Wysłany: Pon 28 Gru, 2009 14:25 jedzenie w publ. miejscach
Witam wszystkich!
Moim największym problem jeśli chodzi o fobię społeczną (bo mam większość objawów jej towarzyszących) jest jedzenie oraz picie w publicznych miejscach. Jest to straszne, ręce trzęsą mi się okropnie, mimo ogromniej ochoty na jakieś danie nie mogę go zjeść. Zjedzenie zupy graniczy z cudem, a drugie danie też nie lepiej. Kiedyś myślałam, że jestem jakaś nienormalna, ciągle jestem zła na siebie, bo sporo w życiu tracę przez nieszczęsny problem jakim jest fobia społeczna. Myślałam, że nikt nie ma z tym problemu, jednak teraz jak wchodzę na różne np. ta strony intern. widzę, że nie jestem sama na tym świecie. Jeśli ktokolwiek musi rezygnować z np. imprez firmowych, wyjazdów, nawiązując do świąt -wigilijnych kolacji niech pisze jak sobie z tym radzi. Z góry dziękuję za jakikolwiek odzew
Nie jesteś sama, ja też mam podobnie. Zależy też od towarzystwa. Np. na uczelni nie jestem w stanie napić się gorącej kawy z automatu, bo mi się ręce trzęsą i wydaje mi się że wszyscy na mnie patrzą jak piję a to głupie myślenie, ale nic na to nie poradzę, chodzi też o samo połykanie, jakbym połykała kamienie
Moim sposobem jest zwykła woda w butelce, nie wiem czemu ale z wodą nie mam problemu może przez to też że jest bezsmakowa i łatwiej przełknąć i nie wydziela się tyle śliny :p hheh, niezłe myśenie, nie?
a jeżeli chodzi o jedzenie to też mam tak często że chce mi się strasznie jeść a nie zjem bo czuję się pod obserwacją, kiedyś nawet jak miałam zajęcia np 3 pod rząd to sz łam tylko np na jedne albo max na 2 bo po 3 z rzędu bez jedzenia już byłam głodna, a zjedzenie kanapki w tłumie graniczyło z cudem
Teraz mam zajęcia prawie cały dzień i nie chodzę jeść do ubikacji poprostu zmuszam się żeby zjeść przy wszystkich, ale wybieram odpowiednią chwilę np. jak bliższa koleżanka też je, albo biorę np. coś drobniejszego w kawałkach do jedzenia łatwiej wpakować do buzi i się częściowo zapchać jakieś ciastka, żelki, cukierki, wafle
Jak chce mi się jeść, to jem nawet w publicznych miejscach, ale muszę przyznać, że nie cierpię gdy ktoś się na mnie patrzy jak jem. A bierze się to stąd, że od razu wyobrażam sobie, że wyglądam obrzydliwie Z tym, że nie stanowi to dla mnie tak znowu wielkiego problemu, po prostu nie lubię, ale czasami jak mnie coś walnie to potrafię i w restauracji zjeść , większy problem wyjść z domu (ale to jedzenie to pod warunkiem, że z kimś w tej restauracji, bo jakbym sama była, to mogłoby nie dojść nawet do zamówienia )
_________________ Je vois un océan de sang
J’entends ce qu’entendent les sourds
Quand ils entendent crier le vent
A quoi me sert de vivre encore
Parmi les cendres éternelles
Pris entre l’amour et la mort...
Ja właśnie od problemu trzęsących się rąk doszedłem do tego że mam fobię społeczną. Przewalone to jest, bardzo przeszkadza w normalnym życiu.
Jak się gdzieś wyjdzie na jakąś oficjalną imprezę, głupio nic nie jeść, z drugiej strony głupio jeść "wibrującą" ręką i stres tylko rośnie. I co tu robić, pozostaje siedzieć w domu albo się odpowiednio znieczulić.
Stwierdziłeś, że masz fobię społeczną, tylko wyłącznie z powodu, a że trzęsą ci się ręce?
Czytajac twój post i powyższy zrobiłem coś co "osoba" na twojm avatarku ;P
Faktycznie mądrze zadane pytanie, moze to jeden z objawów czy jakieś początki ?
Ja na szczescie nie mam z tym problemu, chyba ze chodzi o wykwitną restauracje i ten cały sauar-vivre ( czy jak to się piszę ) i wtedy mamy mam Ale ogólnie to nie mam problemu z jakimkolwiek jedzeniem w miejscach publicznych
_________________ "Nie, nie, nie...
Nie wszystkich możesz zabić
Nie, nie, nie...
Za dużo możesz stracić"
odnośnie tego co napisał Daross - Jak się gdzieś wyjdzie na jakąś oficjalną imprezę, głupio nic nie jeść, z drugiej strony głupio jeść "wibrującą" ręką i stres tylko rośnie. I co tu robić, pozostaje siedzieć w domu albo się odpowiednio znieczulić. ---W moim przypadku nie da się znieczulić, zostaje siedzenie w domu. Nie zawsze się jednak da coś wymyśleć, uniknąć. Jestem osobą pracującą, często w firmie są jakieś spotkania, ludzie cieszą się ogromnie, że pobawią się i pojedzą i wogóle a mnie to już przyprawia o boleść głowy. A to jest stan nienormalny. Najgorsza była ostatnio wigilia w firmie, każdy zajadał a ja co...... Wymyślanie, że się zatrułam jest dobre ale na raz. W obecności 1 osoby, w miejscu gdzie mnie nikt nie zna jest troszke inaczej. Ktoś powiedział, żeby nie patrzeć na ludzi, myśleć o czymś innym. To też nie działa-na szkoleniu nie znałam nikogo, zeszliśmy na obiad sidziałam przy stoliku z 7 osobami i było wcale nie łatwo. Oczywiście brałam tabletki, nic nie pomaga. Najgorsze jest, że ludzie tego nie rozumieją.... Pozdrawiam wszystkich fobików-trzymajcie się i POWODZENIA
Stwierdziłeś, że masz fobię społeczną, tylko wyłącznie z powodu, a że trzęsą ci się ręce?
Nie
Kiedyś nie byłem uświadomiony i myślałem że to jest właśnie główny problem. Nie wiedziałem w ogóle o czymś takim jak fobia społeczna. Nie miałem nawet internetu żeby coś o tym poszukać. Później powiedziałem o tym na komisji wojskowej i się już potoczyło. Byłem z tym u neurologa, psychiatry, psychologa... I finalnie jestem tutaj. Trzęsące się ręce to nie główny ani nie jedyny problem tylko objaw.
Bezsilna27, trudno mi poradzić cokolwiek pozytywnego. Trzeba się wyluzować , a jak to nie wiem. A co do znieczulenia to alkohol jest skuteczny (nie mówię że dobry, a tylko skuteczny).
Tak sobie radzi, że je w domu Ja nawet coś jadłam i piłam w miejscu publicznym, akurat nikt mnie nie obserwował, nie zwracałam na nic uwagi i nic mnie to nie obchodziło a jak trzeba rezygnować z imprez to mówi się że nie jest się głodnym albo ma się kłopoty z żołądkiem i po kłopocie, trzeba być asertywnym (to nawet nie jest do końca kłamstwo, mnie czasami boli brzuch a świąteczne jedzenie to zupełnie nie na mój żołądek, na co dzień jem lekkie jedzenie takie żeby nie obciążać żołądka) W MC Donaldzie co ja bym tam zamówiła, sałatkę, frytki, wzięłabym jedzenie i po drodze zjadła
Mnie ten problem też dotyczy. Lubie jeść w samotności, bo jedzenie jest dla mnie formą odstresowania. Dzisiaj czekałam, aż wyjdzie mój współlokator, bo chciałam to śniadanie celebrować, a nie zjeść żeby nie być głodną.
Mam czasami takie fazy jedzeniowe głownie na słodycze. Cały dzień chodzę i węszę, a potem pojawia się poczucie winy. Wiem mam kompulsy i czasami nad nimi nie panuje. Zwłaszcza w weekendy
Nie lubię jeść twarzą w twarz z kimś kogo dobrze nie znam. Nie wykonalne dla mnie
ja też to mam od podstawówki. W szkole nie wezmę do ust nic, bo mam wrażenie że ludzie będą się gapić, ja nie wiem, ale chyba wypracowałam sobie brak poczucia głodu. Już myślałam że może jestem jednym z tych ludzi którzy podobno nie muszą jeść (może słyszeliście o tym?heh) ale okazało się że jednak nie. Po trzech dniach słaniałam się na nogach od witryny sklepowej do witryny ale jakoś dotarłam do domu. Ciekawe jest to że wcale a wcale nie czułam głodu, tylko wielką słabość i jakieś obrzydzenie do jedzenia.
Jedzenie traktuję jako odstresowywacz, gdy jestem w domu bez przerwy coś jem, całe szczęście że mam szybką przemianę materii.. I tak czuję że się zaśmiecam tym żarciem.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Fobia Społeczna - Socjofobia - Fobia Forum - Forum Fobia - Depresja - Zaburzenia Lękowe - forum dyskusyjne na temat fobii społecznej (socjofobii), niesmiałosci, fobii, depresji, zaburzeń lękowych i innych problemów psychologicznych.