Wysłany: Pon 30 Sty, 2012 22:53 Problemy! - niestety wszycy o nich coś wiemy.
Ostatnio zacząłem sobie czytać o psychologii i dotarłem do artykułu o fobii społecznej , potem trafiłem na to forum.
Od zawsze moim problemem była nieśmiałość.
W szkole średniej miałem kolegów, i chyba byłem przez nich lubiany, ale zawsze trzymałem się gdzieś na uboczu. Nie umiem być tak bezpośredni jak inni. Zawsze dusiłem wszytko w sobie. Nikomu się nie zwierzałem. Rozmowy prowadziłem, ale zawsze były to jakieś blachę tematy. Nigdy nie miałem prawdziwego przyjaciela od serca, któremu można powierzyć swoje troski.
Potem zaczęły się studia, straciłem kontakt z dawnymi znajomymi, poznałem kilku nowych, ale trzymałem ich jakoś na dystans. Z problemami, ale jakoś skończyłem inżynierkę.
Zacząłem robić magistra, ale wtedy przyszły gorsze czasy, depresja i jakoś odpuściłem sobie. Było nieciekawie, całe dnie potrafiłem spędzić w łóżku przed laptopem. Nie wychodząc tygodniami z domu, bezczynnie gapiąc się w monitor, tv. A w głowie rozmyślanie nad przeszłością i tysiąc głupich myśli na godzinę, zamartwianie się.
To unikanie zmierzenia się z jakimś problemem to jest masakra, te ciągłe odkładanie wszystkiego na jutro. Wole odpuścić i mieć święty spokój niż powalczyć o swoje.
Ale wziąłem się w garść znalazłem pierwsza pracę. Było beznadziejnie: same starsze ode mnie osoby w dodatku kobiety, nie umiałem z nikim się zakolegować, w samotności odbębniałem 8 godzin i do domu. Męczarnie trwały 3 miesiące, potem kolejna praca, gorsze warunki ale przynajmniej tu czułem się już lepiej, było przynajmniej z kim pogadać o "pogodzie" . Dostałem nawet awans, ale wiązało się to z przejściem na inny dział. Kurcze jak ja nie lubię zmian - awans okazał się klapą, musiałem współpracować z pewna osobą , która okazała się szują. Kolejny raz nie umiałem walczyć o swoje, nie umiem prowadzić różnych gierek, podlizywać się ludziom, o coś prosić - to nie w moim stylu. Kolejny raz musiałem odpuścić by się nie męczyć, ale czy to było rozsądne, nie wiem.
Znowu "dół", rozmyślanie, cały dzień przed kompem, lub ze słuchawkami w uszach. Czemu ja muszę tyle myśleć? 100 razy przed podjęciem decyzji i 100 razy czy była ona słuszna, i to analizowanie co by było "gdyby".
Ale nic przyszła "odwilż" depresji, z pomocą rodziny znalazłem kolejna prace, która jest moim szczęściem a jednocześnie przekleństwem.
Nie jest to szczyt marzeń, ani praca w zawodzie ale lepszy wróbel w garści ..
Dzięki niej mogę zarobić trochę grosza, ale przede wszystkim nie siedzę w domu i mam kontakt z ludźmi.
Za "partnera" trafił mi się z pewien gość, starszy o 13 lat, totalne przeciwieństwo mnie. Typowy ekstrawertyk, luzak, świetnie umie rozmawiać z ludźmi, ma powodzenie u kobiet. Mimo przeciwieństw chyba mnie polubił, zakolegowaliśmy się, jakoś się tam uzupełniamy w pracy. Lubię go, jest w porządku człowiekiem na którym można polegać, choć czasami mnie wkurza i ja pewnie jego też . Sporo się od niego nauczyłem. Ale nie umiem się przełamać i rozmawiać z nim na wszystkie tematy jak z przyjacielem, czyje jakiś dystans.
W ogóle nie umiem rozmawiać z ludźmi. Czyje dyskomfort, podczas rozmowy, nie umiem patrzeć prosto w oczy. Odpowiedzi na pytania ograniczam do kilku słów. Najgorzej nie lubię rozmawiać o sobie - wtedy się czerwienie, jąkam. Mimo że czasami w głowie mam jakaś rozbudowaną myśl i czasami nie głupią to boje się jej wypowiedzieć. Przejmuję się tym co ktoś pomyśli o mnie.
Ale wracając do tematu, przekleństwem tej pracy jest to że pracuje tam "Ona". Dziewczyna która bardzo mi się podoba, i mimo że też jest przeciwieństwem mojej osobowości, to nic nie poradzę że się w niej zabujałem. Ten jej wspaniały uśmiech od ucha do ucha, czarne duże oczy hmmmmm mam cały czas w myślach i nie umiem tego wyplenić ze swojej głowy. Nigdy jej o tym nie powiedziałem i nie powiem bo nie umiem.
Nawet nie ma to sensu, to nie „moja liga”, a poza tym ona ma kogoś, po co mieszać. Z jednej strony kiedy ją widzę, cieszę się, ale też jestem wściekły że nie jest ze mną i znów zawiecha i rozmyślanie.
Kobiety - kolejny problem.
Nigdy nie miałem dziewczyny.
Nie umiem z nimi rozmawiać, nie wiem o czym, mam pustkę w głowie. Często zapada jakaś dziwna cisza i na tym się kończy. A jak jest ładna to już w ogóle: trzęsące się ręce, szybkie bicie serca, jąkanie, dukanie - tragedia.
Najbardziej doskwiera mi samotność, brak osoby przy której mógłbym zrzucić maskę i powiedzieć to co czuje, przytulić się, gdzieś wyjść, wyjechać, coś wspólnie robić, a nawet wspólnie nic nie robić .
Fobia mnie ogranicza, czuje ze mógłbym zajmować się czymś ciekawym, podróżować, zwiedzać, tworzyć, coś osiągnąć. Niestety tkwię w bezczynności błąkając się miedzy myślami. Lata uciekają a ja wegetuje, życie ograniczam do pracy, kompa i snu i tak w kółko. Czuje, że życie przecieka mi miedzy palcami i mimo, że wiem że nie tędy droga to nie umiem zrobić tych dwóch kroków w przód przez moją głowę.
Sory jeżeli moja wypowiedz jest chaotyczna, ale musiałem to z siebie wyrzucić . uff
Witam!
K*** zaraz pi*****ne!!!
No cóż ja nie będę taki elokwentny jak większość osób na tym forum ale Twój życiorys bardzo przypomina ramowo moje życie.
Ciekawy watek "o niej", reszta się nie liczy.
W moim przypadku "Ona" była bardzo ekstrawertyczna i z tego co zauważyłem nigdy by nie zrozumiała w jakim gó**** żyje - chyba nikt "normalny" nie jest w stanie tego pojąc.
Ja sobie dałem spokój bo nie chciałem Jej ściągać na DNO - dawno popłynąłem w hektolitrach alkoholu i innej chemii, ehh trudno...Będę o Niej pamiętał do końca życia. Szkoda że nie umiem sobie wykasować pamięci.
Mam jeszcze iskierkę nadziei że wyjdę na prostą i poznam następną "Ją", znajdę inną pracę.
Pozdrawiam
_________________ The World is Yours...
Ostatnio zmieniony przez Phobos Wto 31 Sty, 2012 03:03, w całości zmieniany 1 raz
Tak ale ona "mówi metaforami" których ja nie jestem w stanie "w locie" odkodowywać.
Ja wole prosto z mostu - choćby miało zaboleć to przynajmniej wszystko jasne, a nie jakieś "rozkminianie"...
Nie powiedziałem jej(chciałem po moim zwolnieniu) ponieważ nie chciałem psuć relacji naszych w firmie,. prawdę powiedziawszy to chciałem ją "odepchnąć(zniechęcić)" do mnie - uznałem że tak będzie najlepiej...Dla niej...
Widzisz u mnie jest chyba jeszcze gorzej, bo niby rozmawiamy ze sobą, ale o jakiś banalnych sprawach, albo służbowych. Wyczuwam jakiś chłód, obojętność z jej strony.
Do mnie jako ostatniego w firmie, przyjdzie z jakąś prośbą.
Olewa mnie, chyba ma mnie za dziwaka, ślimaka, odludka.
Być może żebym szczerze z nią pogadał i powiedział co mi leży na sercu, to by zrozumiała, że to, że nie dowcipkuje z nią jak inni, wcale nie oznacza ze jestem gburem, który ma ją w dupie.
Tylko, że ja ku..a nie umiem się przełamać.
U mnie jest tak samo - identycznie(dosłownie).
W moim przypadku to wszystko przeze mnie - ja nie ufam ludziom, nie otwieram się, wolę gadać o pierdołach.
Co jeszcze dodam "Ona" jest "bardzo zajęta", pracujemy w jednej firmie - delikatna sytuacja. Wiele razy chciałem wyskoczyć "z inicjatywą" ale jeden błąd popsuł by wszystko, co w moim przypadku równoważne było ze stratą pracy(moim odejściem natychmiastowym) i być może stratą wszystkiego co teraz mam(chociaż pracę*)
*Praca która mimo wszystko lubię od niedawna - wcześniej chodziłem do roboty choćby po to żeby ją zobaczyć, przestałem palić itd.(jak jej nie widziałem to byłem wk*****y)
Nie wiem ale to byłby chyba mój całkowity koniec - ostateczna porażka na całym życiowym froncie.
Jej facet prawdopodobnie mógłby zniszczyć mi życie w taki czy inny sposób.
Nigdy jej nie mówiłem jej o swoich obawach, ale takie właśnie miałem od samego początku.
Ja ponad wszystko cenię szczerą rozmowę ponad wszystko ale jakbym "wyskoczył z maski" i powiedział co czuję i w efekcie "dostał kosza" to patrz punkt wyżej.
Nie wiem ilu normalnych facetów było by w stanie to udźwignąć, a co dopiero ja...
Sorry za składnię ale z polskiego to ja nigdy dobry nie byłem(kłopoty z werbalizacją myśli,uczuć)
Nie chodzi o podnoszenie na duchu, ale ciesze się że mogłem się wyżalić gdzieś - nigdy bym nie pomyślał że upublicznię to w internecie.
Tak mi jeszcze na koniec przyszedł do głowy taki film "Efekt Motyla" - jak bym mógł bym cofnąć się w czasie to chyba "zraziłbym" Ją do siebie na samym początku.
No ale skąd mogłem wiedzieć ,po prostu (łatwo powiedzieć) jakoś postaram się zapomnieć i żyć dalej - w końcu tyle już razy się podnosiłem.
Nie ma nic gorszego niż nie szczęśliwe(lub bez wzajemności) zakochanie - kurde myślałem że już za stary jestem na to.
Kolego Tobie i innym w podobnej sytuacji życzę "pozytywnego zakończenia sprawy".
Przecież na Tym forum trzeba dać ludziom nadzieję a nie dołować kolejną dołującą sytuacją.
Jak mi przyjdzie wena to coś skrobnę optymistycznego tym razem.
Panowie jesteście starsi ale trochę się z wami identyfikuję. Po skończeniu szkoły dzięki pomocy rodziców dostałem pracę i trzymam się jej rękami i nogami. Przez trzy lata było ciężko ale od "awansu" jest sto razy lepiej. Niestety patrząc w przyszłość obawiam się że pracodawca zacznie wymagać wyższego wykształcenia na moim stanowisku co mnie przeraża bo studia w moim przypadku nie wchodzą w grę. Mam słabą pamięć i brakuje mi tej yyy bystrości umysłu którą widzę u innych ludzi, próbowałem już różnych ćwiczeń żeby polepszyć pamięć ale niestety na niewiele się to zdało.
Mój dzień to praca a potem komputer, filmy, muzyka i tak już od 5 lat. Staram się zabijać czas jak tylko mogę. I bardzo się cieszę z powodu tego że nie ma u mnie w pracy takiej dziewczyny w której bym się zabujał. To musi być torturą, codzienny widok tej osoby. Na chwilę obecną życie w samotności zrobiło się znośne. Pomyślałem o tym jaki jestem na prawdę ( a nie taki jak mi się wydaje że jestem ) I doszedłem do wniosku że musiał bym być strasznym egoistą żeby próbować się z kimś wiązać. Mam 26 lat i nigdy nie miałem dziewczyny jestem pod tym względem upośledzony taki kaleka. Nie potrafię kobiet zainteresować sobą, podczas rozmowy wydaje mi się że zachowuje się jak robot tak, nie jakieś krótkie zdanie i tyle . Tak więc nawet jak jakimś cudem któraś by się ze mną związała to nie wytrzyma ze mną długo. Zanudził bym ją na śmierć, więc po co mi to do cholery. Jestem jaki jestem, żyje w miarę wygodnie nie ma co narzekać. Mam nadzieje że to co napisałem trzyma się kupy zawszę jak coś pisze i czytam to potem wydaje mi się jakie bez wyrazu bez uczuć takie jak ja.
Ostatnio zmieniony przez Ktoś Czw 02 Lut, 2012 22:43, w całości zmieniany 3 razy
Słuchaj no, powiem Ci tak:
Pracy to się trzymaj bo po jej straceniu to dopiero będziesz miał "fajnie" - bezrobocie potrafi psychicznie dopi***ć każdego(dopiero się będziesz czuł do dupy - depresja, dno ostateczne itd.).
Dobra pamięć to przekleństwo(przynajmniej moje) - czego to ja bym nie zrobił żeby "nie pamiętać"(rozpisywać się nie będę ale wiele).
Ku przestrodze powiem że zapijanie się w moim przypadku nie pomogło - ogólnie nie polecam alkoholu choć sam w tym siedzę już zbyt głęboko.
Brak bystrości nie wynika z "utraty pamięci" a raczej z tego że ci zależy i się starasz i wtedy wszystko nie wychodzi.
No i co że nie miałeś dziewczyny - przyjdzie na to czas(niektóre osoby wiążą się z kimś tylko dlatego że tak wypada - to smutne).
Od siebie powiem tak - jak będziesz na siłę szukać to pewnie nie znajdziesz, odpuścisz sobie to same cie będą szukać(nie wiem czemu tak jest ale jest - to paradoks).
Z tym zanudzaniem to mam tak samo, choć czasami zdarzają się dziewczyny takie że po paru zamienionych słowach zapala mi się lampka w głowie - o co kaman?(ona chcę ze mną rozmawiać - dlaczego?Pewnie moje dziwactwo(Ant))
Umiem nawiązać kontakt - nie wiem jak to nazwać ale jakby braterstwo dusz, ale na dłuższą metę i to by się wypaliło(czyt.zanudził bym ją).
Szkoda że tak rzadko się to zdarza, ale zawsze mnie wynosi na piedestały.
hej tu Ewa:) czytałam Wasze wypowiedzi i naprawde kazdy z Was wydaje sie byc interesującym , ciekawym facetem:)nie traccie nadzieji w to ze nie znajdziecie dziewczyny, nie kazda dziewczyna szuka śmiałego, wygadanego, pewnego siebie faceta, o wiele wiecej wartosci maja w sobie ludzie tacy jak MY:)
Ja niestety borykam sie z tym samym problemem czyli Fs, mimo ze mam wielke checi, lubie sport, podróze, próbowac nowych rzezczy, w zasadzie szybko sie ucze, to nie cieszy mnie to, nie mam z kim sie tym dzelic, porozmawiac i przez to siedze w domu i sie jeszcze bardziej dołuje. Gdyby nie ta holerna fobia wiem ze mogłabym daleko zajsc, niestety ona mnie blokuje we wszystkim, w znalezieniu lepszej pracy, w poznawaniu nowych ludzi, w uczestniczeniu w ciekawych zajeiach....:/ehhhh.....
Witaj Ewo!
Tak FS ogranicza maksymalnie - w końcu wszystko sprowadza się prędzej czy później do kontaktów z innymi ludźmi...
Jak Ty to robisz że godzisz "podróże,sport, itd." z FS
U mnie to było tak że kiedyś zmuszałem się do wyjazdów na zawody sportowe, wycieczki itd.(dużo by pisać) i myślałem że to metoda na wyjście z tego "g****" - tzw.przełamywanie się.
Mnie to nie pomogło, co więcej z perspektywy czasu uważam że to pogarszało tylko sprawę...
Na dzień dzisiejszy jak słyszę o wyjazdach,wczasach,wycieczkach czy co tam jeszcze to mi się niedobrze robi
Wiesz... jak juz mam podrózować to podrózuje z osobami/osobą, którą dobrze znam:) tj. siostra, przyjaciółka:)jeśli chodzi o sporty typu basen,jazda na rowerze, rolki itp. to tak samo ewentualnie sama:)wiadomo, że jesli ide na basen, nie znam tych ludzi i zapewne już ich wiecej nie zobacze, to samo jak jade np. na wycieczkę kilkudniowa ale jeśli chodzi o imprezy,wycieczki, jakies kursy gdzie musiałąbym spedzic kilka dni z tymi samymi osobami to jak sie tylko da unikam...:/przykładowo bardzo chciałąbym sie zapisac na kurs tańca ale wiadomo tam beda za kazdym razem te same osoby, ja z razji tego ze jestem fobikiem, mało rozmawiam,zawsze stoje z boku dlatego zazwyczaj jestem nie lubiana, dziwnie odbierana, za duzo niemiłych sytuacji miałam związanych włąsnie z tym ze jestem małomówna dlatego włąsnie unikam spotkań, gdzie jest wiecej ludzi:/ a jak to wygląda u Ciebie?wiesz, gdyby ludzie nie byli tacy niemili, nie dogadywali itp. miałabym to gdzies, mogłabym jechac i robic swoje, mi głównie chodzi o to, że boje sie wysmiewania, dogadywania, ubliżania bo zazwyczaj tak to sie kończy i przez to mam jeszcze większy wstret do ludzi
hej tu Ewa:) czytałam Wasze wypowiedzi i naprawde kazdy z Was wydaje sie byc interesującym , ciekawym facetem:)nie traccie nadzieji w to ze nie znajdziecie dziewczyny, nie kazda dziewczyna szuka śmiałego, wygadanego, pewnego siebie faceta, o wiele wiecej wartosci maja w sobie ludzie tacy jak MY:)
Chyba chcesz nas pocieszyć . I tak z moich obserwacji wynika, że większość kobiet woli wygadanych, pewnych siebie typów.
załamana1 napisał/a:
Ja niestety borykam sie z tym samym problemem czyli Fs, mimo ze mam wielke checi, lubie sport, podróze, próbowac nowych rzezczy, w zasadzie szybko sie ucze, to nie cieszy mnie to, nie mam z kim sie tym dzelic, porozmawiac i przez to siedze w domu i sie jeszcze bardziej dołuje. Gdyby nie ta holerna fobia wiem ze mogłabym daleko zajsc, niestety ona mnie blokuje we wszystkim, w znalezieniu lepszej pracy, w poznawaniu nowych ludzi, w uczestniczeniu w ciekawych zajeiach....:/ehhhh.....
To niestety jest czarna strona FS.
Chcesz coś zrobić, już prawie wykonujesz jakiś krok w tym kierunku. I nagle przychodzi ta cholerna myśl która wszystko burzy, sprawia że pozostajesz bierny. Zaczynasz myśleć analizować, wolisz odpuścić niż podjąć walkę i zmierzyć się z jakim problemem bo cenisz spokój, przejmujesz się oceną innych. Potem wymyślasz głupie wymówki, usprawiedliwienia, że niby w sumie dobrze postąpiłeś, rezygnując.
Phobos napisał/a:
U mnie to było tak że kiedyś zmuszałem się do wyjazdów na zawody sportowe, wycieczki itd.(dużo by pisać) i myślałem że to metoda na wyjście z tego "g****" - tzw.przełamywanie się.
Mnie to nie pomogło, co więcej z perspektywy czasu uważam że to pogarszało tylko sprawę...
Na dzień dzisiejszy jak słyszę o wyjazdach,wczasach,wycieczkach czy co tam jeszcze to mi się niedobrze robi
Phobos szkoda że "przełamywanie się" nie pomogło w Twoim przypadku.
Ja od kilku tygodni staram się myśleć pozytywnie, być bardziej pogodnym, i właśnie przełamywać się, rozmawiać z ludźmi.
Nie jest łatwo to fakt, ale nie widzę innej drogi by walczyć z FS.
Zbyt wiele lat się torturowałem różnymi wyjazdami itd. - wtedy to nawet nie wiedziałem co mi jest.
Sam nie wiem jakim cudem studia skończyłem, ale w tedy przyjołem politykę 5lat zagryźć zęby...no i się udało
Teraz to pierniczę, nie mam zamiaru gdzieś wyjeżdżać aby mnie to osłabiło,załamało - na wczasach to ludzie podobno odpoczywają - ja na odwrót(energia ze mnie ucieka).
Dzisiaj jestem umówiony na "chlanie" - zobaczymy jak będzie
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Fobia Społeczna - Socjofobia - Fobia Forum - Forum Fobia - Depresja - Zaburzenia Lękowe - forum dyskusyjne na temat fobii społecznej (socjofobii), niesmiałosci, fobii, depresji, zaburzeń lękowych i innych problemów psychologicznych.