Czy ktoś też odczuwa to w takim stopniu?
Boję się zwłaszcza, kiedy wiem, że ktoś z rodziny lub przyjaciół jedzie gdzieś samochodem - zawsze lub prawie zawsze mam taką myśl, że się mogą zabić, że jest jakieś prawdopodobieństwo, że to ostatnia ich podróż, i to statystycznie większa kilkaset, kilka tysięcy razy niż to, że wygrają w końcu w totka.
Przecież wystarczy jeden zły ruch ręką...
Kilka razy, kiedy się ktoś spóźniał z przyjazdem lub z odpowiedzią, byłem już wręcz pewien, że był wypadek, że zginął i już powoli zaczynałem przeżywać żałobę.
_________________ Podstawą szczęścia jest wolność, a podstawą wolności odwaga.
Ja nie mam problemów z samym jeżdżeniem z kimś samochodem. Oczywiście nie lubie tego robić, ale to z powodu mojej bojaźni przed samym wyjściem z domu.
Kiedyś jeszcze z jakieś 3 lata temu, kiedy członkowie mojej rodziny pojechali do jakiegoś supermarketu, albo do rodziny i nie było ich o porze, gdzie powinni już być, wyobrażałem sobie, że mieli śmiertelny wypadek. Myślałem, że zaraz ktoś zadzwoni i powie, że wszyscy nie żyją.
_________________ Może wiem najlepiej dlaczego tylko człowiek potrafi się śmiać: tylko on cierpi tak bardzo, że musiał wynaleźć coś takiego jak śmiech.
Kiedyś jeszcze z jakieś 3 lata temu, kiedy członkowie mojej rodziny pojechali do jakiegoś supermarketu, albo do rodziny i nie było ich o porze, gdzie powinni już być, wyobrażałem sobie, że mieli śmiertelny wypadek. Myślałem, że zaraz ktoś zadzwoni i powie, że wszyscy nie żyją.
Ja to wszędzie jeździłam z nimi, żeby w razie czego też zginąć. i nie zostać samej na świecie. Moje lęki mnie przerastały. Rodzice na pewno nie podejrzewali jaki jest powód, myśleli że lubię jeździć
a ja nienawidze prowadzic samochodu. Boje sie. Ciagle sprawdzam w lusterku czy trupow za soba nie zostawiam. nawet jesli wiem, ze nie mialem kogo rozjechac...
Ja to wszędzie jeździłam z nimi, żeby w razie czego też zginąć. i nie zostać samej na świecie. Moje lęki mnie przerastały. Rodzice na pewno nie podejrzewali jaki jest powód, myśleli że lubię jeździć
Tak, też tak miałem. Ból bycia z nimi był mniejszy od tej perspektywy bólu bycia samemu.
Często straszą kandydatów na kierowców wprowadzeniem testów psychologicznych (czy może już to zrobili?). Pewnie część z nas nie powinna mieć prawa jazdy. Choć takie niedopuszczenie do prowadzenia samochodu byłoby dla nas dodatkowo stresującą stygmatyzacją.
_________________ Podstawą szczęścia jest wolność, a podstawą wolności odwaga.
Wiek: 29 Dołączył: 07 Sie 2009 Posty: 938 Skąd: z nienacka
Wysłany: Nie 17 Paź, 2010 21:01
Mam prawko ,boję się jeżdźić po zatłoczonym mieście wiec ,jeżdżę tam gdzie się nie boję.
Według mnie ,testy psychologiczne być powinny.
Jak to mowi mój znajomy ,kierowca tirów z 20-letnim starzem.
"Nerwowy człowiek ,nie powinien jeźdźić"
Predyspozycje kierowcy to dla mnie ,to samo co predyspozycje pilota.(F-16 ,SU-50 ,Messerschmitt BF-109 G6 ,Ju87 STUKA G-12 sieg heil - że co proszę? Tylko bez takich tekstów... // antyk)
Wybaczcie coś mi się przypomniało.
_________________ "Z otumanienia zawrót głowy a,
z niespełnienia ból"
Od dziecka odczuwałam taki lęk.
Jako 7-8 letnia dziewczynką, gdy jechałam samochodem i robiłam się senna, to mówiłam "Nie. Nie mogę zasnąć. Co jeśli akurat wtedy będzie wypadek i zginę? Już więcej nie zobaczę świata i nie będę nawet wiedzieć, że cokolwiek mi się stało."
Tak zmagałam się ze snem.
Myślałam, że z wiekiem to przejdzie, ale niet.
Zawsze, gdy jadę gdzieś poza miasto mam przeczucie, że się rozbiję.
Jakie było moje przerażenie, gdy sąsiad odwoził mnie, mojego tatę i brata na lotnisko w Gdańsku (ok. 4 godziny jazdy), była 4 nad ranem, w powietrzu unosiła się mgła, ja się stresuję, trzymam się mocno drzwi, kiedy zdarzyło się coś, czego się obawiałam.
Kierowca nie zauważył ronda, a nawet przyznał się, że przysnął i wjechaliśmy prosto na rondo, które miało duży krawężnik i walnęliśmy w znak.
Zestresowałam się tak, że cała się trzęsłam, nie mogłam ustać, bo kolana się pode mną uginały. W dodatku przez rozbity samochód mogła mnie minąć wycieczka za granicę, gdybyśmy się spóźnili.
Pół roku temu była też taka sytuacja. Jechałam (ponownie na lotnisko w Gdańsku). To był styczeń, więc jak może pamiętacie zima była sroga: dużo śniegu, temperatura -25 stopni.
Jechałam znowu o mniej więcej tej samej godzinie. Było ślisko, część trasy nie była nawet dobrze odśnieżona. Odwoziła mnie ciocia z wujkiem. Cioci było zimno więc poprosiła o włączenie ogrzewania, lecz kiedy ogrzewanie było włączone, to przednia szyba parowała i nie było nic widać. Tak się stresowałam tym wszystkim, że myślałam wyłącznie o wypadkach. Trzymałam się mocno drzwi, a w oczach miałam łzy. Myślałam, że się rozryczę. Wolałam już marznąć, niż by zwiększyło się ryzyko wypadku spowodowane słabą widocznością.
Nic się nie stało, dojechałam spokojnie, ale byłam strzępkiem nerwów.
Często bardzo się obawiam.
Czasem nawet próbuję się pogodzić z myślą, że to moje ostatnie godziny życia
Wiek: 29 Dołączył: 07 Sie 2009 Posty: 938 Skąd: z nienacka
Wysłany: Pią 22 Paź, 2010 01:51
Ja po ostatnim wypadku dałem sobie spokuj z jazdą.
Jeżdżę tylko po najbliższej okolicy gdzie ,ruch jest umiarkowany i dobrze znam drogi.
Tak musi narazie pozostać.
Mizorewyrazy wspułczucia.
Nigdy nie spotkałem się z takim lękiem.
Co się zresztą dziwić.
_________________ "Z otumanienia zawrót głowy a,
z niespełnienia ból"
Wiek: 26 Dołączyła: 02 Sty 2011 Posty: 19 Skąd: południe
Wysłany: Nie 09 Sty, 2011 18:01
zanim sama zdecydowałam się zrobić prawko, miałam 2 wypadki samochodowe - jako 10latka dachowanie i zmiażdżony samochód, dziękuję losowi, że siedziałam z przodu i miałam pasy.. i drugi raz kilka lat później zderzenie czołowe ale mniej poważne.
potem myślałam, że nigdy nie przestanę bać się jazdy jako pasażer, a o kierowaniu autem nie myślałam wcale. ale miałam 21 lat, wakacje w domu, koszmarnie długie nudne dni i postanowiłam spróbować. prawko szło mi o dziwo banalnie, zdałam za pierwszym razem, złożyłam się z rodzicami i mam autko, nieduże i lubię jeździć. ale tak jak nobunaga - jeżdżę tylko po znanych mi juz trasach i tylko po swoim mieście. w aucie czuję się dobrze, czuję że to ja mam kontrole przynajmniej w pewnym stopniu nad tym co się dzieje.
jako pasażer, dalej obawiam się podróży.
U mnie niestety nie bylo tak kolorowo-juz 3 razy nie zdalem i minely 2 lata od ostatniej proby. Co do wypadkow to mialem 2 w dziecinstwie, ale nikomu sie nic nie stalo i raczej nie mam jakis lekow. Boje sie tylko ludzi bez wyobrazni ktorzy jezdza po 150km/h na drogach do tego nie przystosowanych. Wystarczy obejrzec pare crash testow i widac co sie dzieje z samochodem przy 60km/h. Utrata kontroli przy 100 czy wiecej zazwyczaj konczy sie smiercia
ja mam strach ale za to przed egzaminami prawo , wcześniejszy post źle trochę napisałem .
Chodzi o to że nie potrafię wyczuć tego samochodu Toyota Yaris i jak ino wyjadę nim na drogę od razu wiem że nie zdam .
Ostatnio zmieniony przez damian240190 Nie 30 Sty, 2011 23:42, w całości zmieniany 1 raz
Wiek: 29 Dołączył: 07 Sie 2009 Posty: 938 Skąd: z nienacka
Wysłany: Wto 01 Lut, 2011 00:47
Wyczucie danej bryki ,jest pierwszożędną sprawą.
Wiadomo kazda nawet sztuka ma inaczej ustawione sprzęgło ,chamulce ,wtryski paliwa.
Podstawowe mechanizmy prowadzenia powinny ,być opanowane jak odruch.
_________________ "Z otumanienia zawrót głowy a,
z niespełnienia ból"
Wiek: 22 Dołączyła: 01 Sie 2009 Posty: 635 Skąd: Śląsk
Wysłany: Wto 01 Lut, 2011 08:57
Łoh, że też wcześniej tego tematu nie widziałam
Panicznie boję się jeździć a raczej prowadzić samochód. Kiedyś zaczęłam robić kurs na prawo jazdy, ale kiedy usiadłam za kierownicą, wpadłam w histerię - zaczęłam płakać, trząść się... i było po kursie dla mnie.
Za to kiedy jadę z kimś jako pasażer, to co chwile w głowie mam obrazy jakiejś masakry. Strasznie to męczące.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Fobia Społeczna - Socjofobia - Fobia Forum - Forum Fobia - Depresja - Zaburzenia Lękowe - forum dyskusyjne na temat fobii społecznej (socjofobii), niesmiałosci, fobii, depresji, zaburzeń lękowych i innych problemów psychologicznych.