zombie1977 ja cierpię na erytrofobię. Ona jest u mnie przyczyną fobii społecznej. Natomiast źródłem mojej erytrofobii było nieustanne porównywanie mnie w dzieciństwie z innymi rówieśnikami przez moją matkę. Moja wrodzona nadwrażliwość tego nie wytrzymała i zaczęłam się czerwienić w kontaktach z ludźmi, co zostało mi brutalnie uświadomione i doprowadziło do unikania kontaktu z innymi. Tak w skrócie.
Masz rację, odstawienie cukru nie jest lekiem na fobię społeczną. Leku należy szukać w sobie. Jednak, biorąc pod uwagę to jaki wpływ na wzrost ciśnienia krwi ma cukier, jego wyeliminowanie z diety może znacznie zmniejszyć napięcie w człowieku.
Kiedy się czerwienimy, następuje wzrost ciśnienia krwi, która uderza do głowy, dając efekt w postaci zbordowienia twarzy. Cukier biały w znacznym stopniu podnosi ciśnienie krwi.
Cukier powoduje też gwałtowne podniesienie się poziomu adrenaliny. Adrenalina daje organizmowi dostęp do większej energii i wytrzymałości. To pomaga np. biec szybciej lub w naszym przypadku czerwienić się. No, bo przecież nie uciekniemy ze sklepu z bułkami w siatce przed zapłaceniem rachunku
Kiedy atakuje cię dzikie zwierzę, twój poziom adrenaliny wzrasta. Bronisz się lub uciekasz. Kiedy zagrożenie ustępuje, odprężasz się i uwalniasz adrenalinę ze swojego organizmu. Pozbywasz się napięcia. Dlatego Ty najlepiej czułbyś się na bezludnej wyspie, na której nie byłoby dzikich zwierząt zwanych ludźmi. Spożywanie przez ciebie wtedy cukru nie miałoby znaczenia dla wzrostu adrenaliny we krwi. Nie byłoby zagrożenia.
Wpadłam na to dzięki innej mojej dolegliwości, którą są spadki cukru we krwi, określane jako hipoglikemia. Objawiało się to u mnie szczególnie po dużym wysiłku fizycznym, np. przy jeździe na rowerze. Bez soku się nie wybierałam, bo to byłoby dla mnie zabójcze. Zaczęło mnie to wkurzać, więc zaczęłam szukać odpowiedzi na pytanie, co wywołuje hipoglikemię. Od teorii aż głowa boli, a konkretów brak. Na jednej stronie internetowej przeczytałam o tym, że przyczyną spadków cukru we krwi jest między innymi biały cukier. Rysowało się z tego błędne koło. Bo wielu lekarzy zalecało jeść w czasie spadków cukru coś słodkiego. Inaczej może się to skończyć nawet śmiercią. I to prawda. To mnie trochę zdziwiło, ale i zaintrygowało do zrobienia eksperymentu z odstawieniem białego cukru, ale nie rezygnowaniem z cukru w ogóle. Zastąpiłam go właśnie trzcinowym i sokami naturalnymi. Moje samopoczucie znacznie się poprawiło, choć zajęło to sporo czasu.
Zauważyłam wtedy ze zdziwieniem, że erytrofobia przestała mi tak bardzo dokuczać. Owszem, nie zniknęła całkowicie, ale jakby zeszła na dalszy plan, uszło z niej powietrze, nadęty balon pękł! Zdarza mi się czerwienić, ale tak jak wcześniej napisałam: czuję większą kontrolę.
Nie mówię, że każdemu to na pewno pomoże, ale warto spróbować. Mnie bardzo pomogło.
Ciekawi mnie czy ktoś z obecnych na tym forum osób, również cierpi na spadki cukru we krwi.
Sorry Dalaja ale nie musisz mi tłumaczyc jaki jest mechanizm reakcji obronnych człowieka Natomiast Twoja ''dolegliwość'' zwana hipoglikemia to jest dosyc poważna sprawa i powinnaś to napisać w pierwszym swoim poście i nie byłoby nieporozumienia. Hipoglikemia może byc poważnym zagrożeniem dla życia oraz poważnie zaburzać funkcje organizmu. Ale w poprzednim poście wychwalasz odstawienie białego cukru, nie wspominając o tym problemie. To tak jakbyś poszła na operację nerek i nie powiedziała lekarzowi, że cierpisz na niewydolność serca. Sa przypadki, że białko czy cukier może poważnie zakłócić funkcjonowanie organizmu i po uregulowaniu problemu osoba czuje poprawę. Ale w przypadku osoby bez takich zaburzeń ciągle obstaje przy tym, że jedynie dojście do źródła w psychice może wyleczyć z fobii. Rednomore pisze o stałych zaczerwienieniach i łysieniu plackowatym. To też jasno wskazuje na jakieś towarzyszące problemy w metaboliźmie.
Urthon, nie miałem na myśli tego, że te porady to ściema...cięzko jest jednak po kilkunastu latach bycia zwierzątkiem doświadczalnym uwierzyć, że wystarczyło nie jeść ''cukru w kostkach''...
_________________ A mind once expanded by a new idea never again returns to its original dimensions.
Dzięki odstawieniu cukru spadło mi ciśnienie krwi i znikło napięcie. To tak jakby w chwili zagrożenia adrenalina miała mniej cukrów prostych do mobilizacji.
Erytrofobia ma podłoże psychiczne. Zgadzam się. Sorry, że nie napisałam o hipoglikemii. Rozumiem, że to mogło trochę zaciemnić obraz. Zbyt szybko napisałam posta i zapomniałam być może o najważniejszym. Dodam jeszcze, że nie cierpię na hipoglikemię od dziecka. Właściwie od całkiem niedawna. Myślę, że przyczynił się do tego cukier biały, który w mojej diecie był dosyć powszechny. Zajadałam nim smutki erytrofobiczne.
Z erytrofobii w dużej mierze wyleczyłam się dzięki pracy nad sobą. Najtrudniej jest chyba zaakceptować w ogóle tę fobię. Lekarstwo jest w nas i tylko tam należy go szukać. Każdy przypadek jest inny i należy go rozpatrywać indywidualnie. Być może mój przypadek komuś pomoże.
Ta fobia kiedyś doprowadzała mnie do depresji i myśli samobójczych, dzisiaj mnie fascynuje. Może to dziwnie brzmi, ale to prawda.
Poznałam w życiu wielu ludzi z tą przypadłością i obserwowałam ich zmagania. Każdy na inny sposób radził sobie z fobią z całkiem niezłymi rezultatami. Lepiej radzili sobie ci, co szli na żywioł i łapali byka za rogi. Natomiast ja raczej się wycofywałam. Teraz zaczynam nadrabiać te zaległości i prawdę mówiąc postępy sprawiają mi o wiele większą satysfakcję niż chowanie głowy w piasek. Metoda małych kroków, nagradzanie siebie i chwalenie za najdrobniejsze sukcesy, zrozumienie dla siebie, wybaczanie sobie i innym daje wspaniałe rezultaty.
Wydaje mi się, że wiem jak radzić sobie z tą fobią i że kiedyś pomogę innym.
Wiesz co Lilly, gdyby nie erytrofobia, ja nie byłabym taką samą osobą, jaką jestem dzisiaj. Erytrofobia była i nadal jest jedną z moich najtrudniejszych nauczycielek życiowych. Kiedyś nienawidziłam tej niezwykle surowej i wymagającej nauczycielki, dzisiaj z perspektywy czasu dostrzegam ile uzyskałam dzięki niej wglądu w siebie, jak bardzo się rozwinęłam, ile zrozumiałam...
Mam problem w wytłumaczeniu innym, tego co sama odkryłam. Po pierwsze mam pewne podstawy duchowe, których nie chcę nikomu narzucać. A po drugie niestety ludzie tkwiący głęboko w fobii, są często zbyt zapatrzeni we własne nieszczęście, by móc dostrzec drogę wyjścia, którą pokazują inni. Bardzo wzbraniają się przed wyzdrowieniem. I tu tkwi pewien paradoks, bo chcą wyzdrowieć, ale jakby nie wierzą, że jest to możliwe. Myślą jak uciec, a nie jak stawić czoło wyzwaniu, które przed nimi stoi.
Na tym polega ta fobia, na uciekaniu od problemu. Bo stawienie czoła wyzwaniu sprawia, że strach znika. Fobia przestaje mieć władzę nad człowiekiem. Tak długo nie mogłam tego pojąć...
Fascynują mnie przyczyny tej fobii, jej źródło, istota. Z moich obserwacji wynika, że erytrofobia ma zarówno podłoże psychiczne, jak i genetyczne. Występuje u osób, które są nadwrażliwe, siebie i świat widzą jakby w skrzywionym zwierciadle. Stanęli przed tym zwierciadłem sami albo też ktoś im je pokazał. I tak stoją i patrzą na wykręconych siebie i przekręcony świat. I nie potrafią oderwać wzroku, tak bardzo wpadli w tą iluzję. Czasem ktoś kto ich widzi, mówi, że to zwierciadło kłamie, ale oni jakby nie słyszeli tych dobrych słów, bo przecież zawsze trafi się ktoś, kto dostrzeże tylko skrzywione odbicie i zacznie się śmiać. A to tak boli...
Prawda jest w nas. A fobia jest jedynie efektem braku połączenia z tą prawdą. Fobia jest iluzją. Nasz problem polega na tym, że my w tą iluzję wierzymy. I tu zaczynają się schody.
Ta fobia mnie fascynuje, bo jest trudnym problemem. A ja bardzo lubię rozwiązywać trudne, dla niektórych wręcz abstrakcyjne problemy. Lubię je obserwować, analizować, badać i szukać rozwiązań
Ostatnio zmieniony przez Dalaja Czw 15 Gru, 2011 20:17, w całości zmieniany 1 raz
Hmmm ostatnio łapię się na tym, że... fobia mnie zaciekawia. Tzn. w takim sensie, że dziś wiem, że gdyby nie ona to nie zadałbym sobie całej masy pytań. Pytań dotyczących życia i śmierci, i różnych takich W jakimś sensie zaczynam traktować fobię jako... szansę, którą dostałem, i warto byłoby z tego skorzystać, wiadomo im szybciej tym lepiej. Niedawno przeczytałem, że to właśnie ból i cierpienie sprawa, że zaczynamy szukać, że zaczynamy pytać. Gdybym nie miał fobii to może byłbym normalnym chłopakiem, dla którego liczą się pieniądze, praca, studia, rzeczy materialne, a który nie zwraca uwagi na inne sprawy. Ale fobia sprawiła, że myślałem na różne tematy, o których nie myślałbym gdybym był zdrowy. Nie mogę powiedzieć tak jak Dalaja, że poradziłem sobie z fobią - bo rozumiem, że dałaś sobie już z nią radę? Ale mam wrażenie, że drążę, drążę i drążę i w końcu się do czegoś dokopię Każdy ma swoją drogę, a wszystko ma swój czas:)
Fakt fobia jest iluzją, tylko u mnie problem jest, że to wiem, ale sobie tego nie uświadamiam... No cóż, będę kopał dalej
Matthias - mam podobny do ciebie problem jestem chory na fobie różnię się od innych ale codziennie coś kopie nowego codziennie... w sumie było by bardzo w porządku i mógł bym z tym żyć jak by nie ta *** Cisza którą sobie kreuje i często mam przez nią problem z gadaniem z ludźmi, w tłumie umiem się szybko zmieszać i zrobić się czerwony .... tylko to mnie gnębi że przed każdym jakimś tam kontaktem czuje się nie pewny, i mam tonę nie pokoju w głowie. : /
Matthias lubię czytać Twoje posty. I masz rację. Fobia to Twoja szansa... i tak ją traktuj. Zapewniam Cię, że jeszcze się zdziwisz w swoim życiu, jak wiele dzięki niej osiągniesz i zrozumiesz...
Cierpienie niezwykle rozwija. Zmusza do szukania rozwiązań, zadawania pytań.
Moim zdaniem idziesz właściwą drogą. Nawet jeżeli będzie ona czasem wyboista, bardzo się rozwiniesz. Stworzysz mocne fundamenty życiowe, nic nie będzie w stanie cię złamać.
Jeżeli chodzi o mnie to nie mogę powiedzieć, że poradziłam sobie z fobią w 100%, jednak przestała ona już być dla mnie problemem. Dzisiaj nie myślę już jak uciec od stresujących mnie sytuacji, ale jak sobie z nimi poradzić. To ogromna zmiana w moim myśleniu. Fobia już nie ma nade mną władzy. Porażki nie są częste i niezbyt bolesne. Są dla mnie wskazówkami na przyszłość. A jak osiągam sukces cieszę się jak małe dziecko
Mało tego.... WIDZĘ swoją przyszłość! I jest naprawdę piękna!
_________________ Kiedyś fobia odebrała mi całą radość życia, by dzisiaj dać mi jej o wiele więcej.
podsumowując tylko glupcy mogą byc szczesliwi , zartuje oczywiscie - bardzo prosty schemat. Mnie również cieszy, ze moje nieszczęście prowadzi do tego, ze widze, odczuwam wiecej od innych. Dalaja gratuluje Ci, dla mnie nadal porazka prowadzi do ogladania "przyjaciol" czy innego serialu w otoczeni chipsow, coli itd. Mam nadzieję, ze to sie zmieni, boję się tylko, ze bedzie to dlugo trwac, mam już 22 lata a kazdy piatek spedzam sam w kinie albo w bibliotece - nie mowie ze jest to zle na swoj sposob lubie swoje towarzystwo ale chcialbym wiedziec, ze mam inna opcje i bedzie ona równie przyjemna i nie bede musial jej traktowac jak wyzwanie
Co do diety - super pomysl, wprowadze ją do mojego zycia - moze wiecej jakis wskazowek?
Często myślę o tym ze jakbym nie czuł tego niepokoju albo zmniejszyl go to bym sobie o wiele lepiej radził. (uważam, że relaksacja nie pomaga gdy czlowiek jest na granicy paniki)
przyjmując np, ostatnią moją sytuacje gdy mnie ponioslo i zaczalem ganić mojego instruktora jazd (przez telefon - ale i tak jestem dumny) ze jaja sobie robi ze mna i nie bede znosil jego olewczego stosunku, to gdybym nie czul tego napiecia i nie mial drzacego glosu nad ktorym nie do konca panowałem to bylbym naprawde odwazniejszy.
wprowadzasz Dalaja wiele optymizmu, jest to mile i inspirujace ale ze swojego doswiadczenia widzę, ze gdy musze cos zrobic mowie sobie "dasz rade, kto k*rwa da rade jak nie ty?!" i zazwyczaj daje, osiagam cel, ale nie jest idealnie, pojawia sie potkniecie (czyli np. ten drzacy glos podczas rozmowy przez tel), ktore prowadzi do poczucia porazki (MIMO OSIAGNIETEGO CELU - co wydaje mi sie bardzo ciekawe). Nie wiem czy tez tak macie ale bylbym ostrozny z tym optymizmem bo podczas porazki przepasc wydaję się większa - na pewno jest to rzecz nad ktora musze popracować . Ktoś odsprzeda mi racjonalne podejście?
Ostatnio zmieniony przez whatsoever Sob 17 Gru, 2011 17:16, w całości zmieniany 4 razy
whatsoever, drżący głos przez telefon? Też tak miałem dawniej. Przeszło gdy musiałem w jednym tygodniu wykonać kilka telefonów. Po prostu z każdą kolejną próbą zdenerwowanie było mniejsze. Gdy brałem telefon do ręki, obserwowałem swoje myśli, to jak się zaczynam denerwować, nakręcać, zresztą obserwowałem to już wcześniej gdy tylko pojawiała się myśl, że mam wykonać telefon. No i jakoś tak się stało, że w pewnej rozmowie stwierdziłem, że mam bardzo pewny głos.
Hmm ale potknięcia i porażki są potrzebne, bo jeśli je zrozumiemy, to czegoś zawsze nas nauczą i dzięki temu stale się rozwijamy. Jakby nie było potknięć i porażek to byśmy stali w miejscu. Można unikać potknięć, błędów - nic nie robiąc, ale tym samym niczego się też nie nauczymy. A popełniać błędy będziemy to oczywiste, ale ważne jak to ktoś powiedział by nie popełnić tego samego błędu po raz drugi. Jeśli coś ci się udaje to nie możesz patrzeć na to jak na porażkę, bo coś tam nie do końca wyszło, nikt nie jest perfekcyjny. Ciesz się, że to się udało, dostrzegaj potknięcia, niedociągnięcia, i zajmij się nimi, ale nie pozwól żeby one przysłoniły twoje zwycięstwo. To tak jak w sporcie, najwięksi sportowcy jak wygrywają to się z tego cieszą, ale widzą, zadają sobie sprawę z tego co jest ich mankamentem, co można jeszcze poprawić, udoskonalić i to robią i stają się jeszcze lepsi. Jednak nie mówią, że przegrali, że nie są do końca z siebie zadowoleni jeśli zwyciężyli.
Ostatnio zmieniony przez Matthias Sob 17 Gru, 2011 19:43, w całości zmieniany 1 raz
Nie mam problemow z rozmawianiem przez telefon - no chyba ze przy kims, wtedy mnie to krepuje Zdenerwowanie wyniklo poniewaz dlugo przezywalem to, co mu powiem, co zrobie itd.
Jasne Matthias, madrze mowisz i rozumiem, jest to gotowe rozwiazanie, jasne i klarowne, ale ja potrzebuje mapy jak to wdrążyć, a nie celu , staram się patrzec na to, ze cos mi sie udalo - widzę to, co uwazam za plus. Uważam też, ze osiagam dużo, ale nigdy wystarczająco (tutaj powinien odezwac się duch walki..), staram sie chwalic siebie, robić listy małych osiągnieć itd. ale jak mam np. cieszyć się z tego, ze wyszedlem z kolega/kolezanka na piwo i nie wyskoczyly mi plamy?
po prostu moj organizm nie przyswaja porażek . Ciągnie mnie to na dół zamiast do góry; po prostu (chwilowy?) brak motywacji.
najlepszym sposobem byłoby obniżyc oczekiwania wobec siebie bo jesli tak dalej pojdzie to nigdy nie pokocham siebie , masz jakis pomysł?
Ostatnio zmieniony przez whatsoever Sob 17 Gru, 2011 20:00, w całości zmieniany 2 razy
Trudno podawać pomysły jak samemu ma się różne problemy Faktycznie może coś w tym jest, że za dużo od siebie wymagasz. Możesz próbować przyglądać się swoim myślom w takich sytuacjach, to jest zawsze ciekawe, jak tak się przyglądasz i widzisz jaki masz w głowie śmietnik, tylko szkoda, że często się o tym zapomina Może Dalaja podsunie ci jakiś pomysł
Witaj whatsoever Zawsze cieszę się, gdy mogę komuś pomóc. I zawsze chętnie próbuję. Piszesz, że osiągasz dużo, ale nigdy wystarczająco... Tutaj tkwi, moim zdaniem, błąd w Twoim myśleniu. Zaprogramowałeś swój umysł, by myślał o sobie właśnie w ten sposób: "Osiągam dużo, ale nigdy wystarczająco." Póki nie przeprogramujesz swojego umysłu, każdy Twój sukces będzie przyćmiewała porażka. Nie wiem czy masz wiedzę na temat afirmacji, albo, według mnie, o wiele skuteczniejszych aformacji... O ile pamiętam, to na tym forum są o nich jakieś wzmianki, przynajmniej o afirmacjach. Tak w skrócie...
Afirmacja polega na powtarzaniu sobie pozytywnych twierdzeń na temat własnej osoby. Natomiast aformacje różnią się od afirmacji tylko tym, że są sformułowane w postaci pytań. Zarówno afirmacje, jak i aformacje mają na celu zmianę negatywnych przekonań o sobie na pozytywne.
Afirmacją może być: "Jestem wystarczająco dobry w tym co robię.", "Osiągam wystarczająco dużo."
A aformacją: "Dlaczego jestem tak dobry w tym co robię?", "Dlaczego osiągam tak dużo?" "Dlaczego osiągam wystarczająco dużo?"
Umysł jest niesamowity. Niestety my często nie potrafimy z niego korzystać. Kiedy zadajesz pytanie, umysł nie zastanawia się czy ono jest prawdziwe czy też nie, tylko skupia się na szukaniu odpowiedzi. Ty idziesz spać albo zajmujesz się czytaniem książki, czy czymkolwiek innym, a umysł nadal szuka odpowiedzi na zadane przez Ciebie pytanie i będzie szukał tak długo aż ją znajdzie.
Żeby umysł mógł znaleźć odpowiedź na zadane przez Ciebie pytanie musi automatycznie założyć, że jest ono prawdziwe. Kiedy więc pytasz dlaczego jesteś taki bystry, umysł zakłada, że właśnie taki jesteś. Jesteś bystry. A teraz szuka doświadczeń, które to potwierdzą. Jeżeli ich nie ma, to je stworzy specjalnie dla Ciebie w teraźniejszości. Przyciągnie do Ciebie okoliczności, które potwierdzą to jaki jesteś bystry i postara się, byś to dostrzegł. Nawet się nie obejrzysz jak sam zaczniesz o sobie z pełnym przekonaniem mówić: Jaki ja jestem bystry, odważny, pewny siebie...
Umysł to bardzo potężne narzędzie. Fobia jest najlepszym tego przykładem. Sami siebie zaprogramowaliśmy, by reagować paraliżującym strachem na zwyczajne sytuacje. Umysł się podporządkował naszej woli. Zawsze to robi...
Cieszę się, że chcesz spróbować zmienić swoją dietę, eliminując cukier. Jestem bardzo ciekawa czy rezultaty, które osiągniesz będą podobne do moich. Jeżeli uda ci się wytrwać, to opisz potem swoje spostrzeżenia. Zachęcam też innych do odstawienia cukru.
Ja nadal zauważam bardzo korzystne zmiany w moim samopoczuciu po zmianie diety, szczególnie dotyczące obniżenia niepokoju. Jestem o niebo bardziej wyluzowana, w życiu nie sądziłabym, że tak bardzo zmieni się moje nastawienie do życia po zmianie diety.
Jedyne co mogę jeszcze dodać, to jeść więcej warzyw i owoców. I nie przesadzać z sokami, nawet tymi bez białego cukru. Szklanka dziennie w zupełności wystarczy. Nawet jeżeli zawierają naturalne cukry, to są to nadal cukry, które bardzo szybko przyswaja nasz organizm. Lepiej zjeść owoc. Oczywiście są to tylko moje obserwacje, dlatego miło byłoby, gdyby ktoś zrobił podobny eksperyment i podzielił się efektami na forum.
Nowy Rok to podobno najgorszy okres na postanowienia, ale warto spróbować
------------------------
Aha whatsoever zmiana diety oznacza jeszcze zrezygnowanie z chipsów i innych niezdrowych przekąsek. Sól również podnosi ciśnienie krwi, a w chipsach jest jej gigantyczna ilość. Oczywiście nie chodzi mi o zupełne wyeliminowanie soli, bo jest ona również potrzebna organizmowi, ale jej ilość powinna być ograniczona do minimum. Seriale bez chipsów pewnie nie będą smakowały tak samo... ale życie za to może smakować o wiele lepiej... Jest to informacja również dla innych.
Cola też nie jest raczej dobrym pomysłem. lepiej zamienić ją na naturalną wodę mineralną bez dodatków smakowych, niesłodzoną herbatę lub naturalny sok.
Zamiast chipsów lepsze są niesolone orzeszki ziemne, włoskie, laskowe, słonecznik, różnego rodzaju bakalie, pestki, winogrona, jabłka, banany, jogurt naturalny... i wiele wiele innych.
Radzę też czytać skład produktów, które się kupuje. Nawet do powszechnie uznanych za zdrowe płatków śniadaniowych, niestety producenci dodają np. syrop glukozowo-fruktozowy, który podobno jest jeszcze gorszy od cukru białego.
Ogólnie mówiąc zmiana diety w naszych czasach na naprawdę zdrową i sprzyjającą naszemu samopoczuciu nie jest ani łatwa ani tania. Ale często obok siebie na półce stoją 2 soki: jeden zupełny syntetyk, a drugi przynajmniej w większej części w porządku. Ceny porównywalne, a ludzie i tak wybierają syntetyk. Na szczęście się to powoli zaczyna zmieniać. CZYTAJCIE SKŁAD! <- to taki zdrowy nawyk
_________________ Kiedyś fobia odebrała mi całą radość życia, by dzisiaj dać mi jej o wiele więcej.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Fobia Społeczna - Socjofobia - Fobia Forum - Forum Fobia - Depresja - Zaburzenia Lękowe - forum dyskusyjne na temat fobii społecznej (socjofobii), niesmiałosci, fobii, depresji, zaburzeń lękowych i innych problemów psychologicznych.