Ostatnie pół roku to sporo fobicznych wyzwań, które nie obeszły się bez odpowiedniego zaostrzenia symptomów. Do lęków zaczęły dołączać róznego rodzaju niegroźne halucynacje. Najpowszechniejsze omamy słuchowe zdarzają mi się od co najmniej kilku lat, ale nie przywiązywałem do nich większej wagi. Bicie serca wydawało się być uderzaniem w wielki bęben albo gong, słyszałem w głowie bogaty szum strumyka, czasem lekkie "echo myśli", takie rzeczy. Od tego półrocza zdarzają się takie numery częściej, tylko doszły jeszcze omamy wzrokowe. Zwiastunem tego było przeświadczenie, że na przystanku autobusowym stoi grupa około ośmiu osób. Po chwili okazało się, że stoją tylko trzy, choć mógłbym przysiąc, że tłoczył się tam minitłum. Potem co kilka tygodni przy zamkniętych oczach zaczęły mi się pojawiać niewyraźne obrazy, aż w końcu jeden wyklarował mi się w zabawkowy statek kosmiczny (a przynajmniej coś tak wyglądającego). Mam ostatnio taki (dys)komfort, że zostaję sam w domu i przez pierwsze kilka dni byłem święcie przekonany, że ktoś buszuje w piwnicy, czemu towarzyszyły stosowne odgłosy. Wyraźniejsze stały się okazjonalne (na szczęście) "echa" - moje myśli wyraźnie wypowiadał cudzy głos między głową a światem zewnętrznym. Dziś rano, niedługo po obudzeniu, byłem atakowany niesamowicie głośnymi i napastliwymi odgłosami ptaków (to chyba po obejrzanym w nocy filmie -> patrz odpowiedni temat) i bzyczeniem muchy, która robiła kółka dookoła głowy. Do tego - przy otwartych oczach - rzuciłem sobie na ścianę fakturę z białych kropek, które potem zamieniły się w wirujące żabki do firanek (!).
ALE FAZA, JA PITOLĘ
Przeraziłem się trochę, że to może być coś poważniejszego, ale w jednej z książeczek o nerwicy doczytałem się jakiś czas temu lakonicznej informacji, że omamy mogą w takich zaburzeniach występować. Wiem, jeśli objawy mi się zaogniają, to powinienem zdecydowanie odświeżyć wizyty lekarskie, ale nie potrafię się do tego zebrać. Sam się nakręciłem myślami o "dawaniu po dupie nerwicy" w postaci wspomnianych wyzwań, więc otrzymałem zwrotnie między innymi takie atrakcje. Dzięki wielkie, mózgu.
Chciałem się w zasadzie spytać, czy zna ktoś jakąś ciekawą literaturę o omamach w zaburzeniach psychicznych, bo znaleźć można z reguły tylko pozycje traktujące o ułudach schizofrenicznych albo w innych, poważnych stadiach, podczas gdy interesowałoby mnie takie właśnie "trollowanie przez mózg".
Nie biorę żadnych leków, "środki rekreacyjne" ostatnio rok z hakiem temu, raczej "beznawrotowe".
Ostatnio zmieniony przez Mosze Czw 15 Gru, 2011 12:09, w całości zmieniany 1 raz
Może nie byłem aż taki mały, miałem hmm gdzieś 11-13 lat to gdy szedłem spać już to jak już się kładłem to jakby coś się kładło obok mnie, miałem taką akcje że czułem nawet że coś leży obok mnie, czułem jakiś taki lęk, odczucie czegoś czego nie widać, a wtedy spałem sam w swoim łóżku ale jakoś panicznie się tego nie bałem, olewałem Sobie to z grubsza. Teraz już nie mam takiej akcji.
Przypomniałem sobie, jak raz kładąc się spać (ze dwa lata temu?) czułem, że obok łóżka ktoś przeciąga jeszcze inną postać po podłodze - kroki, ciężkie szuranie, niezrozumiałe głosy, w ramach dodatku potrącenie drewnianego krzesła (którego w pokoju nie mam). Zrzucam to na karb powoli zasypiającego/dopiero rozbudzającego się umysłu. Właśnie wtedy zazwyczaj zdarzają mi się takie akcje jak te spisane wyżej. Do tego bawiłem się w LD-ki, więc pewnie dostaję atrakcje nie wtedy kiedy trzeba.
Ostatnio zmieniony przez Mosze Pią 13 Sty, 2012 20:00, w całości zmieniany 1 raz
Cieszę sie, że tu można się wypowiedzieć na każdy temat. Niby mało ludzi się wypowiada i odpowiada ale skutek terapeutyczny jest. Można się wygadać (wypisać, ha. ha.).
Otóż miałem jako nastolatek z 6 lat temu taką sytuację, ze coś mi w ścianę stukało, w szafie od środka i w sufit. A ja byłem przyzwyczajony, więc bluzgami rzucam i w końcu wychodzę z pokoju mówiąc "i tak mi gówno zrobisz" i poczułem jak mnie coś łapie za głowę i jeb o framugę drzwi. I spokój na parę dni.
Innym razem, z miesiąc temu budzę się w nocy a koło łóżka stoi jakaś szara niska postać, jakby kobieta ale tak ze 60cm. Wyglądała jakby czegoś szukała, jak uniosłem głowę spojrzała na mnie, co mnie sparaliżowało w bardzo niewygodnej pozycji niemożliwej do utrzymania samemu i zacząłem się trząść.
Otóż nie, nie balem się, trząsłem się z nienawiści, ale takiej, jakiej w życiu nigdy wcześniej nie czułem.
Niezłe schizy. Ale na szczęście nie jestem sam, mój współlokator nieraz rozmawia z istotami których nie widzę.
Nie mieszkam w psychiatryku. Akademik.
Można to zrzucić na karb dziecięcej wyobraźni. Za dzieciaka wydawało mi się, że w ciemności ruszają się postacie na plakatach (KEITH FLINT DO MNIE GADAŁ I GRYZŁ W PALEC), innym razem ubranie rzucone na oparcia foteli do złudzenia przypominały mi ruszające się twarze. I wtedy wyskakuję z tekstem wypowiedzianym na głos, że "mama przyjdzie i was wyrzuci ".
Cytat:
Innym razem, z miesiąc temu budzę się w nocy a koło łóżka stoi jakaś szara niska postać, jakby kobieta ale tak ze 60cm. Wyglądała jakby czegoś szukała, jak uniosłem głowę spojrzała na mnie, co mnie sparaliżowało w bardzo niewygodnej pozycji niemożliwej do utrzymania samemu i zacząłem się trząść.
Wygląda na paraliż przysenny, miałem kiedyś taki z dwoma szarymi i pomarszczonymi ufokami, heh.
Przedstawiłem tylko najstarszy pamiętany przeze mnie przypadek halucynacji i ostatni. Było tego naprawdę dużo, szczególnie po juwenaliach (efekt odstawienia alkoholu) oraz w okresach depresyjnych. Pomaga na to modlitwa do Welesa oraz wyrzeczenie się ciemnych sił zwanych przez chrześcijan szatanem. Demona też raz widziałem, ale to chyba była projekcja specjalnie dla mojego umysłu, ponieważ zdawała się trójwymiarowa i cielesna a mam dość bujną wyobraźnię (na tyle bujną by zaprojektować w umyśle miasto a po kilku dniach projekt przelać na papier).
Reasumując, wierzę w co widziałem, nie wierzę, że wszystkko co widziałem było halucynacją wywołaną przez używki.
Dodam, że prawie zawsze spotkania maja miejsce o godzinie 3 w nocy. Według moich obserwacji nawet ateiści i zwierzęta wyczuwają To w mojej obecności o tej porze.
Przedstawiłem tylko najstarszy pamiętany przeze mnie przypadek halucynacji i ostatni. Było tego naprawdę dużo, szczególnie po juwenaliach (efekt odstawienia alkoholu) oraz w okresach depresyjnych. Pomaga na to modlitwa do Welesa oraz wyrzeczenie się ciemnych sił zwanych przez chrześcijan szatanem. Demona też raz widziałem, ale to chyba była projekcja specjalnie dla mojego umysłu, ponieważ zdawała się trójwymiarowa i cielesna a mam dość bujną wyobraźnię (na tyle bujną by zaprojektować w umyśle miasto a po kilku dniach projekt przelać na papier).
Reasumując, wierzę w co widziałem, nie wierzę, że wszystkko co widziałem było halucynacją wywołaną przez używki.
Dodam, że prawie zawsze spotkania maja miejsce o godzinie 3 w nocy. Według moich obserwacji nawet ateiści i zwierzęta wyczuwają To w mojej obecności o tej porze.
no cóż jak byłem mały to rozmawiałem z kimś nad ranem kilka razy kiedy szykowałem się do przedszkola, tylko nie pamiętam z kim , ale to było nad ranem i na pewno nie było to żywa osoba...
_________________ największą tajemnicą serca jest miłość
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Fobia Społeczna - Socjofobia - Fobia Forum - Forum Fobia - Depresja - Zaburzenia Lękowe - forum dyskusyjne na temat fobii społecznej (socjofobii), niesmiałosci, fobii, depresji, zaburzeń lękowych i innych problemów psychologicznych.