hej jestem Karolina, od kilku lat zmagam się z fobią
wiem, że wszystko zaczyna się w mojej głowie, wiem że trzeba z tym walczyć ale skąd brać siły gdy wciąż trzeba zaczynać od nowa, nawet gdy jest lepiej znów spadać na dno, do punktu wyjścia i znów od zera...
Na to pytanie chyba każdy ma własną, inną odpowiedź dopasowaną do samego siebie. Na dno może się i opada, ale po pewnym czasie znowu jest dobrze. Czasami długo trzeba na to czekać, czasami krótko.. Moc to nadzieja, że znowu będzie dobrze. To prawie pewne, że za jakiś czas będzie lepiej.
Wiek: 18 Dołączył: 04 Mar 2011 Posty: 145 Skąd: Łódź
Wysłany: Sro 25 Sty, 2012 18:32
Ja np. zmieniłem wizualizacje mojej walki z fobią. Otóż kiedyś swoje zmagania z fobią wyobrażałem sobie jako spacer po linie nad przepaścią, więc każda pomyłka wydawała mi się straszna w skutkach i wywoływała u mnie bardzo przykre emocje, które hamowały mój postęp, coć sobie do końca nawet z tego nie zdawałem sprawy. Teraz swoją walkę z fobią na codzień wizualizuje również z wędrówką, ale tym razem po stabilnej drodze. Czasem się potknę, ale co z tego, przecież zaraz wstanę, otrzepię się i pójdę dalej, stanowczo zmierzając ku wyzdrowieniu.
To może trochę choro-filozficznie-psychicznie brzmieć no, ale inaczej tego nie umiem opisać
_________________ Miłego dnia! Chyba, że masz inne plany…
Na to pytanie chyba każdy ma własną, inną odpowiedź dopasowaną do samego siebie. Na dno może się i opada, ale po pewnym czasie znowu jest dobrze. Czasami długo trzeba na to czekać, czasami krótko.. Moc to nadzieja, że znowu będzie dobrze. To prawie pewne, że za jakiś czas będzie lepiej.
tylko skąd czerpać tą nadzieję w chwilach załamania, nim się człowiek podniesie, jestem już zmęczona ciągłym oczekiwaniem na 5 minut zadowolenia... mam wrażenie, że to nigdy się nie skończy, błędne koło
Moim zdaniem, w takich chwilach potrzeba nam jakiegoś wstrząsu, kopniaka, żeby na moment odwrócić uwagę od problemów, wytrącić negatywne emocje. A potem już na spokojnie można zaczynać od nowa.
Tylko pytanie jak się zmusić do jakiejś innej aktywności, wysiłku, który wyrwałby nas z dołka?
Moim zdaniem, w takich chwilach potrzeba nam jakiegoś wstrząsu, kopniaka, żeby na moment odwrócić uwagę od problemów, wytrącić negatywne emocje.
Słusznie, tak było i w moim przypadku. Pewnego wieczoru siadłem i na spokojnie przeanalizowałem swoje życie. Rozmyślałem nad swoją przyszłością i nad możliwymi jej opcjami. Wynik był jasny - jeśli chcę cokolwiek osiągnąć, muszę pozbyć się fobii bez żadnej dyskusji i zwlekania. Był to wieczór 07.08.2011 - następnego dnia rozpocząłem terapię Richardsa, którą wcześniej dwukrotnie przerwałem. Kontynuuję ją do dzisiaj
Przydałaby się druga osoba, która dałaby szturchańca w bok
Niestety.. ale najważniejsze decyzje musimy podejmować zupełnie sami. To trudne i niewdzięczne, ale nikt za nas nie znajdzie siły, by żyć i się rozwijać. Inni ludzie są bardzo ważni, ale dopiero gdy własną decyzją i na własny rachunek zaczniemy realizować swój plan działania - pomagają zapełnić "puste przestrzenie" w naszej rzeczywistości.
Wydaje mi się, że nie można uzależniać tak istotnych spraw jak chęć do trwania i rozwoju od innych. To my sami dla siebie jesteśmy jedynym punktem stałym. Po dłuższym zastanowieniu lub - jak mówicie - po jakimś "kopniaku" od losu (zależy, ile komuś potrzeba by się wziąć w garść), można znaleźć w sobie wiele... wszystko, co potrzebne, by choć zacząć...
_________________ "Każdy powinien mieć kogoś, z kim mógłby szczerze pomówić, bo choćby człowiek był nie wiadomo jak dzielny, czasami czuje się bardzo samotny..."
Najbardziej załamują te "cofki" o których już ktoś wspomniał na forum. Wykonasz samodzielnie kawał dobrej roboty, jesteś szczęśliwy bo wreszcie zaczyna się robić normalnie, pojawi się jeden gorszy dzień, odpuścisz, wycofasz się, schowasz jak szczur i wracasz do punktu wyjścia, znów próbujesz wyjść z tej załamki i próbujesz odnaleźć się na nowo. To jest cholernie trudne, cała praca na marne
Kurcze, ale jaki jest wybór: podjąć próbę po raz n-ty, chociaż to może nie być łatwe czy utknąć w tym beznadziejnym miejscu na zawsze?!
Jedyne wyjście to chyba nie poddawać się zbytnio negatywnym myślom, emocjom... Zaprzeczyć im, nie grzebać się w nich, gdy są jeszcze mocne, tylko zacisnąć zęby i iść dalej. Dopiero za jakiś czas, gdy się wyciszą, można spróbować zanalizować tamtą sytuację - już z dystansu. I wyciągać wnioski na przyszłość. Innego wyjścia nie widzę...
_________________ "Każdy powinien mieć kogoś, z kim mógłby szczerze pomówić, bo choćby człowiek był nie wiadomo jak dzielny, czasami czuje się bardzo samotny..."
Wiek: 18 Dołączył: 04 Mar 2011 Posty: 145 Skąd: Łódź
Wysłany: Czw 26 Sty, 2012 20:12
morphine napisał/a:
Najbardziej załamują te "cofki" o których już ktoś wspomniał na forum. Wykonasz samodzielnie kawał dobrej roboty, jesteś szczęśliwy bo wreszcie zaczyna się robić normalnie, pojawi się jeden gorszy dzień, odpuścisz, wycofasz się, schowasz jak szczur i wracasz do punktu wyjścia, znów próbujesz wyjść z tej załamki i próbujesz odnaleźć się na nowo. To jest cholernie trudne, cała praca na marne
Morphine, a propos tego tematu jest pewna ważna rzecz, która myśle, że bardzo dobrze wpływa na naszą motywację do działania, a w dodatku ona jest naprawde prawdziwa. Nie wiem czy podejmujesz Terapię Richardsa, jak nie to z całego serca polecam, Trololo89 myślę, że by się do tego dołączył Słuchaj, te "cofki" to bzdura. Tak właściwie to nie istnieje coś takiego w walce z fobią. To twoje automatyczne negatywne myśli, które ma każdy z nas, chcą zybyś w to uwierzyla i zaczęła czuć się beznadziejnie. Tak naprawdę, dopiero, gdy zaczynasz wierzyć, że się cofasz, to rzeczywiście możesz zacząć czuć się coraz gorzej. Ok, dajmy na to: wczoraj w walce fobią zrobiłaś coś z czego byłaś dumna, a dziś Ci się to lub coś innego nie udało, odniosłaś "porażkę" i czujesz, że cały ten wczorajszy sukces się nie liczy skoro dziś było źle, że cała praca na marne i wpadłaś w tą przepaść zwaną punktem wyjścia (tutaj bym wrócił do tej mojej wizualizacji walki z fobią jako spaceru po drodzę, zamiast po belce nad przepaścią ;P)... To jest nieprawda! Każde pozytywne wydarzenie, które wywołało u nas to przyjemne uczucie samozadowolenia, zawsze odbija się trwale w naszej psychice i niezależnie nawet od tego czy jesteśmy tego świadomi czy nie. Poprostu conajwyżej, potknęłaś się, upadłaś, ale przecież wstaniesz jak zwykle, otrzepiesz się i pójdziesz dalej mądrzejsza o to doświadczenie, może następnym razem "nie stracisz równowagi", a wraz z biegiem czasu potknięcia staną się czymś niemożliwym, bo co nas nie zabije to wzmocni. Kiedy pozwalasz sobie by poczóć się pokonaną popełniasz poważny błąd. Dopiero ten błąd jest czymś negatywnym czego powinnismy się wystrzegać, bo to hamuje nasz postęp, nasze automatyczne negatywne myśli zaczynają szkodzić nam samym, rosnąc w siłe a tymczasem nie są ani trochę racjonalne. Wiem, że może w to trudno uwierzyć, ale zaufaj mi, tak jest, sam nie wierzyłem i potrzebowałem czasu by to zrozumiec, ale wraz z postępem procesu mojego leczenia stało się to dla mnie oczywistą oczywistością
_________________ Miłego dnia! Chyba, że masz inne plany…
Ja, co prawda, tej terapii nie przeszłam, ale do podobnych wniosków doszłam sama przez obserwację własnych reakcji. W dużej mierze to my sami się nakręcamy, pozwalając sobie na zbytnią analizę tych automatycznych negatywnych myśli - jak je nazwałeś.
W Twoim działaniu nie ma porażek. Porażka to poddać się i przestać próbować.
_________________ "Każdy powinien mieć kogoś, z kim mógłby szczerze pomówić, bo choćby człowiek był nie wiadomo jak dzielny, czasami czuje się bardzo samotny..."
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Fobia Społeczna - Socjofobia - Fobia Forum - Forum Fobia - Depresja - Zaburzenia Lękowe - forum dyskusyjne na temat fobii społecznej (socjofobii), niesmiałosci, fobii, depresji, zaburzeń lękowych i innych problemów psychologicznych.