Witajcie,
Natchniona przez mój atak lęku przed zrobieniem czegoś źle, postanowiłam zapytać się was , czy macie podobnie??
Otóż ja zawsze , jeśli nie jestem pewna swoich umiejętności w danej dziedzinie zaczynam panicznie się bać , że zrobię coś źle , że kompletnie nawalę ,że będą na mnie krzyczeć.
Dzisiaj np.miałam usmażyć kurczaka w panierce ,niby proste .Ale ja mam dwie lewe ręce do gotowania...I tak bałam się że będzie to niesmaczne że po prostu wzięłam siatkę foliową i wywaliłam te kurczaki.Czułam się z tym okropnie ale strach wziął górę.Wzięłam worek na śmieci (który chyba "wiedząc"co między innymi wyrzucam,zaczął się rwać) i go wyrzuciłam , a w domu zatarłam ślady.
Teraz dalej mnie trzyma lęk...Że odkryją mój "występek".
Wzięło sie to u mnie , z perfekcjonizmu mojej mamy która krzycząc i wyzywając mnie chciała wymóc na mnie,żebym dobrze wszystko robiła.No bo ja byłam takim Dyziem marzycielem,zawsze coś mi nie wychodziło bo traciłam koncentracje na rzecz wymyślania nowych historii.
Nie mam pretensji do mamy,bo jest z natury nerwowa ,ale niestety zostawiło to u mnie ślad,który powoduje że nie umiem podejmować decyzji ani doskonalić tego , w czym nie jestem dobra.
ja mam podobnie, ale zakończenie trochę inne.
jeśli bałem się, że zrobię coś źle, to robiłem to jeszcze gorzej niż mógłbym - wiesz, że niby miałem 'wyj***ne na to'
generalnie, nie polecam tej metody choć z drugiej strony, trzeba mieć trochę dystansu
no wlasnie ja mysle ze wszystko robie zle, wszystko mowie zle ,dlatego tego unikam. a wiem, że robie zle, ze wiele rzeczy nie umiem, ale to blokuje mnie zeby polepszyc moje umiejtnosci, czy tez nauczyc sie czegos. nie pojde do pracy jak tak dalej pojdzie i bede bezdomnym.
Z tego właśnie wynika moja prokastynacja, wieczne odkładanie WSZYSTKIEGO, przez lęk przed oceną, zrobieniem czegoś źle. Tylko gdy jestem maksymalnie wnerwiona (czyli gdy źle (? impulsywnie) mi się myśli, chociaż mówię to z punktu widzenia w tym momencie, gdy sądzę że teraz /dobrze mi się myśli= mogę się spokojnie zastanowić/. nie wiem czy rozumiecie ) wszystko jest klarowne, jasność w głowie, widzę wiele więcej szczegółów i wtedy nie mam żadnych wątpliwości, ani strachu przed oceną i zrobieniem czegokolwiek źle, zaczynam ironizować, i ciąć i mam WSZYSTKO totalnie w dupie, ludzie się mnie boją podobno. Sor w szkole mówił że będzie mi robił zastrzyki z adrenaliny ( ) nie wiem czy byłby zadowolony z efektu, chociaż ja tam bym pewnie się spełniła
Jak boisz się, że zrobisz coś źle, nie robisz nic błędne koło
_________________ Gustaw Herling-Grudziński — Inny świat
"Tylko w pochłaniającej wszystko pustce samotności, w ciemnościach zacierających kontury świata zewnętrznego można odczuć, że się jest sobą aż do granic zwątpienia [...]."
Ja z podobnych powodów nie zrobiłem między innymi prawa jazdy, czy innych kursów które miałem zamiar zdobyć (w tym językowe, zawodowe). W ostateczności zawsze tchórzyłem, bo boję się wpaść na salę wykładową pełną nieznajomych. W przypadku uczelni, jakoś to wytrzymałem bo przyszedłem chyba pierwszy przed zajęciami i bądź, co bądź ktoś musiał do mnie zagadać i spytać się, czy jestem z tego kierunku. Dalej to już poszło z górki - raz się udało. Raczej wolę się obracać w towarzystwie znanych mi już twarzy...
Przez ten lęk nie mam pracy... Cokolwiek mam zrobić, odrazu strach że sobie nie poradzę. Mam przykręcić głupią śrubkę, czy też włożyć kabel i od razu ręce całe spocone ... to życie jest do dupy.
Przez ten lęk, nie mam nic... Skończyłam kurs prawa jazdy, ale nie podeszłam do egzaminu... Skończyłam studia, ale nie podeszłam do obrony... Fakt, faktem, że fs ujawniła się u mnie dopiero w pewnym czasie, ze zdwojoną siłą... Jeśli mam podjąć ryzyko, że coś zrobię źle, nie robię tego wcale... O pracy zawodowej nie wspomnę. Ale jak długo tak można?!
Ja mam paniczny strach przed zrobieniem czegoś źle w dziedzinie Życia Praktycznego.
O co chodzi?
Otóż mam kompleks niezdarności i nieporadności, wszystkich się pozbyłem ale ten pozostał, bo fakt faktem że po prostu nie umiem załatwiać codziennych spraw.
Boję się, że wsiądę w zły autobus. Boję się że zgubię się we własnym mieście, którego w ogóle nie znam. Boję się że znowu nie będę potrafił zdobyć słomki do pepsi w McDonaldzie, zamknąć okna w sali szkolnej, zaparzyć kawy, czy napompować opony w rowerze.
Ot takie totalnie banalne sprawy... Które mi nie wychodzą
Najbardziej boję się że ktoś mnie zobaczy w takiej sytuacji, i zacznie się śmiać, albo co gorsza- będzie z politowaniem patrzył się na moje "dziwactwo" :I
_________________ Jedyne czego należy się bać, to strach.
Też boję się zrobienia wielu rzeczy, nawet takich najzwyklejszych jak wymienił Borealis, strasznie to wszystko utrudnia życie. Wiem, że potrafię coś zrobić i gdy jestem sama to bym z zawiązanymi oczami całą czynność wykonała perfect, ale wystarczy jedna osoba, a żeby wszystko leciało mi z rąk. Dzięki tej niezdarności np. rodzice nie dają mi czasem najprostszych czynności do wykonania Porażka.
_________________ "Miał rację pewien Francuz zauważając: "Jakże słodka jest samotność!" Ale chciałbym mieć przyjaciela, któremu mógłbym to powiedzieć!"
- William Cowper
Ja też...
Głównie to dotyczy mówienia, wstydzę się powiedzieć "dzień dobry" wchodząc do sklepiku, czy odpowiedzieć obcemu na "do widzenia" gdy wychodzi. Tak proste czynności a dla mnie sprawiające problem, ludzkość pewnie twierdzi, że tak robię z czystego chamstwa.
Mam/miałam też stracha przed takimi pierdółkami jak robienie czegoś prostego w kuchni po raz pierwszy("pewnie źle wymieszałam te drożdże, on mnie zabije teraz"), nie mam kulek żeby podejść do czytnika cen w sklepie czy coś zważyć...Mogłabym wymieniać godzinami.
Wspomniane przez Was prawo jazdy tak samo, ale też przez to, że pewnie po prostu wstydziłabym się prowadzić, zatankować, załatwiać sprawy papierkowe a w razie jakiejś stłuczki po prostu zareagowałabym atakiem paniki.
Ciekawe życie po prostu
_________________ jeśli długo nie odpisuję napisz mi PW.
xavras
Wiek: 20 Dołączył: 04 Mar 2012 Posty: 53 Skąd: Kraków
Wysłany: Czw 29 Mar, 2012 13:23
Ja tak mam całe życie... Wiele razy nie zrobiłem czegoś tylko dlatego, że wyobrażałem sobie co się stanie jeśli mi się nie uda. Zawsze bałem się czyjejś krytyki. Pewnie to wina rodziców, szczególnie taty, który jest strasznie wymagający i często, kiedy coś ***, nawet jako dziecko, dostawałem ochrzan. Nawet jeśli robiłem coś pierwszy raz i nie do końca wiedziałem o co chodzi albo po prostu się pomyliłem... Zawsze robił to w taki sposób, że czułem straszne poczucie winy. Czułem, że nie zasługuję na to, by mnie kochał. A że jest to osoba na której bardzo mi zależy, bolało to podwójnie.
Dzisiaj ten lęk dalej mnie prześladuje. Bardzo przeżywam, jeśli muszę zrobić coś pierwszy raz, szczególnie w obecności osoby, która się na tym zna. Mocno przeżywam porażki, czuję poczucie winy. Wystarczy jakaś głupota, coś wobec czego inni przechodzą zupełnie obojętnie, i mam cały dzień/tydzień z głowy. Nawet jeśli od takiej sytuacji minęło parę lat, ja dalej czuję się źle, kiedy sobie to przypomnę.
Parę miesięcy temu chciałem zapisać się do koła naukowego, w którym mógłbym się rozwijać i robić coś więcej niż tylko materiał ze studiów (interesuję się grafiką komputerową). Mimo, że wiem dość dużo na ten temat, robiłem sporo rzeczy sam, dalej boję się o to, że czegoś mogę nie wiedzieć, nie umieć i ktoś mnie wyśmieje. Ostatecznie skończyło się na tym, że odkładałem to coraz bardziej i nie odważyłem się wysłać maila. Teraz czuję do siebie urazę, że tego nie zrobiłem.
Pamiętam jedną sytuację, siedziałem ze znajomymi na piwie i zwierzyłem się z tego. Usłyszałem od jednego z nich, że to głupie ten mój strach. Nigdy nie osiągnę niczego jeśli nie będę popełniał błędów. Podobno im więcej błędów się popełnia, tym większy sukces można w życiu osiągnąć. Wtedy do mnie dotarło, że ta moja blokada siedzi wyłącznie w mojej głowie. Fajnie było sobie uświadomić, że to nie jest normalne i że muszę z tym walczyć, ale niestety na razie nie umiem się przemóc.
Czasem wyobrażam sobie co by było, gdybym jednak w paru sytuacjach w przeszłości odważył się i zrobił coś czego się bałem. Moje życie wyglądałoby pewnie zupełnie inaczej, może byłbym bardziej szczęśliwy, może fobia byłaby mniejsza. Wydaje mi się nawet, że byłbym teraz już gotowy skoczyć na głęboką wodę i zrobić to czego nie zrobiłem. Maszyna czasu byłaby świetnym wynalazkiem.
Może ma ktoś jakiś sposób na poradzenie sobie z tym? Robienie tych rzeczy, których się boimy, że nam się nie uda? Przezwyciężenie lęku?
PS: Za chwilę wychodzę z akademika na targi pracy. Pierwszy raz gdzieś wyjdę od trzech dni. Może będzie fajnie. Na razie strasznie się boję. Życzcie mi powodzenia.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Fobia Społeczna - Socjofobia - Fobia Forum - Forum Fobia - Depresja - Zaburzenia Lękowe - forum dyskusyjne na temat fobii społecznej (socjofobii), niesmiałosci, fobii, depresji, zaburzeń lękowych i innych problemów psychologicznych.