Wysłany: Sob 04 Lut, 2012 17:05 Góry, wspinaczka...
Nie znalazłem takiego tematu. Kto z was lubi wyjazdy w góry? Po górach poruszacie się pieszo/rowerem/na nartach? Jakie pasma najczęściej odwiedzacie? Może zajmujecie się też wspinaczką w skałach/górach? Proponuje opisywać tutaj swoje górskie pasje i marzenia a także relacje z wyjazdów. Wątek "integracja w górach" niech zostanie do planowania wspólnych wyjazdów.
Kocham góry Hmm jak się poruszam? Póki co pieszo Przyszłościowo może na jakieś lżejsze trasy wybiorę się z rowerem, a kiedyś może i narty biegowe (jeśli nauczę się jeździć i zakupię sprzęt, a taki pomysł jest w głowie ) Jakie pasma - najczęściej Beskid Wyspowy Wspinaczką się nie interesuję - póki co Hmmm marzenia związane z górami? Chodzić, chodzić i jeszcze raz chodzić, tak by jak najwięcej zdobyć szczytów w swoim życiu Jest też pomysł Korony Gór Polskich, ale to tak dla własnej satysfakcji i nieoficjalnie Z górami wiąże się też jeszcze jedno marzenie: ukończyć Kierat , jeśli sprawdzi się przysłowie do trzech razy sztuka to stanie się to w tym roku Aaaa i jeszcze jedno "małe" marzenie zobaczyć kiedyś na żywo Himalaje
Z górami wiąże się też jeszcze jedno marzenie: ukończyć Kierat , jeśli sprawdzi się przysłowie do trzech razy sztuka to stanie się to w tym roku
Kierat też chciałbym kiedyś ukończyć a jeszcze lepiej go przebiec, niestety trudno mi się zmobilizować do treningów. Bez przygotowania to chyba nawet w limicie nie jest łatwo się zmieścić?
A jak przebiegły Twoje poprzednie próby? Jak się przygotowywałeś i co chcesz zmienić w tym roku. Sprzęt, taktyka?
Oj nie, przebiec Kierat, to nie dla mnie W 2010 skończyłem po 5 punktach, w sumie fizycznie mogłem iść dalej ale brakło już trochę czasu, w nocy się trochę pobłądziło. W ubiegłym roku zaszedłem dalej, do 7 punktu Fizycznie też byłem w stanie iść dalej, ale mój towarzysz wyprawy, czyli moja siostra zrezygnowała, więc i ja odpuściłem, i tak byłem zadowolony z tych 7 punktów, bo to jest jakiś postęp O ile za pierwszym razem pozostał jakiś niedosyt, o tyle z ubiegłorocznego startu byłem bardzo zadowolony, bo poczułem w nogach te przebyte kilometry Szczerze, to myślę że realny w tamtym roku był 8pk, może 9, ale nie sądzę bym był na tyle fizycznie przygotowany by dojść do końca, choć w sumie kto wie W tym roku chciałbym dojść przynajmniej do 8 punktu, ale oczywiście wszystko zweryfikuje trasa
Hmm a co do przygotowania, to w zasadzie nie mam jakiegoś specjalnego. Ogólnie traktuję, to jako zabawę, czyli nic na siłę. Oczywiście startuję z myślą, by przejść te 100km, super byloby gdyby się udało, ale na starcie mam świadomość, że jestem tu po to by przeżyć przygodę i zawsze jest fajnie Czy trudno się zmieścić w limicie? Powiem, że i tak i nie Na pewno tu ważną rolę odgrywa nawigacja, wiadomo im więcej błędów się popełnia tym więcej się czasu traci, i traci się też siły błądząc, np. w ubiegłym roku błądząc w drodze do 3punktu, myślę że straciłem od 30min do 1h, tak więc gdyby nie to może bez problemu dotarłoby się potem do 8pk? Na pewno nie jest tak, że tylko super nie wiadomo jak przygotowani ludzie są w stanie ukończyć Kierat, ale oczywiście nie ukończy go też osoba, która całymi dniami leży na kanapie Po prostu trzeba chodzić, chodzić i jeszcze raz chodzić Zawsze dużo robi też głowa, i czasem okazuje się że stać nas na więcej niż się spodziewaliśmy Osobiście twierdzę, że jestem w stanie Kierat przejść, tylko oczywiście na to ma wpływ wiele czynników, i wszystkie muszą się zgrać by się to udało Dodam też że z każdym startem uczę się coraz więcej Pierwszy start to była niewiadoma co do wszystkiego, drugi już wiedziałem na co się szykować, też miało się już pojęcie co się przydaje w plecaku, a co niepotrzebnie zwiększa jego wagę. Poza tym coraz lepiej czuję w nawigacji, co nie znaczy, że jest dobrze W ubiegłym roku w porównaniu do pierwszego startu, jakby łatwiej przychodziło ryzykowanie z wyborem trasy, choć i tu jest sporo do poprawy Na pewno też w ubiegłym roku mniej robiło się przerw w marszu, nie na każdym punkcie, tylko na konkretnych, które wybrało się wcześniej.
Moje przygotowanie to było bieganie, spacery z psem i ćwiczenia, które już wykonuję od dobrych paru lat, tak więc nic jakoś nie zmieniałem pod kątem Kieratu. No i oczywiście od czasu do czasu jakiś wypad w góry, ale tego zdecydowanie jest za mało w moich przygotowaniach i to bym chciał zmienić trochę w tym roku. Do tego na pewno przydałoby się trochę podszkolić w nawigacji, bo w dalszym ciągu idzie mi to tak sobie Hmm jeśli idzie o zmiany w tym roku, to rozważam by kupić sobie camelbak (chyba tak to się pisze ), bo jednak każde otwieranie plecaka by wyciągnąć wodę wybija z rytmu. Inną rzeczą jest też to by postawić na więcej picia a mniej jedzenia w plecaku, choć tu też wiadomo, że sporo zależy od pogody. Hmm a taktyka? Na pewno lepiej przemyśleć trasę przed startem, ale tak samo planowałem w ubiegłym roku i niespodzianek nie udało się uniknąć No i chyba próbować więcej ryzykować, choć w nocy jest to dość trudne, bo o ile jeszcze orientacja w terenie w ciągu dnia jest niezła, to w nocy ciężko o jakieś punkty zaczepienia. Pewnie jeszcze jakieś przemyślenia będą, ale póki co nie wpadłem jeszcze w taką gorączkę kieratową
A Ty kiedyś startowałeś w Kieracie czy na razie tylko planujesz?
Ostatnio zmieniony przez Matthias Nie 05 Lut, 2012 19:59, w całości zmieniany 1 raz
Ja myślałem o Kieracie. ; D Jak na teraz temat przycichł u mnie, ale nie wykluczam. Wizja 100km podróży w nocy wśród dzikiej natury wydaje się być bardzo ciekawą. Kierat da się przejść może i bez przygotowania, ale jest to okupione sporym cierpieniem. : P
_________________ "Mieliśmy gdzieś uciec, nic z tego nie będzie..."
Nie startowałem jeszcze w Kieracie. Miałem raz do czynienia z podobnym dystansem ale w trochę innej sytuacji. Mam taką wredną cechę że ciężko mi jest spróbować jeśli nie jestem perfekcyjnie przygotowany. Stąd by wziąć udział w Kieracie to musiałbym biegać regularnie przez minimum pół roku. Powiedzmy że systemem 3x w tyg. 10km i 1x 20-30km. Niestety to wymaga ogromnego samozaparcia.
Cytat:
Oj nie, przebiec Kierat, to nie dla mnie
Miałem na myśli nie tyle ciągły bieg(bo to już abstrakcja) ale połączenie marszu (pod górę) z biegiem (w dół i po płaskim). Realnie patrząc to myślę że dla zwykłego śmiertelnika czas w granicach 16-18h jest osiągalny. Lepsze czasy są już związane z praktycznie wyczynowym treningiem.
Cytat:
i tak byłem zadowolony z tych 7 punktów, bo to jest jakiś postęp
I słusznie. Jak jest postęp to do celu coraz bliżej. Myślę że z każdym startem będzie lepiej.
Cytat:
Na pewno tu ważną rolę odgrywa nawigacja,
Na nawigacji nie znam się zbytnio i też nie interesuje mnie ona specjalnie. Myślałem żeby użyć turystycznego GPSa (chyba jest dozwolony) i wybierać pewniejsze warianty, nawet nieco dłuższe.
W ten sposób powinno uniknąć się błądzenia czyli straty sił i nerwów.
Cytat:
to rozważam by kupić sobie camelbak
Nawet nie wyobrażam sobie że można by startować bez niego! Co do przerw w marszu to najlepiej nie robić żadnych. Można jeść i pić nie zatrzymując się. Na początku to trudne dla psychiki ale organizm wpada w rytm i przyzwyczaja się. Odpoczynki na takiej trasie właściwie niewiele dają a czasu straci się sporo.
Cytat:
jest też to by postawić na więcej picia a mniej jedzenia w plecaku
Wody ( a najlepiej jakiegoś isostara itp.) trzeba mieć dużo ale warto wykorzystać możliwości jej uzupełnienia na trasie. Tak żeby nie nieść więcej niż 2 litry napoju.
Jedzenie to sprawa skomplikowana ale głównie słodycze, bakalie. Jak najbardziej kaloryczne ale też lekko strawne. Może jedną-dwie normalne kanapki jako tzw. zapychacz.
Wszelkie konserwy, kabanosy itp. według mnie można sobie darować. Tak samo jak owoce i warzywa(waga) Myślę że żarcie nie może ważyć więcej niż 0,5-0,7 kilograma i musi mieć minimum 2000kcal.
Cytat:
co się przydaje w plecaku, a co niepotrzebnie zwiększa jego wagę.
Według mnie w plecaku poza żarciem i napojem to naprawdę nie wiele trzeba zabierać.
Jak ktoś się uprze to waga całego niesionego sprzętu (razem z plecakiem) nie przekroczy 1kg. A z żarciem i wodą(2L) będzie w granicach 3,5-4kg. Wiąże się to jednak z pewnymi inwestycjami na zakup ultralekkich ciuchów i sprzętu.
Nie startowałem jeszcze w Kieracie. Miałem raz do czynienia z podobnym dystansem ale w trochę innej sytuacji.
Tzn. co to za inna sytuacja była?
;) napisał/a:
Miałem na myśli nie tyle ciągły bieg(bo to już abstrakcja) ale połączenie marszu (pod górę) z biegiem (w dół i po płaskim). Realnie patrząc to myślę że dla zwykłego śmiertelnika czas w granicach 16-18h jest osiągalny. Lepsze czasy są już związane z praktycznie wyczynowym treningiem.
Heh, myślałem, że masz na myśli bieg cały czas. Są tacy "wariaci", co biegną przez większą część dystansu, jestem pod wrażeniem takich ludzi Na ostatnim Kieracie wykręcili rewelacyjny czas, coś niesamowitego
;) napisał/a:
Na nawigacji nie znam się zbytnio i też nie interesuje mnie ona specjalnie. Myślałem żeby użyć turystycznego GPSa (chyba jest dozwolony) i wybierać pewniejsze warianty, nawet nieco dłuższe.
W ten sposób powinno uniknąć się błądzenia czyli straty sił i nerwów.
Tak z tego co kojarzę GPS jest dozwolony, ale jakoś dla mnie kompas to większa przygoda Zresztą GPS też nie jest aż tak niezawodny, atakując 3punkt w ubiegłym roku spotkaliśmy innych Kieratowiczów, którzy też szukali tego punktu i dołączyliśmy się do nich i... mieliśmy wielkie problemy z namierzeniem punktu, trzeba było iść na czuja Ale na pewno GPS sporo ułatwia. Z tymi pewniejszymi wariantami, to różnie to bywa, czasem się opłaca nadłożyć drogi i wybrać pewny wariant, a czasem po prostu się to nie opłaca, trzeba mieć nosa gdzie warto zaryzykować, a gdzie wybrać pewniejszą opcję.
;) napisał/a:
Nawet nie wyobrażam sobie że można by startować bez niego! Co do przerw w marszu to najlepiej nie robić żadnych. Można jeść i pić nie zatrzymując się. Na początku to trudne dla psychiki ale organizm wpada w rytm i przyzwyczaja się. Odpoczynki na takiej trasie właściwie niewiele dają a czasu straci się sporo.
W zasadzie, to tak przerwy za wiele nie dają, ale patrząc na mój sposób pokonywania Kieratu w jakimś sensie wpisuję je w rajd Nie mam ciśnienia na jak najlepszy czas, więc sobie w tamtym roku na punkcie bodajże 2 i 5 zrobiłem przerwę, zjadłem, zmieniłem skarpetki. Na pewno nie myślę o rezygnacji z takich przerw na paru punktach, to nie są długie przerwy, więc nie mam poczucia, że tracę czas.
;) napisał/a:
Wody ( a najlepiej jakiegoś isostara itp.) trzeba mieć dużo ale warto wykorzystać możliwości jej uzupełnienia na trasie. Tak żeby nie nieść więcej niż 2 litry napoju.
Jedzenie to sprawa skomplikowana ale głównie słodycze, bakalie. Jak najbardziej kaloryczne ale też lekko strawne. Może jedną-dwie normalne kanapki jako tzw. zapychacz.
Wszelkie konserwy, kabanosy itp. według mnie można sobie darować. Tak samo jak owoce i warzywa(waga) Myślę że żarcie nie może ważyć więcej niż 0,5-0,7 kilograma i musi mieć minimum 2000kcal.
No właśnie, dlatego piszę żeby mieć więcej wody. Ubiegłoroczny Kierat punkt 4, gdzie to miała być woda do uzupełnienia i co się okazuje? Wody nie ma... Ci co byli wcześniej się obładowali, musiałem chodzić i szukać po baniakach czy gdzieś coś nie zostało, bo moje zapasy się kończyły, a przecież to była godzina ok.3-4 więc sklepy jeszcze zamknięte, zresztą nie wiadomo kiedy by się trafiło na jakiś sklep. Na szczęście coś tam się udało znaleźć, ale jakby się nie znalazło, to byłaby masakra. Co do jedzenia, to ogólnie miałem jakieś batony, czekolada, krówki, kanapki. Tak naprawdę niewiele się w sumie je, na pierwszym Kieracie miałem tego jedzenia trochę, ale się okazało,że człowiek nie ma szans tyle zjeść
;) napisał/a:
Według mnie w plecaku poza żarciem i napojem to naprawdę nie wiele trzeba zabierać.
Jak ktoś się uprze to waga całego niesionego sprzętu (razem z plecakiem) nie przekroczy 1kg. A z żarciem i wodą(2L) będzie w granicach 3,5-4kg. Wiąże się to jednak z pewnymi inwestycjami na zakup ultralekkich ciuchów i sprzętu.
U mnie poza jedzeniem i piciem, to oczywiście czołówka, folia, skarpety, peleryna, trochę rzeczy z ubioru, w sumie to ciężko przewidzieć co się przyda, o ile za pierwszym razem musiałem w nocy ubrać ciepłą bluzę (miałem w sumie 3 warstwy na sobie), o tyle w ubiegłym roku długo szedłem w nocy w krótkim rękawie, dopiero potem założyłem 1 bluzę z długim rękawem
Ogólnie to jest tak, że wszystko zależy od sposobu pokonywania trasy. Wiadomo, że jak biegniemy sporą część, to jest nam potrzeba mniej rzeczy z ubrań,, bo jest cieplej. Tak samo inne potrzeby będę jeśli idzie o jedzenie, osoby pokonujące trasę szybciej, nie robiące przerw, skupią się właśnie na batonach itp. Przed startem obserwuję tych najlepszych i oni mają taki małe plecaczki, że tam naprawdę niewiele się mieści
been insane napisał/a:
Ja myślałem o Kieracie. ; D Jak na teraz temat przycichł u mnie, ale nie wykluczam. Wizja 100km podróży w nocy wśród dzikiej natury wydaje się być bardzo ciekawą. Kierat da się przejść może i bez przygotowania, ale jest to okupione sporym cierpieniem. : P
W każdym razie ja Kierat polecam A co do tego cierpienia, to widok ludzi potem na sali jest bezcenny Póki co ja jeszcze takich męczarni nie przeżywałem, ale niektórzy to mają potem dziwny styl chodzenia W sumie to w ubiegłym roku jak już się położyłem gdy wróciłem popołudniu na salę, to nie chciało mi się wstawać, ale na całe szczęście nie bolały mnie mięśnie, ani nic sobie nie obtarłem, co zdarza się najczęściej. No i sen po takiej wyprawie też jest bardzo przyjemny Heh, u mnie tak się wszystko poprzestawiało, że zbudziłem się w środku nocy i buszowałem po plecaku, zjadłem czekoladę, jakieś kabanosy, wszystko co się nasunęło pod rękę
Ostatnio zmieniony przez Matthias Nie 05 Lut, 2012 22:25, w całości zmieniany 1 raz
Heh, myślałem, że masz na myśli bieg cały czas. Są tacy "wariaci", co biegną przez większą część dystansu, jestem pod wrażeniem takich ludzi Na ostatnim Kieracie wykręcili rewelacyjny czas, coś niesamowitego
Bieg pod bardziej stromą górkę raczej nie ma większego sensu na takim dystansie. Nawet u osób bijących rekord trasy. Przypuszczam że na trudniejszych podejściach przechodzą do marszu bo jest to bardziej efektywne. Zgodnie z zasadą że lepiej bardzo szybko maszerować niż bardzo wolno truchtać. Jeśli już biegniemy to z rozsądną prędkością (Np. 10km/h).
Cytat:
trzeba mieć nosa gdzie warto zaryzykować, a gdzie wybrać pewniejszą opcję.
Oczywiście. Nie mam w tym dużego doświadczenia ale pewne zdolności chyba tak. A jakby wyszło to tylko start może pokazać.
Cytat:
mój sposób pokonywania Kieratu w jakimś sensie wpisuję je w rajd
Jako rajd rozumiem wyścig, Ty chyba masz na myśli co innego?
Cytat:
Ubiegłoroczny Kierat punkt 4, gdzie to miała być woda do uzupełnienia i co się okazuje? Wody nie ma... Ci co byli wcześniej się obładowal
To jest trochę kpina ze strony organizatora. Ale jak już szukać rozwiązania to raczej wybrałbym opcje przyśpieszyć na początku i zdążyć się załapać na wodę.
Cytat:
ale się okazało,że człowiek nie ma szans tyle zjeść
Rzeczywiście za dużo się nie je, dobrze jednak jest pilnować regularnych "posiłków" i jeść cokolwiek (Np. małego batona) nie rzadziej niż raz na godzinę. Taki system (małe i częste porcje) ułatwi trawienie w czasie wysiłku. To samo z piciem po łyku dosłownie co 10min czyli camel niezbędny.
Cytat:
Ogólnie to jest tak, że wszystko zależy od sposobu pokonywania trasy.
Zdecydowanie tak. Polecam jednak szybkie tempo nawet jeśli nie masz zamiaru się z nikim ścigać. Szczególnie warto się pospieszyć za dnia bo łatwiej nawigować. Szybsze tempo pozwoli wziąć mniej rzeczy, załapać się na wodę i da też bonus do psychiki. (Np. Jestem na punkcie 5 ale minęło dopiero X godzin, większość tu jeszcze nie dotarła, na pewno dam radę ukończyć trasę)
Cytat:
W sumie to w ubiegłym roku jak już się położyłem gdy wróciłem popołudniu na salę, to nie chciało mi się wstawać, ale na całe szczęście nie bolały mnie mięśnie, ani nic sobie nie obtarłem, co zdarza się najczęściej. No i sen po takiej wyprawie też jest bardzo przyjemny
Czyli miałeś jeszcze spory zapas możliwości fizycznych. Późniejszy głód wskazuje jedynie że mało jadłeś na trasie a bez jedzenia niestety szybko się słabnie. Ja jak sobie przypomnę podobną wycieczkę to po powrocie miałem duży kłopot by dojść do łazienki. Obtarcia tez były ale nie jakieś straszne. Nie mniej jednak doprowadziłem się do solidnego wyczerpania, odczułem również braki w jedzeniu jeszcze w czasie trasy. Gdy udało się zrobić po drodze zakupy od razu szło się lepiej.
Ostatnio zmieniony przez ;) Nie 05 Lut, 2012 23:12, w całości zmieniany 1 raz
Jako rajd rozumiem wyścig, Ty chyba masz na myśli co innego?
Tak, dla mnie to nie jest wyścig, czy rywalizacja z innymi. Bardziej traktuję to jako dobrą zabawę, fajną przygodę, walkę głównie z samym sobą Nie interesuje mnie czy będę w drugiej setce, trzeciej czy może piątej. Ale oczywiście zawsze staję na starcie z myślą, by przejść 100km
;) napisał/a:
To jest trochę kpina ze strony organizatora. Ale jak już szukać rozwiązania to raczej wybrałbym opcje przyśpieszyć na początku i zdążyć się załapać na wodę.
Akurat w ubiegłym roku uważam, że tempo było dobre, naprawdę gdy nad tym się zastanawiam, to ciężko mi się przyczepić do tempa marszu. Tu na ten punkt z wodą odbiła się trochę strata czasowa przy atakowaniu punktu 3.
;) napisał/a:
Czyli miałeś jeszcze spory zapas możliwości fizycznych.
Tak myślę, że w obu moich Kieratach fizycznie byłem gotowy na więcej, choć rok temu tak jak napisałem wcześniej myślę, że tam wiele więcej bym nie zdziałał, może 1-2 punkty. Najlepsze było to, że miałem okazję przekonać się jak działa głowa człowieka. Tzn. szedłem, szedłem do tego jak się okazało ostatniego punktu i w sumie fizycznie czułem się nieźle (nie powiem, że super, bo na pewno po tylu kilometrach czuło się już zmęczenie ), przy punkcie siadłem na ławce, zapadła decyzja, że to już koniec i... nastąpiło totalne rozluźnienie, tzn. poczułem zmęczenie mięśni, nie chciało mi się wstawać z ławki Dopóki szedłem, to głowa wszystko trzymała, a jak już wiedziałem, że to koniec, to puściło wszystko
Hmm, tak nam ten wątek zszedł na Kierat Jeszcze ktoś pomysli, że tu tylko o tym piszemy, a zamysł tematu był inny, tak więc: ludzie piszcie coś
Czytając Wasze posty na temat Kieratu przyszła mi na myśl książka Stephena Kinga "Wielki marsz". Polecam osobom które dokonały pieszych przejść sporych odległości w terenie, czytając tą książkę doznają retrospekcji dzięki opisom tego co przeżywał emocjonalnie i fizycznie główny bohater .
Drugie co mi do głowy przyszło to Via Alpina a konkretnie szwajcarski wariant czyli świetny sposób na przygotowanie się do Kieratu, choć wątpię czy ktokolwiek po przejściu Via Alpiny miałby potem ochotę na to drugie ale może się mylę . Poniżej link do trasy:
http://www.wanderland.ch/...l.cfm?id=317158
Himalaje i Andy, najwspanialsze góry świata, dla mnie wydają się takie nieosiągalne.
W temacie Integracja w górach nie miałam na myśli konkretnego pasma górskiego.
Ostatnio zmieniony przez madworld Wto 07 Lut, 2012 02:41, w całości zmieniany 1 raz
mnie góry strasznie jarają, ale jakoś rzadko bywam, zawsze są jakieś ważniejsze wydatki a kasy mało...
ale mam nadzieje, niedługo zaczne zwiedzanie.napaliłem sie na dolomity.
W różnych
M.in. w Alpach, Dolomitach, raz też w Kaukazie. no i oczywiście w Tatrach Słowackich.
Zresztą właśnie wróciłem z gór ale tym razem Polskich...
Wiem, że mogę prosić o zbyt wiele ale każda relacja związana z górami sprawia mi wielką radość i mam wielką prośbę do Ciebie ;), czy mógłbyś napisać coś więcej o Twoich wyprawach i doświadczeniach w górach które wymieniłeś?
Jaki najwyższy do tej pory szczyt złoiłeś a jaki najtrudniejszy(trudności techniczne nie idą w parze z wysokością)?
To pytanie kieruję do wszystkich którzy do tego tematu zaglądają.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Fobia Społeczna - Socjofobia - Fobia Forum - Forum Fobia - Depresja - Zaburzenia Lękowe - forum dyskusyjne na temat fobii społecznej (socjofobii), niesmiałosci, fobii, depresji, zaburzeń lękowych i innych problemów psychologicznych.