Ja chyba od zawsze odczuwam samotność, taką duchową, bo fizycznie jeżeli jestem samotna to tylko na własne życzenie, w końcu ma się rodzinę itd więc nie ma mowy o tej fizycznej samotności... chociaż nie powiem chciałabym być tak całkiem sama, zawsze lubiłam te momenty kiedy zostawałam sama w domu, ja w ogóle mam wrażenie, że dopiero wtedy swobodnie oddycham kiedy jestem sama, przy ludziach się duszę.
"Taki samolub" - jak to określają moi rodzice. Może mają racje.
Nie boję sie samotności w takim pojęciu w jakim postrzega ją większość ludzi, czyli jako "przebywanie/życie samemu". Niektórych sama myśl o tym przeraża. Ja boję się czegoś innego - "samotności wśród ludzi", tzn. takich sytuacji gdzie jestem wśród ludzi, niby z nimi przebywam a nie mam się do kogo odezwać, czuję się wyobcowana, pomijana, zupełnie nie wiem jak mam się zachować W tej sytuacji na prawde wolałabym być jedynym człowiekiem na kilometr kwadratowy, nie widzieć żadnej ludzkiej twarzy niż przeżywać coś takiego.
Jeżeli chodzi o potrzebę przyjaźni to różnie bywa, zależy od chwili, nastroju. Generalnie myślę, że wcale nie powinnam dążyć do bliskości z innymi, że powinnam zostać w tym swoim samotnym świecie do którego pasuję. Ponadto takie zbliżanie powoduje u mnie rozchybotanie emocjonalne, natłok myśli z którymi nie mogę sobie poradzić. Lepiej jest wymrozić uczucia, zdystansować się do wszystkiego, stać się opanowaną do granic możliwości, taki zimny cyborg troche. Może wielu z was pomyśli, że to głupie, ale analizując siebie, wszystkie 'za' i 'przeciw' stwierdzam, że tak będzie lepiej. Bliskości się boję, za duże ryzyko utraty panowania nad sobą, a ja nie lubię ryzykować.
Czasem tylko, czuję taki straszliwy głód obcowania z drugim człowiekiem, ale nie 'pierwszym lepszym', z takim kimś podobnym do mnie, nie lubię tego stanu bo nie umiem na niego nic zaradzić. Taki błąd systemu, z którym sobie nie radzę, a który należałoby wyeliminować, tylko coś opornie idzie. Ciekawe czy człowiek jest w stanie rzeczywiście zamienić się w taką zimną bestie, czy to tylko mrzonki...?
_________________ Lodowiec napiera na kredens,
przez łóżko pustynny dmie wiatr.
Rysa na dnie filiżanki
to ścieżka na tamten świat.
Nie ma w tym nic samolubnego .. Patrząc, jak ludziom dookoła doskwiera poczucie braku drugiej osoby obok, tego jak bardzo starają się przynależeć do większej grupy osób, byle tylko nie uchodzić za dziwaka/samotnika.. można powiedzieć, że umiejętność zdystansowania się do tego, akceptacja [oczywiście na pewnym poziomie] siebie jako, takiego zrównoważonego samotnika..jest błogosławieństwem. Co innego jeśli ten stan komuś przeszkadza..wówczas trzeba by nad tym pracować.
Ja z jednej strony lubię kontakt z ludźmi [oczywiście jest określona grupa ludzi, z którymi ten kontak mi przychodzi łatwiej], z drugiej strony lubię nad tym panować.. tzn sam wyznaczam sobie z kim i ile czasu trwa komunikacja/kontakt, że tak to ujmę. Po dłuższym czasie czuje się po prostu zmęczony [zapewne tym, że za dużo staram się wówczas analizować siebie, sam przebieg komunikacji]..i chcę wrócic do mojego sprawdzonego, bezpiecznego trybu życia.. gdzie nie przeszkadza mi przebywanie samotnie.
Z perspektywy czasu, mogę śmiało stwierdzić, że poczucie samotności jakie do tej pory zdarzało mi się odczuwać, wynikało z mojego zachowania..tzn. tego, że nie próbowałem się przełamać..i tkwiąc w swoim ekscentrycznym zachowaniu, budowałem barierę między mną a ludźmi, z którymi mogłem nawiązać kontakt. Z jednej strony odczuwałem potrzebę wspólnoty, a jednak sie tego obawiałem. Co prawda dalej twierdzę, że trzeba, że warto rozwijać swoje prawdziwe "ja" [nawet jeśli jest trochę ekscentryczne], ale nie zaszkodzi zaryzykować - "robiąc krok ku drugiemu człowiekowi".
Hmm.. narazię próbuję siebie sam zrozumieć, czego tak naprawdę chcę
Dołączyła: 16 Lis 2008 Posty: 172 Skąd: z foliowego worka
Wysłany: Nie 16 Lis, 2008 10:17
nawet kiedy jestem w tłumie, co rzadko sie na szczęście zdarza, to i tak czuję się samotna i zagubiona, bezradna i bez perspektyw, taka samotność wśród ludzi jest najgorsza, i najgorsze że to po mnie widać, bo zachowuję się wówczas jak spłoszone zwierzę. Pocę sie w dodatku jakby temperatura na dworze wynosiła co najmniej 40 stopni;/
_________________ "Piekło od czyśćca różni się tylko brakiem drzwi wyjściowych."
Nie , nie czuje się samotna . Z natury jestem człowiekiem który trzyma się bardziej "obok".
Były chwile kiedy jęczałam , jak to nie mam do kogo gęby otworzyć ale teraz nie sprawia mi to większej różnicy . Normalka i tyle...
Można być z natury samotnikiem, ale niekoniecznie samotnym.. i odwrotnie.
A propo "samotności wśród ludzi" to jak najbardziej to rozumiem, a nawet miałbym podręczny przykład takiego zjawiska, ale nie będę się tu rozwodził.. generalnie samotność przybiera różne oblicza, i zazwyczaj ta samotność w osamotnieniu jest lżejsza do przetrwania, niż tak w tłumie.
Gdyby ktoś chciał przeczytać naprawdę fajną książkę o samotności to mogę Wam polecić "Wirus samotności" autorstwa Wojciecha Kuczyńskiego. Książka wydana była przez wyd. Pruszyński i S-ka ale roku wydania nie pamiętam albo 2005 albo 2006.
W tej książce możecie przeczytać o róznych typach samotników, ich charakterystyce no i oczywiście sposobach wychodzenia z samotności. Generalnie książka jest fajnie napisana i dobrze się ją czyta. Gdyby ktoś chciał się więcej dowiedzieć o swojej samotności to warto przeczytać. Polecam .
Witam
Według mnie poczucie osamotnienia w końcu dopadnie każdego, kto dopuścił się samotności i izolacji. Ja przez długi czas żyłam samotnie, ograniczając kontakty do minimum i było mi z tym wręcz wygodnie. Nienarażanie się na ewentualna krytykę, brak przymusu do podążania za tłumem, taki własny bezpieczny świat. Ale na dłuższą metę jest to nie do wytrzymania. Kiedy w końcu zapragnie się bliskości lub chociażby szczerej rozmowy okazuje się, że nie ma się do kogo zwrócić. Ja właśnie jestem w takim punkcie Mam już dość takiego wyizolowanego życia ale…niestety bardzo trudno z tego wyjść. A wyjść oczywiście na tyle, na ile jest to potrzebne, według indywidualnych potrzeb, nie nęci mnie życie rozkrzyczanego ekstrawertyka Chodzi po prostu o to, aby nie bać się ludzi, bo przynajmniej niektórzy mogą okazać się całkiem przyjaźni (tak myślę). Nie wiem jak inne osoby odcinające się od świata, ale ja już teraz wiem, że nie jestem samowystarczalna i w tej bajce o „człowieku, jako zwierzęciu stadnym” musi coś być
Pozdrawiam
_________________ I'm a million miles away,
I'm sailing like a driftwood,
On a windy bay.
Fakt.. jeśli ciągle uciekasz od innych, tworzysz między wami barierę, budując przy tym swój indywidualny, samowystarczalny świat.. to musisz sie liczyć z konsekwencjami.. z tym, że nawet najbardziej przyjazna dłoń.. nie będzie wiecznie do Ciebie wyciągnięta, oczekując, że przestaniesz ją odtrącać.
Ja bardzo odczuwam samotność:( Kiedyś jak byłem młodszy to mniej a teraz jest to coraz silniejsze, niestety tak się stało, że przez ten strach, nie mam w realu znajomych:(
Mnie najbardziej boli ten paradoks że jak już jestem wśród ludzi albo z kimś gadam to chce jak najszybciej uciec, a jak jestem już sam w domu to tak k strasznie doskwiera mi samotnośc
Samotność zaczęła mi doskwierać, gdy ludzie, których dopuściłam do siebie, są jakieś 300 km ode mnie
Jakiś czas temu podłamałam się i nieznacznie udało mi się wybić.
Brakuję mi kogoś do pogadania, tak od serca, ale... Wyrzucić z siebie wszystkie bóle i upić się potem na wesoło - tak bardzo lubię się śmiać - ale to info tylko miedzy mani
Lubię, gdy coś się dzieje, a nie mam z kim poszaleć;P
_________________ Co robisz?
-Nic.
–Niezłe zajęcie.
-Niezłe... ale jaka konkurencja...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Fobia Społeczna - Socjofobia - Fobia Forum - Forum Fobia - Depresja - Zaburzenia Lękowe - forum dyskusyjne na temat fobii społecznej (socjofobii), niesmiałosci, fobii, depresji, zaburzeń lękowych i innych problemów psychologicznych.