Najnowsza kobyłka od mistrza horroru*, tym razem jednak w klimatach science-fiction. Jake Epping to zwyczajny nauczyciel jakich wielu w 2011 roku. Właściciel miejscowego baru postanawia podzielić się z nim tajemnicą - w spiżarni znajduje się portal czasoprzestrzenny, który przenosi podróżnika do roku 1958. Przy okazji nakreśla Jake'owi swój plan ocalenia prezydenta Kennedy'ego i tym sposobem zmiany biegu historii. Mimo oczywistych wątpliwości sprzyjająca sytuacja osobista Eppinga i własne pomysły na zmianę pewnych wydarzeń skłaniają go do podjęcia wyzwania. Konieczność przystosowania się do nowych (a raczej starych) warunków czy walka o miłość są jednak żadnymi problemami w obliczu nieuniknionego. Przeszłość nie lubi zmian.
Miła lektura, w której mieszają się wątki science-fiction, teorii spiskowych i opery mydlanej, podlana negatywną oceną naszych czasów i związaną z tym niemożnością znalezienia swego miejsca.
edit: ale bardzo mi się nie podobały nawiązania do "To". Nie dość, że wepchnięte na siłę, to samą książkę ledwo ścierpiałem, męcząc się z nią tygodniami. Po trosze wina tego, iż historie o dzieciakach ratujących świat odrzucają mnie we wszelkich formach.
*posłużę się tu "tylnookładkowym hasełkiem", niemniej King plusuje sobie prostym, ale nie prostackim stylem, który nie pozwala się oderwać od lektury. Zawsze to lepiej od pustego Mastertona czy innych popularnych tego typu pisarzyn.
A propos spisków, bo po niedawnej śmiechawie na forum wciąż było mi mało. O ile King po przebrnięciu przez stosy materiałów odrzuca stanowczo wszelkie wymyślne teorie, tak van Helsing (nie, nie ten) to jazda bez trzymanki. Już tytuł, teksty okładkowe (no wiecie, "ONI nie chcą byś to przeczytał" - o rany, jakoś się prześlizgnęło w masowym druku i tłumaczeniu na kilkanaście języków!) i słowa wstępu ukazują wyjątkowo marne metody manipulacji, ale widocznie spiskowców to nie razi ani nie uraża (ja poczułem się dotknięty). Te pierwsze kilkanaście stron lektury typu "zmień swoje życie w weekend" wyjątkowo poprawia nastrój i kazało mi nawet wypisywać sobie poszczególne głupotki, by się potem nimi podzielić w jakiejś szerszej wypowiedzi, ale zrezygnowałem, gdy nastał etap jadący czystym von Danikenem. Tralala, Reptoidy, Nibiru, Atlantyda, Tusk z Britney czcący Diabła w lesie, w pełni poważne traktowanie podróży w czasie bez zauważania prostych paradosków czy konsekwencji, etc. Podobno wiekowe proroctwa, które są pełne detali i dokładnych dat odnośnie znanych już nam wydarzeń, ale nagle daty i szczegóły znikają, gdy traktują o nieznanej jeszcze przyszłości. Przy każdorazowym zasłanianiu się "tajemnicą" przypominał mi się fragment z którejś z książek wspomnianego von Danikena. Był on sobie w tajnych tunelach w Ameryce Południowej i znalazł w nich skarby obcych cywilizacji. Zdjęć nie zrobił, bo bał się, że flesz aparatu uruchomi lasery albo inne systemy bezpieczeństwa, które zniszczą te precjoza. Głupie? Niektórych to w pełni satysfakcjonuje.
Szczerze mówiąc nagle zrobiło się nudno, bo niczego nowego nie wyczytałem. Chłonąłem to już na klozecie z książek należących do dziadka, a które skutecznie pomagały mi w walce z zatwardzeniem. Non-stop negacja najprostszych wytłumaczeń i kontrargumentacja na zasadzie "bo tajemnica i już" albo podpieranie się rzekomymi spotkaniami z Wysoko Postawionymi Ludźmi, na których autor wpadał niemalże całkowicie przypadkowo i te osoby zawsze chętnie opowiadały o arcytajemnicach, mimo że groziła im kulka w łeb.
Obama, uprasza się.
Nie otworzy to tobie ani nikomu oczu. Będziesz zdegustowany tym, że autor traktuje cię jak ostatniego abderytę.
Edytowane kiedyś później: o, mamy jeszcze stawianie tezy, że choroby biorą się głównie z naszych uczynków względem innych ludzi, także we wcześniejszych wcieleniach. By doszczętnie zdyskredytować dokonania medycyny, autor powołuje się na opinię wszystkich...hipnotyzerów i jasnowidzów. Tak właśnie działają tego typu książki.
A na koniec jeszcze opowiada o swoich spotkaniach z tym podróżnikiem w czasie.
Przepraszam za cięte słowa względem autora. On nie może w to wierzyć, za to wierzy w dobry interes. Zaradność to dobra cecha, skoro na świecie mamy tylu totalnych naiwniaków, to czemu by na nich nie dorobić?
I jeszcze jeden i jeszcze raz: albo rozczulający dowód na istnienie kiedyśtam bardziej zaawansowanych od nas form życia - znaleźny kciuk większy od normalnego O CAŁE DWADZIEŚCIA PROCENT. Wytłumaczenie sobie tego genetycznym zaburzeniem i nieco bardziej "urośniętym" ciałem jest zbyt przyziemne. A gdy coś jest zbyt przyziemne, TO CZAI SIĘ ZA TYM SPISEK I REPTOIDY.
Ostatnio zmieniony przez Mosze Wto 07 Lut, 2012 10:01, w całości zmieniany 6 razy
Ja osobiście jestem fanką horrorów, thrillerów i wszelakich kryminałów. Może i w swojej "biblioteczce" przeczytanych książek nie mam za dużo pozycji ale szkoła skutecznie kradnie mi wszelakie chęci na czytanie czegokolwiek. W każdym razie jeżeli chodzi o autorów najczęstrzym pisarzem, który pojawiał się na okładkach książek które czytałam był S.King, ale także Alex Kava lub Harlan Coben : )
_________________ Skutecznie nie rozumiem własnej osoby
Ja uwielbiam kryminały i nie mam zdefiniowanych ulubionych autorów, ale S.King, D.Brown czy H.Coben zajmują u mnie czołowe miejsca, chociaż co do Cobena to tylko seria z Myronem Bolitarem. Na co dzień wolę powieści, dramaty. Fantasy to tylko Tolkien (wszystkie książki!), C.S.Lewis i J.K.Rowling, ale Pottera choć lubię to raczej nie będę często do niego wracać, jak chyba większość osób. Więcej książek fantasy nie jestem w stanie zrozumieć
_________________ "Miał rację pewien Francuz zauważając: "Jakże słodka jest samotność!" Ale chciałbym mieć przyjaciela, któremu mógłbym to powiedzieć!"
- William Cowper
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Fobia Społeczna - Socjofobia - Fobia Forum - Forum Fobia - Depresja - Zaburzenia Lękowe - forum dyskusyjne na temat fobii społecznej (socjofobii), niesmiałosci, fobii, depresji, zaburzeń lękowych i innych problemów psychologicznych.