FIFA 98 to było to - gra na hali + wszystkie reprezentacje świata (z prawdziwymi nazwiskami). No i można było grać na dwóch na zasadzie - jeden klawiaturą, drugi myszką.
Heh... ja obecnie właśnie tłukę w Skyrim, mam na liczniku 55h i ciągle nie mam dość, a przede mną jeszcze masa zadań i miejsc do eksploracji no i wątek związany z Mrocznym Bractwem, który zostawiam sobie na sam koniec.
Swoją drogą, gra jest ładna choć do takiego BF3 jej dużo brakuje, więc jak ktoś gra to polecam instalację modów na poprawę grafiki ze strony skyrimnexus.
Ja w Skyrima mam tylko 36h, od tygodnia go nie włączałem trochę mi się znudziło. Wspomniałeś o battlefildzie 3, może grywasz w multi? Bo ja od czasu do czasu pogrywam...
Nie mam swojej kopii niestety. Jestem raczej zwolennikiem singleplayera, a z tego co czytałem, nie opłaca się kupować jej tylko dla tego trybu, chociaż ciekawi mnie kooperacja , która jest niezła podobno.
Ja przez ostatnie 4 miesiace grałem tyle, co przez 4 szczególnie intensywne dni okresu wakacyjnego. Może z dwadzieścia parę godzin. I bardzo się z tego cieszę. WYSZEDŁEM Z NAŁOGU!!!
Gry komputerowe to wspaniała rozrywka, ale bardzo uważajcie bo może być bardzo niebezpieczna w połączeniu z fobią. Ja przez całe gimnazjum byłem cichy, zamknięty w sobie, nie angażowałem się w nic, i cała moja egzystencja opierała się tylko i wyłącznie na graniu. Byle do kompa. Po szkole- sprint do komputera. Szkoda mi było czasu na cokolwiek, bo mogłem siedzieć przed kompem. Komputer był taką bezpieczną ostoją od strasznego świata
Najstraszniejsze były dwie rzeczy. Po pierwsze, żebym ja chociaż informatycznie umiał posługiwać się komputerem- NIE. Jestem noga w zaawansowanej obsłudze sprzętu. Tylko gry i internet. Po drugie, to był niekończący się nałóg, bo nigdy nie byłem nasycony rozrywką przed monitorem, zawsze chciałem więcej i więcej...
Gdyby nie to że moją drugą pasją są książki i wiedza o świecie to wyrósłby ze mnie żałosny nerd który nic nie potrafi poza grami komputerowymi . Na szczęście te rzeczy w połączeniu z moimi nielicznymi kumplami ratowały mnie od śmierci przed monitorem.
Zamierzam za jakiś czas kupić sobie wychwalane Elder Scrolls:Skyrim (boję się tylko żeby nie spowodował powrotu nałogu . Niestety, kupno gry się odłoży. Bo zbieram na gitarę. Moja stara dusza i fobia ciągle kuszą mnie "olej nudną gitarę, kup super grę" ale nie ma mowy, chcę próbować nowych rzeczy i walczyć z fobią!
Marssel napisał/a:
Battelfielda 3 przeszedlem niestety multiplayera nie mam a z chęcią bym pograł.
Jak to nie masz multiplayera? O__o Swoją drogą, kupno BF3 też rozważałem.
Czyta ktoś CD Action lub inne pismo growe?
_________________ Jedyne czego należy się bać, to strach.
Ostatnio zmieniony przez Borealis Pon 26 Gru, 2011 12:34, w całości zmieniany 2 razy
Wszystko się z czasem nudzi. Jak ktoś ma ochotę pograć 10 godzin na dobę przez tydzień to niech sobie pogra. Szybciej mu się znudzi niż gdyby grał 3 godzinki dziennie przez miesiąc.
Jak ktoś ma ochotę na wspaniały komputer niech przepłaci. Przekona się, że to nie jest takie super jakie się wydaje i później już nigdy tyle nie wyda na sprzęt. Prawdopodobnie kolejne osiągnięcia techniki będzie traktował z dystansem i nie chwytał tak bardzo marketingowego bełkotu.
Olaboga, jestem stracony. Nie dość, że wracają ciągoty do podsypiania w ciągu dnia, to jeszcze udało mi się niedawno pozyskać ciutkę lepszego kompa, przez co marnuję czas przy produkcjach, które wcześniej jakoś ominąłem (tzn. przed awarią poprzedniego kompa, potem przesiadka na biurowca).
Ale Bioshocka sobie nie odświeżę (shadery tylko 2.0).
Z innych prób odświeżynkowych - za cholerę nie pamiętałem niemal niczego z Deus Ex: Invisible War. Przecież ta gra nie mogła być tak słaba, to w końcu Deus!
Siadam po kilku latach od poprzedniego zaliczenia.
Mija paręnaście minut i wywalam tej szajs z dysku.
Ta gra nie ma kompletnie sensu. Jest to swego rodzaju osiągnięcie, ale pozostawmy je grom MMO, Assasin's Creedom czy innym dennym ramotom, Deus ma być genialny i już.
Reszta moich nowych doznań na plus:
Call of Cthulhu: The Dark Corners of the Earth - jak sam tytuł wskazuje gra bazuje na twórczości H.P. Lovecrafta. Przyjazd do Innsmouth i niegościnność wymalowana na twarzach mieszkańców tworzą powalające pierwsze wrażenie. Początkowym etapom, przypominającym grę przygodową w trybie FPP, towarzyszy dreszczyk, choć wiemy, że nic nam nie grozi. Przeżyjemy też pompujący adrenalinę rajd przez pokoje hotelowe uciekając przed tubylcami, ryglując za sobą drzwi i zastawiając je szafami. Po drodze poznamy clue programu - halucynacje i zaburzenia wzrokowo-słuchowe, które oczywiście muszą być przesadzone (z braku możliwości oddania psychicznych stron stresu), lecz nie przeszkadza to budować charakteru gry. Później przychodzą niestety nieco gorsze etapy skradankowe, aż wreszcie pojawia się broń palna i gra zamienia się w toporną strzelankę, która zaczyna nieco śmieszyć. Koniec końców jednak produkcja bardzo (nie)sympatyczna i z nawiązaniami do twórczości Samotnika z Providence.
Pisałem w jedno miejsce dłuższą i bardziej szczegółową wypowiedź, ale nie będę kopiował, bo też miało tu być pokrótce.
Painkiller - nasza rodzima odpowiedź na Serious Sama, która okazała się...lepsza od oryginału. Między innymi dzięki czystej radosze, jaką daje przebijanie niemilców kołkami. Mimo ostrożnego dawkowania, w końcowych etapach zaczęła mnie już męczyć (i liczyłem na jakiś bardziej wymyślny finał).
Jeszcze nieukończone:
Splinter Cell: Chaos Theory - trzecia część zmagań Sama Fishera. Wstyd przyznać, ale jedynki ostatecznie nie skończyłem, Pandora Tomorrow nawet nie tknąłem, a Double Agenta słusznie odpuściłem po paru misjach. Chaos Theory rzeczywiście wydaje się być najlepszą częścią cyklu - tym razem udało się grze "chwycić mnie" ciekawszymi lokacjami (choć nadal cholernie liniowymi), muzyką Amona Tobina, paroma nowymi możliwościami naszego protegowanego i bardziej zmyślnymi przeciwnikami (którzy jednak nadal dają się nabierać jak dziecko na cukierek od pedofila). Między odkrywaniem kolejnych spisków nie zabrakło miejsca na humor (aż się chce dopadać przeciwników i ich przesłuchiwać, heh).
Vampire - The Masquerade: Bloodlines - wszelkie gry deusopodobne dostają u mnie z miejsca kredyt zaufania, niemniej przez Vampira przebija mi się strasznie ciężko i powoli. Dialogi są bajeczne, ale nie bardzo potrafię się wciągnąć w ten mroczny, dorosły klimat, przesycony mrokiem i erotyką. Z pewnością byłoby łatwiej, gdyby nie liczne fuszerki (nieokiełznany przez twórców Source czy chaotyczna walka). Coś mi się zdaje, że sobie wkrótce daruję.
Stalker: Cień Czarnobyla - bawię się od wczoraj i jestem urzeczony. W ogóle defekowałbym tęczą, gdyby nie nieco przesadzona wytrzymałość przeciwników (albo celność broni w naszych rękach, bo pojedyncze wystrzały gracza wydają się być mniej celne niż seria przeciwnika puszczona z tej samej flinty) i konieczność biegania kilometrami w tę w i wewtę (wiem, jest mod Priboi Story, ale z dodatkami zabawię się później).
edit: ogarnąłem ciut lepsze pukawki i jest już bardzo OK.
Brat sobie jeszcze Armę zainstalował i pewnie kiedyś także obadam. Piękne mam wspomnienia z Flashpointa - cały mój oddział zostaje wybity, a ja potem spieprzam przez las między wrogimi patrolami. Ech.
edit: aj, no i czasem popykam jeszcze w Modern Warfare po sieci. I przed wielomiesięczną przerwą grałem nub...rekreacyjnie, bo latanie po ścianach i nadludzka celność co poniektóych kojarzy mi się bardziej z UT (godziny treningów mechanicznych czynności w CoD-ach, Ce-eSach i innych multiplejerach, by potem zamieniać zabawę w nadęcie poważną rywalizację, wyzywanie współgraczy od nieudaczników i sycenie się tym to durnota jakich mało). Jeśli ktoś więc chce na mnie pożerować, to można się zgadać.
Ostatnio zmieniony przez Mosze Nie 12 Lut, 2012 18:55, w całości zmieniany 4 razy
Jedna z moich ulubionych gier. Moim zdaniem warto dać jej szansę, ale to już Twój wybór. Szkoda, że tak rzadko wychodzą rpg, które dzieją się w innej scenerii niż fantasy. Bo akurat najlepsze rpg to te bardziej oryginalne (Deus, Fallouty, czy mniej schematyczne fantasy jak Planescape Torment).
Dziś kupiłem na steamie za 20 zł paczkę 5 części Jedi Knight, słyszałem sporo dobrego o tych grach. Choć od grania na pc się odzwyczaiłem, więc nie wiem kiedy się za to zabiorę, chyba zostawię na czarną godzinę jak wszystkie konsole się spieprzą.
Wiek: 21 Dołączył: 27 Maj 2011 Posty: 2340 Skąd: Warszawa
Wysłany: Sob 11 Lut, 2012 23:09
Ja ostatnio z braku Skyrima (i odpowiednio mocnego kompa) odświeżałem sobie Obliviona, tym razem z dodatkami. Grało się równie dobrze co kiedyś, a dodatek Shivering Isles był odświeżający i przyjemny (chociaż głównie ze względu na nową krainę, mocno różniącą się od Cyrodiil, bo questy były dość banalne jak na krainę Szalonego Boga, a nagroda za jego główny quest trochę słaba).
_________________ “A man is a success if he gets up in the morning and gets to bed at night, and in between he does what he wants to do.”
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Fobia Społeczna - Socjofobia - Fobia Forum - Forum Fobia - Depresja - Zaburzenia Lękowe - forum dyskusyjne na temat fobii społecznej (socjofobii), niesmiałosci, fobii, depresji, zaburzeń lękowych i innych problemów psychologicznych.