miało być inaczej mimo to nic się nie zmienia
(To ta ziemia każe nam mieć marzenia)
Mieliśmy chłonąć to, o co walczyły pokolenia
Stojąc naprzeciwko świata miała nie łapać nas trema
hm... myślę,ze to też kwestia terminologii. Ja uważam,ze samotność jest czymś dobrym. "Chwilowa" samotność pozwala na rozwój osobisty, na odpoczynek, na pozbieranie mysli, na hobby itp.... Gorzej jeśli dotyka nas osamotnienie Bo to znaczy,ze jesteśmy sami choć wcale tego nie chcemy. To bardzo smutne i bolesne przeżycie. Osamotnienie, moim zdaniem, działa bardzo destrukcyjnie na ludzi.
Nie boję się samotności, przyzwyczaiłem się ,tyle lat ,całe życie. Nie chcę zmian, wszystko jest poukładane, tylko czasem rozbija ten pożądek myśl o rodzinie, dotyku kochanej kobiety (jedność - te sprawy). Ze statystyk 50% związków się rozpada, więc po co się ranić, chociaż
bycie razem pomaga w fobii, ale chyba strach przed zranieniem, przed porażką jest większy.
Porażka pokazuje nam że jesteśmy gorsi, więc po co ryzykować i dołować się znowu.
Ostatnio zmieniony przez klasyk Nie 10 Lip, 2011 22:59, w całości zmieniany 1 raz
Już z 3 lata, zdążyłem przywyknąć do tego stanu...dobrze że jeszcze rodzinę mam...tyle że mieszkam z dziadkami... raczej to wygląda tak że ja siedzę w moim pokoju a oni w swoim no ale cóż...
Ostatnio zmieniony przez Keniger Pon 11 Lip, 2011 18:39, w całości zmieniany 1 raz
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Fobia Społeczna - Socjofobia - Fobia Forum - Forum Fobia - Depresja - Zaburzenia Lękowe - forum dyskusyjne na temat fobii społecznej (socjofobii), niesmiałosci, fobii, depresji, zaburzeń lękowych i innych problemów psychologicznych.