Witam.
Ostatnio trochę oprzytomniałam i zrobiłam nie lada odkrycie.
Otóż od jakiegoś czasu (stawiam na okres ok. 2 tygodni), nie sposób się ze mną skontaktować, czy spotkać.
Sama z siebie do nikogo nie piszę, nie dzwonię itp.
Telefony ignoruję (wpadam w panikę jak ktoś dzwoni i nie wiem co robić... wiem wiem - wypadałoby po prostu odebrać...), na sms-y odpisuję 24h po ich otrzymaniu, o ile w ogóle, bo zdarza się, że kasuję wiadomości, a potem o tym zapominam.
Odpisuję odmownie, rzecz jasna.
Nie sprawdzam maila.
Nie odpisuję na wiadomości gg.
Nie piszę na forum. Tylko przeglądam.
Jak ktoś pyta co słychać, odpowiadam, że dobrze i kończę temat....
Ciekawa jestem, czy ktoś ma podobne doświadczenia. Piszcie, proszę.
Ostatnio zmieniony przez Tristezza Nie 27 Cze, 2010 18:25, w całości zmieniany 1 raz
Ja często robię sobie jeden dzień bez telefonu- przez 24 h jest wyłączony. Nie dlatego, że boję się go odebrać, po prostu nie mam ochoty z nikim rozmawiać. Nazywam ten stan jednodniową depresją, po czym następnego dnia wychodzę z domu...
Może się tak dzieje, gdy jesteśmy zmęczeni tym wszystkim i po prostu chcemy odpocząć od ludzi?
Pamiętam, że w gimnazjum miałam takie napady, że np. przez kilka godzin prawie z nikim nie rozmawiałam, albo coś mruknęłam, ale to były chyba jakieś początki łapania doła i tego, co później nastąpiło.
Ja często jestem zmęczona moimi znajomymi. Po prostu czasem irytuje mnie to, że mają normalne problemy, są otwarci itp. Zawsze to ja muszę ich wysłuchiwać, pocieszać.
Dołączyła: 25 Kwi 2010 Posty: 8473 Skąd: z Twojej szafy.
Wysłany: Sob 17 Lip, 2010 05:53
Tristezza, poniekąd mam podobnie. takie "ciche dni" zdarzają mi się często (a przynajmniej mi się wydaje, że częściej niż powinny). przychodzą takie okresy, że kontakty z ludźmi w jakiejkolwiek formie stają się dla mnie zbyt męczące, wymagają większego niż zwykle wysiłku. czasem wystarczy bardziej nizinny nastrój jako bodziec do porzucenia wszystkiego i odcięcia się od świata. zdarza się niekiedy, że trwa to kilka/kilkanaście dni, a kiedy indziej i trzy miesiące. w wersji hard wyłączam albo ignoruję telefon, nie sprawdzam poczty, nie używam komunikatora, nie loguję się gdziekolwiek mam styczność z ludźmi (ewentualnie, jeśli już się zaloguję, to pozostaję całkowicie bierna i nie daję się zauważyć), nie dążę do żadnych kontaktów z nimi. egzystuję trochę jakby ich nie było, chociaż często jest tak, że również gdzieś tam podświadomie tęsknię za kontaktami z ludźmi ale mimo wszystko niczego nie robię w kierunku ukojenia tej tęsknoty. w wersji light odczytuję smsy/maile/wiadomości, ale najczęściej nie jestem w stanie na nie odpowiedzieć. odkładam odpisywanie aż poczuję się lepiej, często trwa to tak długo, że w końcu zapominam o tym, że gdzieś kiedyś komuś miałam na coś odpisać. co ciekawe wtedy czasem jestem w stanie na przykład pisać na forum, ale często jedynie tam, gdzie nie zwracam się do konkretnej osoby, bo mnie to przerasta. ewentualnie załapię się na jakąś zdawkową wymianę zdań, ograniczając się do "potakiwań" i krótkich odpowiedzi.
nigdy też nie jestem w stanie przewidzieć, kiedy nastąpi taki kryzys. czasem wydaje mi się, że nie daję rady i jestem przekonana, że lada moment rzucę to wszystko w kąt i zniknę a jednak tego nie robię. innym razem odcinam się zupełnie spontanicznie i bez ostrzeżenia. analogicznie jest z powrotami. a po dłuższym "odwyku" powroty do ludzi są dla mnie bardzo trudne. okazuje się, że niekiedy niemożliwe, więc do pewnych miejsc więcej nie jestem w stanie wrócić.
_________________ Without music, life would be a mistake. Umysł jest jak spadochron. Nie działa, jeśli nie jest otwarty. Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów.
Często mam takie ciche dni, choć trwa to u mnie zazwyczaj 1-2 dni, nie dłużej. Wtedy całkowicie się odłączam od rzeczywistości, i społeczeństwa. Zazwyczaj cały dzień siedzę przed kompem robiąc jakieś bezsensowne rzeczy przy nim.
W takie dni często mam tak że jeżeli ktoś do mnie wyjątkowo napiszę np. na gg to zaczynam się mu żalić, zaczynam mówić jakie to ja mam żałosne życie, jaki sam jestem żałosny. Efekt? Ośmieszam się, robię z siebie większego idiotę niż jestem, a przez to moje masakrycznie niskie samopoczucie spada jeszcze niżej, i jest w okolicach depresji.
Najbardziej w takie dni denerwują mnie rodzice, i ich te głupie tekstu w stylu "Co ci jest?", "Coś się stało?"
Czasem mam im ochotę opowiedzieć "Odwalcie się ode mnie!"
Cytat:
Może się tak dzieje, gdy jesteśmy zmęczeni tym wszystkim i po prostu chcemy odpocząć od ludzi?
Ja mam chyba wręcz przeciwnie. Wydaje mi się że u mnie występuje to właśnie wtedy kiedy chcę pobyć z ludźmi, pogadać z kimś, oderwać się od schematycznego stylu życia, wyjść gdzieś, spotkać się z kimś. Cokolwiek, byle by było to związane z jakąś odmiennością od codzienności.
Ale muszę też przyznać że zdarzają mi się ,,głośne" dni. Wtedy potrawie robić rzeczy o których normalnie tylko mogę marzyć. Rozmawiam dużo, przełamuję się bez większych kłopotów, zachowuję się jak optymista. Szkoda tylko że takie dni mam tylko wtedy kiedy jestem bardzo szczęśliwy, a nie jest to zbyt często. Są to raczej wyjątki od reguły.
Ja tez miewam takie gorsze dni, mam wtedy taka blokade. I tez podobnie nie odpisuje na smsy, a czasem nawet ich nie odczytuje bo wiem, ze ta osoba ktora je wysyla ma ustawione przychodzenie raportow i wie kiedy odczytam... Jezeli ktos dzwoni, nie odbieram. Patrze na dzwoniacy telefon i poprostu to ignoruje. Nie mam sily ani ochoty z nikim rozmawiac. Gdy jestem w szkole i mam taki gorszy dzien, potrafie caly dzien do nikogo sie nie odzywac, no chyba ze ktos mnie o cos zapyta- wtedy odpowiadam krotko i koncze rozmowe.
W takim razie ja mam ciche dni od paru lat... do ludzi w klasie wcale się nie odzywam. Ogólnie po za domem odzywam się gdy muszę, krótko byle skończyć.
_________________ Wiesz, że miało być inaczej mimo to nic się nie zmienia
(To ta ziemia każe nam mieć marzenia)
Mieliśmy chłonąć to, o co walczyły pokolenia
Stojąc naprzeciwko świata miała nie łapać nas trema
w sumie ... to i ja mam takie okresy. Z tym że trwają kilka dni lub tygodni. Wyłączam się wtedy, mniej rozmawiam z ludźmi na uczelni, na maila/gg/sms odpisuję tylko w przypadku naglących spraw. Zwykle w takich okresach jestem zmęczony i rozdrażniony. Najgorzej gdy trzeba wyjść do ludzi, na zajęcia czy umówione spotkanie - wtedy jest masakra i nagły nawrót fobii, włącznie z elementami które dawno zwalczyłem.
Inna sprawa że przez takie podejście można zostać uznanym za gbura, któremu nie zależy na danej osobie lub ludziach w ogóle. Ale jak się właśnie dowiedziałem, mój ostatni "cichy" okres został uznany za wynik stresu związanego z sesją. Pocieszyło mnie to troszkę ale i utwierdziło w przekonaniu że ludzie nie mają pojęcia o psychice
_________________ Do you not cross the border line
Between good and evil?
You got to find your own state of mind
You’re reaching out for another world
A place where dreams come true
A place to create, a mental atmosphere [Cosmic Gate - Mental Atmosphere]
Właściwie to moje ciche dni polegają na tym, że często nie mam o czym rozmawiać. Nie dlatego, że mi się nie chce tylko dlatego, że akurat wtedy jestem dziwnie rozkojarzony, śpiący, przymulony. Zauważyłem, że zwykle zależy to od tego czy jestem wyspany i czy ostatnio robiłem coś ćwiczącego umysł. Jak nie jestem wyspany i mało robiłem rzeczy pochłaniających umysł to pojawiają się pustki w głowie.
Tristezza, ja mam podobnie. zdarza mi się to od czasu do czasu, że staję się unikająca wszystkiego i wpadam w marazm. Jest to zazwyczaj po okresach gdy staram się angażować w życie. Potem czuję się jakby wypalona i wyczerpana i oglądam telewizję przez parę godzin lub siedzę przy kompie. Potem nagle sobie uprzytamniam co ja robię i znów biorę się w garść.
Gdy dopada mnie taki marazm to nic mi się nie chce i wszystko jest mi obojętne, jest mi tak dobrze. Ale potem gdy mi to przechodzi to mam do siebie ogromne pretensje że w czasie gdy nic mi się nie chciało marnowałam czas i przepuściłam różne okazje do zmiany mojego życia.
Ja od dłuższego czasu tak mam. Popadłam w taki marazm, przygnębienie nic mnie nie obchodzi, nic mi się nie chce nawet uczyć...a matura za pasem. Nie wiem co się ze mną dzieje, nie poznaję siebie zawsze byłam przykładną uczennicą a teraz co?
eh..szczególnie w takie pochmurne i deszczowe dni jak dzisiejszy jestem taka zamulona, najchętniej zaszyłabym się w jakimś przytulnym kąciku i zasnęła...
Zawsze byłam cicha nawet jako dziecko wolałam się sama bawić ale dobija mnie to i sobie z tym nie radzę...za wolno myślę i zawsze muszę sie zastanowić co odpowiedzieć wiem to żałosne ale nic nie poradzę. Dlatego tak nie lubię rozmawiać z innymi bo boję się że pomyślą że jestem zamułem i nudziarą. Jeśli już się do mnie odezwą i zaczną rozmowę co nie często się zdarza to zazwyczaj potakuję i cos tam dodam, taka krótka wymiana zdań następuje i potem nic. cisza. zero. to jest najgorsze ta cisza, która sprawia, że jeszcze bardziej sie krepuję i myślę jaka jestem beznadziejna, nie wiem co powiedzieć i produkuje sie na siłę i potem wychodzi,że jestem jakaś sztuczna i eh...masakra. Gdyby ktoś wymyślił jakiś cudowny środek na nieśmiałość...
Ostatnio zmieniony przez Agnieszka92 Pią 18 Mar, 2011 18:28, w całości zmieniany 1 raz
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Fobia Społeczna - Socjofobia - Fobia Forum - Forum Fobia - Depresja - Zaburzenia Lękowe - forum dyskusyjne na temat fobii społecznej (socjofobii), niesmiałosci, fobii, depresji, zaburzeń lękowych i innych problemów psychologicznych.