ja myślę, że samotny może być szczęśliwy pod warunkiem że ma nadzieję. ma nadzieję, że kiedyś spotka pokrewną duszę. i uważa to za stan przejściowy, chociaż ten stan może trwać i wiele lat...
Wszystko jest dobre, ale w miarę. Człowiek jest istotą społeczną, tak czy inaczej potrzebujemy innych ludzi, więc moim zdaniem totalna samotność jest czymś w rodzaju patologii. Nigdy nie uwierzę, że ktoś naprawdę lubi swoją samotność, to przecież musi być jakiś masochizm - kochać swojego tyrana. Przyzwyczaić się? Chyba tak. Ale lubić? Czuć się szczęśliwym? Myślę, że każdy samotny człowiek w rzeczywistości bardzo cierpi, lecz nie każdy potrafi się do tego przyznać. Najpierw przed sobą.
Człowiek samotny może być szczęśliwy. Pod warunkiem, że nie jest zakochany.
Pod warunkiem, że naturalnie ma małe potrzeby kontaktów społecznych.
Wtedy może się cieszyć choćby z 'małych rzeczy'.
Ale jednak nie będzie nigdy tak szczęśliwy jak człowiek nie-samotny
_________________ Tralalala, jutro będzie piękny dzień
Trolololo, myśl pozytywnie, hłe hłe
To zależy od charakteru. Niektórzy po prostu nie lubią towarzystwa innych ludzi i czują się szczęśliwi spędzając czas samemu, wtedy nie jest dla nich problemem np. Fobia społeczna. Co innego gdy człowiek z charakteru jest towarzyski i potrzebuje kontaktu z innymi ale uniemożliwia mu to nasza przypadłość. Wtedy się z tym męczy, jak ja
_________________ It doesn't make a difference if you're right or wrong; you just have to make a decision.
Ja ostatnio jestem dość samotny i ten stan się coraz pogłębia, jedyny kontakt ludźmi to kontakty z rodzicami, ewentualnie ze sprzedawcą. Nigdy nie byłem jakiś towarzyski, taką już mam naturę i raczej się próbuje do tego przyzwyczaić i się z tym pogodzić niż to zmieniać. Jak to mówią nic na siłę.
Dołączył: 25 Mar 2012 Posty: 100 Skąd: Pojezierze Krajeńskie
Wysłany: Nie 29 Kwi, 2012 15:15
VV napisał/a:
Niektórzy po prostu nie lubią towarzystwa innych ludzi i czują się szczęśliwi spędzając czas samemu
Tak mi się kiedyś wydawało, ale w moim przypadku to było okłamywanie samego siebie. Tak byłem wychowany, że miałem mało kontaktów z rówieśnikami, więc jakoś się przyzwyczaiłem do życia bez ludzi. Dzisiaj jednak nie wyobrażam sobie życia samotnie, to byłoby strasznie nuuudne. Zawsze czymś mnie zaskoczą, a co innego mogłoby mną tak miotać na lewo i prawo jak nie inne ludki. Najgorszym koszmarem dla mnie byłoby znanie myśli innych ludzi. Jak w tym filmie "Czego pragną kobiety" z Melem Gibsonem.
Dobra, wg. mnie, nie. Kiedyś pisałem inaczej, ale to bujda.
Nie można być tak szczęśliwym samotnie, jak wśród ludzi. Po prostu człowiek to istota, która potrzebuje kontaktów z innymi istotami, bo powoli 'wymiera'.
Sam mam niekiedy uczucie jakby duszenia się, jak siedzę sam, a chciałbym z kimś pogadać. Najgorzej jest latem, jak słychać w w nocy ludzi, ogniska, grille, spać nie idzie bo gorąco i ta męka samotności.
Oczywiście, że nie można na dłuższą metę. Człowiek to istota społeczna, potrzebujemy innych do normalnego funcjonowania. Mam wrażenie, że większość podchodzi na początku do samotności w stylu, ha nie potrzebuję nikogo, tak dobrze sobie radzę, przecież jestem radosny. Tylko, że to jest początek po pewnym czasie każdego dopada ona z pełną mocą i nie ma już gdzie uciec, albo w depresję albo do ludzi. Przynajmniej ja tak mam, oszukiwanie nie pomaga na dłuższą metę.
Oczywiście, że nie można na dłuższą metę. Człowiek to istota społeczna, potrzebujemy innych do normalnego funcjonowania. Mam wrażenie, że większość podchodzi na początku do samotności w stylu, ha nie potrzebuję nikogo, tak dobrze sobie radzę, przecież jestem radosny. Tylko, że to jest początek po pewnym czasie każdego dopada ona z pełną mocą i nie ma już gdzie uciec, albo w depresję albo do ludzi. Przynajmniej ja tak mam, oszukiwanie nie pomaga na dłuższą metę.
Jako jedynaczka i osoba z jednym rodzicem - do samotności można sie przyzwyczaić. Są plusy, bo nie trzeba w dzieciństwie się dzielić słodyczami, jeśli sie je dostanie. Zawsze wszystko bylo dla mnie i tylko dla mnie. I wcale przez to nie zatraciłam tej umięjętności dzielenia się z kims, spokojnie.:)
Natomiast - oczywiście, że łaknie się drugiego człowieka, ale do spania we dwoje, to chyba się nigdy nie przyzwyczaję..
_________________ F E A R
niebieska123
Dołączyła: 01 Mar 2012 Posty: 102 Skąd: małopolska
Wysłany: Nie 06 Maj, 2012 13:59
uważam że nikt tak w 100 procentach nie czuje sie dobrze będąc zupełnie sam, czy fobik, czy introwertyk czy pustelnik.Jeżeli dochodzi do takiej sytuacji izolacji to zawsze coś jest tego powodem ..Jest to jakieś antidotum , wybór ..ale bardzo kontrolowany.Uciekamy w samotność jednocześnie bojąc sie jej jak niczego na świecie.
Człowiek samotny nie może być szczęśliwy, ale może czuć się lepiej w samotności niż wśród ludzi ...
Sam co raz częściej myślę o tym żeby uciec, żeby się odciąć od wszystkich i wszystkiego, tym bardziej że co raz częściej irytują mnie pewne osoby ...
Jest taka piosenka Grubsona - Właściwy kurs, a jej fragment to:
Już sam nie wiem jak to ma być,
Bez was nie mogę, a z wami nie umiem żyć,
(I co) niby mam teraz zrobić ...?
Już sam nie wiem jak to ma być,
Wszystko się kiedyś zaczyna i kończy ...
Nic dodać, nic ująć.
_________________ Od życia każdy ma tyle ile sam sobie weźmie !!
Mam osoby z jakimi łaczy mnie prawdziwa przyjaźń i zaufanie, ale wielokrotnie świadomie rezygnuje z kontaktu by być sam, nawet jeśli mamy się widzieć raz w miesiacu lubie cos wymyślić by nie burzyć ładu swego życia. Nie lubie chaosu, zaskakiwania i nowosci. Jestem bardzo szczęśliwy w soim świecie i nie czuje najmniejszej ochoty kontaktu z innymi większego niż to konieczne (sprawy urzędowe, "dzie dobry" z sąsiadem). Nigdy sie nie nudze, zawsze mam cos do zrobienia. A stwierdzenie że człowiek to istota społeczna mnie irytuje. Tzn zgodze sie ze społeczna jako częśc mechanizmu/systemu, by to funkcjonowało. Nie będe lekarzem, hydraulikiem i architektem w jednych. Potrzeba mi usług innych, tu sie zgodze. Tylk w samotnosci naprawde poznajemy siebie i swoje granice, pozwala ona być na w pełni tym kim jesteśmy.
Ostatnio zmieniony przez Postal Sob 12 Maj, 2012 11:16, w całości zmieniany 1 raz
Postal, póki co funkcjonuję na podobnej zasadzie. Ale nie mam przyjaciół i lubię nowości.
Definicja szczęścia jednostki zależy od ustalenia przez nią samą jego górnej granicy. Będziemy szczęśliwi, jeżeli poziom naszego obecnego samopoczucia nie jest zbyt odległy od właśnie tej granicy. Doświadczając coraz to nowych rzeczy dających nam coraz więcej szczęścia, musimy ponownie doświadczyć czegoś podobnego co jakiś czas inaczej popadniemy w depresję i apatię. W pewnym sensie uzależniamy się od bodźców dających nam szczęście. Tak to widzę.
Moja definicja szczęścia jest pewnie na niskim poziomie i zapewne niejeden zwyczajny człowiek ześwirowałby na moim miejscu. Po prostu za bardzo oddaliłby się od swojej definicji szczęścia
_________________ you're not how much money you've got in the bank. You're not your job. You're not your family, and you're not who you tell yourself. You're not your name. You're not your problems. You're not your age. You are not your hopes
Ostatnio zmieniony przez kirises Sob 12 Maj, 2012 19:26, w całości zmieniany 1 raz
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Fobia Społeczna - Socjofobia - Fobia Forum - Forum Fobia - Depresja - Zaburzenia Lękowe - forum dyskusyjne na temat fobii społecznej (socjofobii), niesmiałosci, fobii, depresji, zaburzeń lękowych i innych problemów psychologicznych.