Fobia spoleczna, socjofobia, chorobliwa niesmialosc, zaburzenia lękowe, fobie, lek towarzyski, fobia socjalna, lek spoleczny, nerwica spoleczna, depresja, samotnosc, strach, wyobcowanie, kompleksy, osobowosc unikajaca, zaburzenia osobowosci, fobia forum, forum dyskusyjne Fobia społeczna
Fobia społeczna, socjofobia, chorobliwa nieśmiałość, zaburzenia lękowe, fobie, lęk towarzyski, fobia socjalna, lęk społeczny, nerwica społeczna, depresja, samotność, strach, wyobcowanie, kompleksy, osobowość unikająca, zaburzenia osobowości, fobia forum, forum fobia, fobia społeczna forum dyskusyjne

DownloadDownload SzukajSzukaj UżytkownicyUżytkownicy GrupyGrupy  Chat
 blogBlog   Mapa GoogleMapa Google FAQ FAQ RejestracjaRejestracja ZalogujZaloguj


Poprzedni temat «» Następny temat
Jatrofobia
Autor Wiadomość
krufka 


Wiek: 24
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 16
Skąd: Potato City
Wysłany: Nie 07 Lut, 2010 20:32   Jatrofobia

Fobia ta towarzyszy mi odkąd pamiętam i z wiekiem wydaje się jakby nasilać. Unikam wszelkiego kontaktu z lekarzami, boję się iść nawet na wizytę kontrolną do okulisty, gdzie pani tylko każe mi czytać cyferki z tablicy. Zdaję sobie sprawę z tego, że to wydaje się głupie i mój lęk jest irracjonalny, a lekarz jest po to, żeby mi pomóc a nie skrzywdzić, ale jakkolwiek bym sobie nie wmówiła, że teraz będę odważna i pójdę, to wizyta u jakiegokolwiek lekarza zawsze kończy się tak samo.

Mam 22 lata i moim "rodzinnym" lekarzem nadal jest pediatra. Powód? Doszliśmy do wniosku, że jego już znam i na chwilę obecną nie jestem w stanie przepisać się do internisty. Jestem w tej chwili na etapie poszukiwań dobrego psychiatry. Kiedy pół roku temu trafiłam bardzo chora do szpitala, ze względu na zdefiniowaną tam jatrofobię zostałam na warunkach szczególnych zwolniona do domu, gdyż wg opinii lekarza (zaraz to opiszę) trzymanie mnie na siłę w szpitalu chorób zakaźnych mogłoby jeszcze pogorszyć mój stan zdrowia. Lekarz na izbie przyjęć zasugerował też leczenie psychiatryczne, bo w jego opinii jeśli mój organizm nadal będzie tak reagował na jakikolwiek kontakt z lekarzem, w przyszłości najprawdopodobniej skończy się to zawałem.

Jak wygląda wizyta u lekarza?
a) u mojego lekarza - przeżywam ogromny stres i najczęściej nie potrafię mu w ogóle powiedzieć po co przyszłam, "plączę się w zeznaniach" itp, natomiast jest to jedyny lekarz, który zna moje reakcje na tyle, że wie czego nie wolno mu zrobić, jak mnie uspokoić, jak się wobec mnie zachowywać i jestem mu za to ogromnie wdzięczna (w końcu zna mnie od pieluchy) - co nie zmienia faktu, że jest również pośrednią przyczyną mojej fobii (o czym napiszę później) za co go również w pewien sposób nienawidzę
b) u jakiegokolwiek innego lekarza zaczyna się od tego, że już czekając w poczekalni zaczynam się trząść, w mojej głowie przewijają się najrozmaitsze najczarniejsze scenariusze przebiegu wydarzeń, kiedy wchodzę do gabinetu trudno mi pisnąć jakiekolwiek słowo, moje serce zaczyna bić z zawrotną częstotliwością (niektórzy lekarze jak próbują mnie zbadać się nawet dziwią, że to jeszcze można być przy tym przytomnym i stać o własnych siłach), zaczynam się pocić i to jest moment, w którym wystarczy jeden bodziec i zaczynam płakać, potem wpadam w histerię, w panikę i tracę kontrolę nad swoim zachowaniem (czasem zdarza się, że nawet niewiele z tego pamiętam co robiłam), co skutkuje tym, że ja uciekam, lekarz mnie goni, a jak już mnie kilka osób złapie, to ja się wyrywam, krzyczę, płaczę (kiedyś nawet chciałam gryźć) i trzeba mnie albo związać do badania, albo mocno trzymać (ale to są już skrajne przypadki, np u chirurga i zdarzały się jak byłam trochę młodsza)

I trzy historie chyba najlepiej pokazujące skalę mojej fobii, chronologicznie:

HISTORIA 1:
Miałam bodajże z 14 lat i któregoś dnia założyłam złe zapięcia do kolczyków. Kolczyki były za ciężkie i jedno z takich przeźroczystych gumowych zapięć wpadło mi do środka do dziurki. Oczywiście nie chciałam nigdzie iść, ale po kilku dniach bolało mnie okropnie i zaczęło się paprać i mama postanowiła zabrać mnie do chirurga, prywatnie nawet. No to pojechaliśmy. Siedziałam przerażona już w gabinecie i przyszła pielęgniarka zrobić mi znieczulenie. Ogólnie pozwalam się zaszczepić albo pobrać krew kiedy nie patrzę na igłę, ale stało się - zobaczyłam igłę i wpadłam w panikę. Co się działo dalej wiem z opowiadań. Pielęgniarka chciała mi wstrzyknąć znieczulenie w ucho, ja zaczęłam z płaczem biegać wokół kozetki (z której wstałam), ona za mną z tą strzykawką, ja się darłam, że nie chcę. W końcu przecisnęłam się pod kozetką, dopadłam do drzwi i wybiegłam na korytarz, ona za mną (z tą strzykawką), ludzie przerażeni, ja zaczęłam biegać, próbowałam się wydostać, ona za mną, lekarz stał na korytarzu i nie wiedział co się dzieje. W końcu tata mnie dopadł, razem z mamą mnie zataszczyli (myślę, że to dobre słowo) z powrotem do gabinetu. Przyszedł lekarz, próbował mi tłumaczyć co mi chce zrobić, że to nie boli, ja się wiłam i wrzeszczałam. Do dziś podziwiam tego pana za cierpliwość... W końcu powiedział pielęgniarce, że ma się wypchać z tą strzykawką, wziął spray znieczulający, popsikał mi ucho i wyciągnął szczypcami kolczyk. Zabieg trwał 5 sekund...

HISTORIA 2:
Jakieś dwa i pół roku temu nabawiłam się dość poważnej kontuzji kolana. Bolało mnie strasznie, kulałam na jedna nogę przez co nadwyrężyłam drugie kolano i z czasem bolały mnie oba. Z wizytą u mojego pediatry czekałam ponad dwa miesiące, aż nie mogłam już normalnie chodzić. Oczywiście wyraził swoją dezaprobatę względem mojego zachowania i wysłał natychmiast na rentgen. Na rentgenie nie było źle, bo pani była kumata i jakoś mnie obłaskawiła. Opisała dokładnie jakie mam zmiany w kolanie itp. Poszłam natomiast z wynikiem do ortopedy. Byłam odważna, poszłam sama, przygotowywałam się na wizytę trzy tygodnie, bo taki miałam termin. Czekałam w poczekalni i swoim zwyczajem zaczęłam się trząść. I tu wystarczył bodziec w poczekalni już - grupa staruszków opowiadała sobie ze szczegółami co tam im robią i jak to boli. Niemal się licytowali kogo bardziej. Nie wytrzymałam, zaczęłam się trząść jeszcze bardziej i płakać. Ludzie patrzyli na mnie jak na wariatkę. Weszłam do gabinetu, a tam koleś wyglądał jakby sam uciekł z psychiatryka. Nie wiedział chyba co się wokół niego dzieje, nie wspomnę już o sweterku w jaki był ubrany... Dałam mu wyniki, bo nic więcej nie byłam w stanie z siebie wydobyć, przywlekłam się do tego gabinetu ledwo mogąc chodzić, a on mi na to, że "Mi się wydaje, że mnie coś boli"... No bo on na tym zdjęciu z prześwietlenia nic nie widział. Więc stwierdził, że powinnam do dietetyka iść i zrzucić trochę kilogramów, bo może to od tego (a tymczasem to było od sportu...). No nic...

HISTORIA 3:
Nawiązałam już do zdarzenia wcześniej. Pół roku temu zaczęłam się źle czuć. Miałam 38-39 stopni, bolało mnie gardło... Pomyślałam, że przeziębienie, więc brałam jakieś Gripexy i inne takie. Ale było coraz gorzej. Spuchły mi węzły chłonne i miałam trudności z połykaniem i oddychaniem, więc po tygodniu czy dwóch poszłam do mojego lekarza. Stwierdził, że zapalenie migdałków i dał mi antybiotyk (kolejny w moim życiu). Zapytał standardowo, czy nie chcę ich usunąć, ale jak zwykle powiedziałam, że po moim trupie. Wróciłam do domu i następnego dnia całe moje ciało było w czerwonych plamkach. Wyglądałam jak potwór. Pobiegłam z powrotem do lekarza. Nie było go. Przyjęła mnie inna lekarka (pomyślałam "no to koniec - obcy lekarz") ale ktoś mądry wcześniej poradził mi, żeby mówić od razu o fobii, więc nie było źle. Powiedziała, że to reakcja alergiczna na antybiotyk i wysłała mnie do szpitala chorób zakaźnych i powiedziała dokładnie co mi tam zrobią za badania i na czym one polegają. Zadzwoniłam po mamę, zwolniła się z pracy bo wiedziała, że rozwalę ten szpital jeśli coś mi się nie spodoba. Czekałyśmy długo w kolejce do izby przyjęć. Ja byłam coraz bardziej przerażona, już miałam wizję, że mnie w szpitalu zostawią. Wchodzę, a kolo do mnie co mi jest. No to ja mam kurcze wiedzieć? To on jest lekarzem - podejrzenia miał na skierowaniu napisane. oczywiście wydusiłam z siebie jakiś bełkot, który mu się nie spodobał. Fuknął na mnie, ja zaczęłam się trząść. Powiedziałam mu o fobii, a on na to że mam nie przesadzać i nie dramatyzować, opieprzył mnie i chciał mnie zbadać, ale nie mógł przez walące dziko serce. Uznał nawet, że robię to specjalnie. Kazał mi usiąść bo na pewno zemdleję, ja mu na to, że nie sądzę i wystarczy, żeby był dla mnie milszy to przestanie tak walić. No i się zaczęło, zaczął na mnie krzyczeć, że powinni mnie zamknąć w psychiatryku, że z tą fobią to ja nie mogę być nauczycielem (a co ma piernik do wiatraka?), już teraz nie powtórzę wszystkich epitetów skierowanych w moją stronę. A ja myślałam tylko o tym, że tym razem nie mogę stracić nad sobą kontroli, nie mogę się rozpłakać. No to widząc łzy w moich oczach, takie łzy bezsilności walnął "Tylko mi tu nie rycz". Trochę zaczął mnie uspokajać, bo czym badał mi śledzionę i jako, że jestem właścicielką oponki na brzuchu zaczął walić tekstami, że powinnam się wstydzić, że jak kobieta może tak wyglądać itp. Podczas, gdy mi to zupełnie nie przeszkadza, a są to sprawy hormonalne i jedyny lek, który mógł mi póki co pomóc sprawił, że miałam dwa krwotoki... No ale skąd on może o tym wiedzieć? Jak ktoś jest gruby to na pewno dużo żre, prawda? Więc jak już się powyżywał (jeszcze przy pielęgniarce, która tam krążyła cały czas) stwierdził, ze trzeba mi zbadać krew. Pielęgniarka do mnie, że mam się położyć, a ja, że dziękuję - posiedzę. To ona do mnie z mordą, że przecież skoro mam taką fobię to zemdleję. I wtedy się wkurzyłam. Wydarłam się na nich, że chyba sama lepiej znam swoje reakcje i gówno mnie obchodzi, że oni pobierają krew na leżąco - ja chcę na siedząco i koniec. Pobrała tą krew i kazali mi poczekać na korytarzu. Wyszłam i tak się masakrycznie rozryczałam, nerwy mi puścili, że ludzie w poczekalni się zaczęli zastanawiać co oni mi tam zrobili. Po chwili lekarz po coś wyszedł, zobaczył, że ja się duszę od płaczu, moja mama zmierzyła go wzrokiem mordercy, a on jej bezczelnie skomentował "niech ona się już tak nie martwi, te plamki znikną". I kazał mi się przejść. Koniec końców kiedy zobaczył co się działo na korytarzu, to wreszcie uwierzył w prawdziwość mojej fobii i kiedy godzinę później wróciłam obrażona po wyniki zachowywał się już zupełnie inaczej. Był miły, przeprosił mnie, powiedział, ze myślał, ze sobie coś uroiłam z tą fobią, wytłumaczył, że mam mononukleozę, z czym to się je, że przechodzę ją bardzo ciężko i że powinnam zostać w szpitalu, ale w jego ocenie mojego obecnego stanu to nie jest wskazane i jeśli będę się trzymać ściśle jego zaleceń, to wypisze mnie do domu. I zasugerował leczenie psychiatryczne, na co ja fuknęłam i wyszłam obrażona.

Najgorzej jest przyznać się do tego, że potrzebuje się pomocy i leczenia... Chyba nie powinnam jednak wtedy strzelać focha tylko zaakceptować fakt - jestem chora, potrzebuję psychiatry.

Znam źródło swojej fobii. Jako małe dziecko bałam się szczepień itp, ale każde dziecko się boi. Jednak moje najwcześniejsze wspomnienie z dzieciństwa ma ścisły związek z faktem, ze nie pozwolę usunąć sobie migdałków. Nie pamiętam ile miałam lat, mała byłam. Co dwa tygodnie miałam anginę, byłam faszerowana mnóstwem antybiotyków. Mój lekarz zarządził, ze migdałki trzeba usunąć. Rodzice zwieźli mnie do prywatnego lekarza, który się ponoć w tym specjalizował. Może teraz podkoloryzuję, ale pamiętam, że przejeżdżaliśmy przez las i gabinet był na jakimś zadupiu. I moi rodzice mnie tam... zostawili. I pojechali. Potem złapała mnie jakaś wielka baba, posadziła sobie na kolanach, nogami chwyciła moje nogi (bo chciałam kopać), ręce wygięła mi do tyłu i trzymała, a lekarz grzebał mi w buzi. Bolało, bo głupi jaś nie zadziałał. Krzyczałam, płakałam, próbowałam się wyrwać, ale ja byłam malutka a babsko silne. Potem film mi się urwał i obudziłam się na jakiejś kozetce jak rodzice po mnie przyjechali. Od tamtego czasu reaguję na lekarzy tak, a nie inaczej... A, i migdałek odrósł... :roll:

Nie potrafię radzić sobie sama z moją fobią. Już samo myślenie o wizycie u lekarza powoduje u mnie paniczny strach. Wiem, że ktoś z bliskich powinien ze mną być i kontrolować moje zachowanie ale lekarze często nie zgadzają się na drugą osobę w gabinecie. Poza tym potrzebuję tego, żeby cały czas do mnie mówić i opowiadać mi wszystkie czynności, które są wykonywane
 
 
     
nika811

Dołączył: 12 Lis 2008
Posty: 2548
Skąd: Przejdź do mapy
Wysłany: Sob 13 Lut, 2010 11:47   

Heh...
Ja mam kontakt z lekarzami codziennie więc trochę się już przyzwyczaiłam. Nie zmienia to oczywiście faktu, że jak wchodzę do gabinetu lekarskiego to mam wszystkie objawy ataku paniki ;)
 
     
krufka 


Wiek: 24
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 16
Skąd: Potato City
Wysłany: Sob 13 Lut, 2010 12:35   

ale na czym polega paradoks w moim przypadku? psychiatra też jest lekarzem...
 
 
     
nika811

Dołączył: 12 Lis 2008
Posty: 2548
Skąd: Przejdź do mapy
Wysłany: Nie 14 Lut, 2010 12:10   

No fakt, psychiatra też lekarz ;)
Trudno wytłumaczyć dlaczego tak jest...
Może rzadziej chodzi w białym fartuchu? :-P
 
     
krufka 


Wiek: 24
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 16
Skąd: Potato City
Wysłany: Pon 22 Lut, 2010 00:44   

Tu nie chodzi o fartuch, ani o ten specyficzny zapach, ani o miejsce, bo we własnym domu, przy wizycie lekarza bez kitla dzieje się to samo...
 
 
     
qos 

Wiek: 23
Dołączyła: 06 Kwi 2010
Posty: 15
Wysłany: Wto 06 Kwi, 2010 19:47   

krufka! mam jatrofobię. oprócz tego co napisałaś mam jeszcze poboczne wstawki np. gdy mam przejść obok zaparkowanej, stojącej na światłach, jadącej karetki wstrzymuję oddech i przebiegam, odwracam wzrok, gdy tylko się da przechodzę na drugą stronę ulicy. to samo się dzieje obok przychodni i szpitali i aptek. mój chrzestny jest lekarzem, przez co gdy byłam mała zawsze bałam się swoich urodzin czy imienin, że przyjdzie i da mi prezent. na szczęście o mnie zapomniał. boję się "skażonych szpitalem" ludzi którzy wsiadają na przystanku obok szpitala. gdy mam wziąć jakiś lek muszę przestudiować najpierw ulotkę.
gdy wchodzę do szpitala/przychodni/czegokolwiek ogarnia mnie straszne uczucie, robi mi się bardzo zimno, zaczynam się trząść, robi mi się mdło, serce wali jak oszalałe i łzy napływają mi do oczu. oczywiście jestem przekonana że wykryją u mnie jakąś chorobę, strasznie się boję wszystkiego, nienawidzę budynku, wszystkich lekarzy i wszystkich pacjentów, często też uciekam, raz ukradłam swoją kartę i uciekłam.
oprócz tego ostatnio zaczynam analizować siebie i dochodzę czasem do wniosku że jestem na coś chora. czasem wydaje mi się że mam raka piersi, guza mózgu, chorobę serca. nienawidzę tego. nie mogę spać po nocach, bo żeby rozwiać moje wątpliwości musiałabym iść do lekarza! to mnie zjada, zabija.
kiedyś po modnej fali na ptasią grypę wieczorem zaczęło boleć mnie gardło, później gdy próbowałam spać pojawiły się inne objawy, było mi na przemian lodowato i gorąco, zaczęłam się trząść, serce mi waliło, gardło nadal bolało, do tego głowa, zasnęłam nad ranem na jakąś godzinę. obudziłam się już "zdrowa" bez objawów i nie mogłam się sobie nadziwić że takie rzeczy dzieją się ze mną nocą.
nie mogę mieć hipochondrii!!!!!!!!! mam jatrofobię!!!!!!!
psychiatra też lekarz!

co więcej w moim afekcie fobicznym decyduję się rzucić mojego chłopaka i nie mieć żadnego nigdy więcej. otórz biorę tabletki antykoncepcyjne i co pół roku mmuszę chodzić na kontrolę. ( do przychodni dzwonię po receptę potem po nią wbiegam, zabieram i uciekam) ale kontrola co pół roku mnie przeraża, przeraża mnie cytologia, wizja raka, i rozwalenia jajników, albo wątroby tymi tabletkami. a przed telefonem do przychodni też mam potwornego stracha.
_________________
nie bój się!
 
     
krufka 


Wiek: 24
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 16
Skąd: Potato City
Wysłany: Czw 23 Wrz, 2010 22:09   

qos - jakbym czytała o sobie
niestety teraz spędzam w szpitalu po kilka godzin dziennie, codziennie
mój narzeczony jest w bardzo ciężkim stanie na oiomie...
na szczęście trafiłam na wspaniałych (nie sądziłam, ze kiedykolwiek to powiem) lekarzy, którzy rozumieją, że się ich boję...

wielkie brawa dla Oddziału Chorób Wewnętrznych szpitala przy ul Lutyckiej w Poznaniu

wracając do mnie - nie wiem ile jeszcze wytrzymam, bo mój stan też się pogarsza
 
 
     
qos 

Wiek: 23
Dołączyła: 06 Kwi 2010
Posty: 15
Wysłany: Pią 24 Wrz, 2010 12:07   

musisz być bardzo dzielna, skoro dajesz tam radę! na prawdę, aż w głowie mi sie kręci na myśl o oiomie. rozumiem jak musisz się teraz czuć.
ja cały wrzesień walczę ze sobą z nfztem z niekompetencją lekarzy. miałam różne choróbska, zapalenia uszu i inne dziwne sprawy i inne różne badania. wrzesień był na prawdę okropny.
mam wielką nadzieję, że Twój narzeczony niebawem odzyska zdrowie, czego Wam z całych sił życzę! i Tobie dalej tej dzielności, odporności na strach i całą sytuacje.
_________________
nie bój się!
 
     
milka76 

Dołączyła: 19 Lip 2009
Posty: 38
Wysłany: Pią 08 Kwi, 2011 22:51   

Witam, tez mam pewne elemrnty jatrofobi. o ile sam kontakt z lekarzem jak takim mnie nie przeraza to wizja badan juz tak. wkrotce ide na zabieg ktorego owszem boje sie ale bardziej przeraza mnie to ze musze przed zabiegiem dostarczyc wynik ekg. nie wiem jak ja to przezyje. podczs badania cisnienia u lekarza mialam kiedys tetno 150 na minute. nie wiem co bedzie z tym ekg :-(
 
     
qos 

Wiek: 23
Dołączyła: 06 Kwi 2010
Posty: 15
Wysłany: Pią 08 Kwi, 2011 23:36   

Miałam ekg. Nie chcę cię straszyć ale dla mnie to było jedne z najgorszych przeżyć. Już kiedyś kazali mi robić ekg, ale uciekłam. I później po latach to wróciło. Znowu bym uciekła, ale musiałam zrobić badania żeby móc wziąć udział w wyjeździe, na którym mi bardzo zależało. To było jeszcze w starej przychodni. Było na prawdę straszne, potwornie, okropnie. Babka zmoczyła i nadgarstki i kostki i założyła potem jakieś zaczepy na nogi i ręce później przyssała mi do piersi kilka takich mega dziwnych oldskulowych czarnych przyssawek i włączyła aparaturę. Jak zobaczyła co się dzieje z moim sercem kazała mi wziąć głęboki wdech i zatrzymać powietrze, a dopiero po jakimś czasie robić powolny wydech. I zostawiła mnie tak samą. To było straszne. Zawsze mam jedną myśl: uciec, uciec, uciec, jak naj szybciej, jak najdalej. Ale wtedy, gdy miałam na sobie te obleśne przyssawki i klipsy? Było mi tak źle, tak strasznie, nie mogłam się ruszyć, nie byłabym w stanie zdjąć z siebie nic z tych rzeczy ani nawet dotknąć którejś przyssawki a już najgorsze było to coś na kostkach i nadgarstkach, jak dla mnie koszmar. Miałam wtedy jedną myśl: umrzeć. I jeszcze zastanawiałam się co jeśli ona nie wróci. JA na prawdę nie zdjęłabym, z siebie tej aparatury. Więc oddychałam powoli i chciałam umrzeć. Okazało się w ekg że nic mi nie jest. Po wyjściu z przychodni ryczałam całą drogę do domu, a później biorąc najdłuższy i najdokładniejszy prysznic w swoim życiu. Odkaziłam wszystko i obejrzałam jakąś komedię żeby zapomnieć. O taką traumą dla mnie było ekg. Ale dałam radę. I okazało się że wszystko jest ok. Niby nic podłączają cię potem dają wykres. Nie wiem co ci powiedzieć. Wierzę że dasz radę. I że również masz jakiś dobry sposób, żeby się później zrelaksować.
Powodzenia! :)
_________________
nie bój się!
 
     
milka76 

Dołączyła: 19 Lip 2009
Posty: 38
Wysłany: Sob 09 Kwi, 2011 11:06   

hej. dzieki za odpowiedz. widzisz tylko u mnie jest inny rodzaj leku chyba. u mnie jest lęk przed tym ze bedzie mi bilo szybko serce i to spapra caly wynik i ze lekarz sie zdziwi lub pielegniarka. urzadzenie rzepy kabelki mnie nie przerazaja bo wiem ze nie naruszaja ciaglosci skory nie sa wielka ingerencja nikt mnie nie nacina nie wklada niczego do oka ucha czy gardla wiec pod tym wzgledem sie nie boje.mialam ostatnio emg dloni i bylo nawet fajnie tylko ze tam nikt nie rejestrowal bicia mojego serca wiec nie bylo lęku tak duzego. jakie mialas tetno na tym ekg? ja kiedys przy badaniu cisnienia mialam 150 prawie :oops:
 
     
qos 

Wiek: 23
Dołączyła: 06 Kwi 2010
Posty: 15
Wysłany: Sob 09 Kwi, 2011 11:49   

Nie mam pojęcia jakie. Mnie też waliło jak oszalałe i też się zdziwiła i powiedziała coś w stylu że nie no czegoś takiego to ona nie zapisze bo przecież tego lekarce nie pokażemy. Ale to wstrzymanie oddechu i potem powolny wydech o dziwo! oO pomogło. Ostatecznie wyszło to jakoś w normie. A ekg kazała mi zrobić tylko dlatego że tak mi serce waliło.
_________________
nie bój się!
 
     
milka76 

Dołączyła: 19 Lip 2009
Posty: 38
Wysłany: Sob 09 Kwi, 2011 17:05   

nie wiem czy mi pomoze cos wstrzymanie oddechu. boje sie ze jak lekarz zobaczy moje ekg to nie bedzie chcial mnie dopuscic do zabiegu.
 
     
qos 

Wiek: 23
Dołączyła: 06 Kwi 2010
Posty: 15
Wysłany: Sro 20 Kwi, 2011 00:30   

I jak było? Udało się? Coś ci pomogło, co? Opowiedz, jeśli chcesz oczywiście. :)
_________________
nie bój się!
 
     
milka76 

Dołączyła: 19 Lip 2009
Posty: 38
Wysłany: Sro 20 Kwi, 2011 10:21   

hej jeszcze nie bylam. zabieg mam w polowie maja wiec dopiero kolo 10 maja pojde zrobic badania. ale ciezko to widze
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



fobiaspoleczna.info © 2008 - 2012 - All Rights Reserved
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Mapa Forum Mapa Forum XML RSS


Gry Download



Fobia Społeczna - Socjofobia - Fobia Forum - Forum Fobia - Depresja - Zaburzenia Lękowe - forum dyskusyjne na temat fobii społecznej (socjofobii), niesmiałosci, fobii, depresji, zaburzeń lękowych i innych problemów psychologicznych.