Jak tam u was jest z przeróżnymi wycieczkami i wyjazdami kilkudniowymi? Ja osobiście nienawidzę obozów, byłam na dwóch mając około 9-10 lat i nie wspominam żadnego z nich miło. Męczyła mnie nerwica, głównie żołądka, stresowałam się, a naturalnie nie miałam o tejże dolegliwości pojęcia. Podczas jednego było tak, że panikowałam, wydzwaniałam do domu, aż w końcu musieli się po mnie tłuc na drugi koniec Polski. Z wycieczkami jednodniowymi nie miałam większego problemu, do niedawna. Ledwo mogę wysiedzieć w autobusie godzinę, bez torebki ani rusz Mam paniczny strach przed zwymiotowaniem publicznie, a świadomość, że nie mogę wyjść na zewnątrz wcale tego nie polepsza. Czuję się idiotycznie, i myślenie o tym doprowadza do tego, że zadręczam się myślami, jaka jestem nieporadna życiowo i mięczak ze mnie, bo nie mogę poza bezpiecznym domem wysiedzieć, gdzie mogę sobie rzygać i panikować do woli. Niedługo mam dwudniowy wyjazd, niby postanowiłam się przełamać, ale nie sądzę by to miało pomóc, jeść nie mogę publicznie ani nic
No u mnie bywało (w zasadzie ciągle jest ) ciężko. Niegdy nie lubiałam wyjeżdżać z domu a szczególnie spać poza domem.
Z racji swoich lęków (głównie związanych ze snem) nigdy nie byłam na kolonii. Nie jeździłam też na obozy. Zawsze na wakacje jeździłam z rodzicami.
Na wycieczki szkolne starałam się jeżdzić - mimo lęków. Na szczęście zawsze trafiałam na wyrozumiałaych wychowawców i jakoś przetrwałam. No i w końcu po powrocie do domu zawsze byłam zadowolona z wycieczki .
No jasne, ja byłam "aż" 3 razy na koloni. Przestałam jeździć, bo kosztowało to kupe kasy A na szkolne wycieczki też jeździłam i na takie 1 dniowe i takie na kilku dniowe. Zawsze mi się podobało i byłam zadowolona, więc nie żałuje tego kroku
Zenka nie bój żaby, jedź i baw się dobrze! Korzystaj do woli.
_________________ Każdy na początku wierzy, że jest dla niego plan. Ja do końca pragnę spełnić go, chociaż cenę znam.. Więc nie martw się, uśmiechnij się! Nie jest tak źle, nie tylko Ty dotykasz dna, by znów odbić się!
A ja miałem straszne lęki przed wyjazdami na zawody soprtowe. Wyjazd autobusem w odległe miejsce ,w dodatku nikogo nie znasz.. Nie raz odmiawiałem wyjazdów przez co wfiści bardzo się denerwowali W sumie mieli sporo do stracenia ,byłem niezłym sportowcem
nigdy nie byłem na wycieczce kilkudniowej, od kiedy zacząłem chodzić do gimnazjum ostro zacząłem unikać wszelkich wycieczek z klasą... a od szkoły średniej 0 wycieczek nawet z rodzinką nad morze czy coś takiego, znaczy byłem na 1 ale to był koszmar, fobia nie opuszczała mnie nawet na krok za to w podstawówce bardzo lubiłem wycieczki
Byłam 2 razy na kolonii i zawsze przed wręcz błagałam rodziców żeby nie jechać, nazywałam to kolonią karną lub zsyłką. Nie lubiłam ich, czułam się tam źle, nienawidziłam dyskotek kolonijnych, tzn zawsze siedziałam przed salą w której się odbywały. Durne śluby kolonijne uważałam za żałosne. Jakieś apele, zabawy integracyjne były katorgą. Choć miło wspominam wycieczki w góry, wtedy to w sumie wszyscy byli wycieńczeni, każdy szedł i sapał i nikt się do nikogo nie odzywał, można było podziwiać widoki i zatopić się w swoich myślach. Tylko raz pamiętam zabawę w podchody, ale takie niemal całodzienne, to był jeden z nielicznych momentów kiedy cieszyłam się z towarzystwa innych ludzi. Razem rozwiązywaliśmy te zagadki, razem planowaliśmy je dla innych. Poza tym byłam wtedy z kuzynką i kuzynem, których znałam, więc pewnie dlatego nie było tak źle bo trzymaliśmy się razem.
A jeśli chodzi o wycieczki szkolne to byłam chyba na trzech, z czego 2 były jednodniowe. Byłam na 3dniowej w Poznaniu piątej klasie. Chyba nie było źle, choć niewiele pamiętam. Potem już od gimnazjum nie jeździłam. Czasem nawet i chciałam, ale raz było np tak, że powiedziałam rodzicom, a oni zapomnieli, a mi głupio było przypominać, że potrzebuję na to kasy. Więc chyba bardziej dlatego zrezygnowałam z jeżdżenia. Po prostu nie umiałam ich poprosić o pieniądze.
Wróciłam. Korzyści takie, że nabrałam kondycji i chyba tyle. Z nerwicą ciężko powiedzieć, przeżyłam jako tako drogę, poza tym nie mogłam nic jeść (trzy dni na ciastkach i wodzie, obiadu nie jadam prawie od kilku tygodni, i wciąż nie mam ochoty, w jakąś anoreksję się wprowadzam czuję), żołądek jak zwykle niespokojny. W sprawie ludzi, to po raz kolejny się sparzyłam, oczywiście, nastawiłam przeciwko sobie, zbłaźniłam się i moja samoocena spadła do zera. Wróciłam do domu, jestem nerwowa jak nigdy i tyle z tego wszystkiego. Musiałam sobie "narzeknąć".
To wszystko jest g.ówno warte, i właśnie nadszedł jeden z tych momentów w którym najlepiej zniknęłabym z tego świata raz na zawsze. Wszystko się toczy coraz gorszym torem.
plamka123
Wiek: 25 Dołączyła: 21 Sie 2009 Posty: 2083 Skąd: z piekła rodu :P
hmm pierwszy raz na koloniach był z klasa z podstawówka to były najgorsze kolonie jakie można sobie wyobrazić. Pojechałam bo mnie mama zmusiła.Musiałam mieszkać z dziewczynami których nie lubiłam byłyśmy tam w 4 , 2 co nie były z mojej klasy ale z szkoły w tym jedna lubiłam ale ona potem zaczęła robić sobie żarty ze mnie też .Dokuczał mi i się śmiały ze mnie. Jedzenie z innymi dziewczynami na stołówce był okropne.Dodatek dawali jeść co mi wcale nie smakowało.To była katorga:(Raz byłam z siostra było fajnie mimo ze zamyśliłam się a oni o mnie zapomnieli i mnie zostawili a potem musieli mnie szukać gdzie jestem.Fajnie było na tych koloniach z 2 dziewczynami my przebywali. I w ogóle okna były tak blisko ze jacyś pedofile robili sobie żarty śmiali się raz nawet piłowali kraty i tak my wskakiwały po kolej do siebie na łóżka byle z dala od okien ale po mimo to było fajnie. Tak to zawsze gdzie jechałam jechałam z mama tata siostra ciocia wujkiem kuzynostwem ale to nie były kolonie.
_________________ Który z panów chciałby zostac moim przyjacielem od serca od spraw duchowych ?
Ja jeszcze NIGDY nie byłam na żadnej koloni czy obozie i jakoś nie zamierzam jechac. Byłam jedynie na wycieczkach klasowych, ale po ostatniej wycieczce stwierdziłam, że już nie pojade na żadną wycieczkę tego typu. Nie podobało mi się na niej i byłam w pokoju z pewną koleżanką z klasy, która najwidoczniej mnie nie lubi i tylko mi uprzykrzała. A do tego czułam sie odtrącona i w ogóle... Nie już więcej nie pojadę
Nie lubie obozów ani kolonii glownie dlatego ze wole sobie sama ustalać plan dnia. Może nie mam ochoty wstawac o 7 na poranną rozgrzewka, chodzić na plaże wtedy kiedy oni chcą i zwiedzać wtedy kiedy to im przyjdzie na to ochota. Wole sobie pospać do 10, nie spieszyc się, i reszte dnia robić to co będe chcieć.
Bylam na dwoch koloniach, nie powiem, bylo calkiem fajnie chociaż i tak wole samodzielne wyjazdy.
Mnie na szczęście mam nie zmuszała do żadnych kolonii i obozów bo bym chyba pierwszego dnia umarła, jednak byłam na wycieczkach szkolnych i biwakach. Wycieczki jak wycieczki - jednodniowe, oglądanie jakichś tam kościołów więc to w zasadzie nie był taki wielki problem - pomijając sam autokar gdzie przez kilka godzin nie wiadomo było co ze sobą zrobić.
Z biwakami już gorzej bo chociaż klasa mnie nawet lubiła, prosili mnie żebym z nimi jechała, ogólnie czas spędzony na biwaku całkiem nienajgorszy (sratatata, jeziorko, gitara itd) dopóki opiekunowie nie zaczynali się krzywo patrzeć ( a może jestem przewrażliwiona) itd, to jednak oni mieli takie coś żeby o mnie zapominać. Tzn wiadomo że na biwaku jakieś zakwaterowanie musi być... no i właśnie, co z tym fantem zrobić? Ostatecznie w gimnazjum byłam na 2 biwakach z trzech (w 2 klasie i w 3) i było tak ze raz trafiłam do tych hmm "niezbyt miłych" a raz nigdzie i za każdym razem ktoś kto sobie najwyraźniej akurat przypomniał załatwiał sprawę za mnie w nagłym przypływie litości.
_________________ Zdrowaś muzo, bitów pełna, bass z Tobą, błogosławionaś Ty między gatunkami i błogosławiony owoc żywota Twojego - DJ.
Święta Techniawo, Matko Trance'u, graj nade nami głuchymi; teraz i w godzinę chill-outu naszego. AMEN!
Mam za sobą kilka takich wypadów poza dom. Z cztery razy byłam na 2tygodniowych koloniach i chyba dwa razy na kilka dni na wycieczce/obozie ze szkoły. Ostatni raz chyba byłam po skończeniu gimnazjum. Od tamtej pory już się nigdzie nie ruszam. A szkoda... Na kolonie bym jeszcze sobie pojechała
Byłam w Krakowie, Wąchocku, Kazimierzu Dolnym, Górach Świętokrzyskich, podobało mi się, to były wycieczki zorganizowane z przewodnikiem, zwiedzanie zabytków itd. a nocleg był tylko jednorazowy, góra dwie noce, bardzo ciekawa sprawa, lubię jak wszystko jest dobrze zorganizowane, zaplanowane co do najdrobniejszego szczegółu.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Fobia Społeczna - Socjofobia - Fobia Forum - Forum Fobia - Depresja - Zaburzenia Lękowe - forum dyskusyjne na temat fobii społecznej (socjofobii), niesmiałosci, fobii, depresji, zaburzeń lękowych i innych problemów psychologicznych.