Ja mam dokładnie to samo co lazarescu.
Ile razy na lekcji pani mnie pyta, a ja wszystko umiem, nagle takie zacięcie, nie powiem nic. No ewentualnie 3 słowa do pani : Nie nauczyłam się.
Jakoś nie mogę tego przezwyciężyć, na całe szczęście nie jest to w każdych sytuacjach.
_________________ Chciałabym móc zanurzyć głowę w strumieniu Twojej świadomości, bezpowrotnie. Chciałabym przez judasze oczu Twoich łagodnych spojrzeć kto tam, kto jest w środku.
Też czasem tak mam, że chciałabym tyle powiedzieć, ale zamiast tego mijam się z tym co chciałam powiedzieć lub nie odezwę się na ten temat, miałam wiele takich sytuacji, że wiedziałam dokładnie co chciałam powiedzieć wiec wyrwałam się z odpowiedzią a potem nagle wydawało mi się to bez sensu i kończyłam na tym "a wiesz co nie ważne"... a potem byłam na siebie wściekła... sprawa się komplikuje kiedy chodzi o moje uczucia, kiedy wiem co czuję i chciałabym o tym komuś powiedzieć, ale nie potrafię... zastanawiam się też nad tym czy jak już jakimś cudem poznam chłopaka moich marzeń, który w dodatku będzie mnie kochał a ja jego czy wtedy zamiast "kocham" nie powiem "nie, to nie ma sensu, nie możemy być razem" bo myslę że mogłabym być do tego zdolna
_________________ Smutno cieszyć się w samotności.
Ja zawsze zaczynam sobie w głowie układać co chciałabym powiedzieć, są to zazwyczaj długie wypowiedzi. A kończy się tym, że nic nie powiem lub coś tam mruknę pod nosem
Chciałabym tyle powiedzieć, a słowa więzną mi w gardle
_________________ ''Śpi. Nie mam zamiaru go budzić. Zastanawiam się, czy kiedykolwiek przyszło mu do głowy, jak bardzo sen jest podobny do śmierci. Może gdyby to wiedział, nie spałby tyle. A może właśnie dlatego to robi...''
Wiem o czym mówicie, ale ja mam czasem inny problem.
Teraz już praktycznie nie mam z kim rozmawiać, ale jak do tej pory czasem miałem, to nie odzywałem się, bo zawsze jak coś powiedziałem następowała taka dziwna cisza. Raczej bez potrzeby się nie odzywam, mówię coś tylko gdy mam coś konkretnego do powiedzenia, nie marnuję śliny na mówienie głupot. Z resztą nienawidzę gadać o głupotach. Czasem coś mówię i po tym co powiem nikt nie wie co powiedzieć, a czasem ludzie jakby nie zauważali, że w ogóle coś mówię, jakby w ogóle mnie nie zauważali. Człowiek dochodzi do wniosku - po co w ogóle coś mówić?
Piszę sporo, mówię rzadko, a jak coś kiedyś mówiłem, to albo wychodziło nie tak jak miałem ułożone w głowie, albo o wiele krócej i z pominięciem słów kluczowych, albo ktoś coś źle odbierał. Czasem po prostu lepiej się nie odzywać...
Ja podczas rozmowy cały czas się odzywam, ale w myślach. Jak mam coś do powiedzenia to boję się właśnie tego, że zapadnie niezręczna cisza, bo źle mnie zrozumieją.
A jak wracam do domu, wizualizuję w umyśle wszystkie przemilczane rozmowy, ale tym razem biorę w nich udział (bardzo czynny udział,.. czasem nawet tylko ja gadam:P)
Ja zawsze rano układam sobie w głowie tematy, które mogłabym poruszyć, gdybym miała z kimś rozmawiać. Zawsze jednak kończy się tym, że nie mam do kogo się odezwać albo nie potrafię wydobyć z siebie jakiegokolwiek dłuższego słowa :C Jak na ironię na kilka minut później do głowy przychodzą mi setki tematów i zaczynam wytykać sobie wszystkie błędy, jakie popełniłam, po czym jestem pewna, że ta osoba ma mnie za dziwną.
Też jestem wygadana - ale tylko w myślach . Widzę się jak prowadzę rozmowę, aktywnie w niej uczestniczę, zawsze mam sporo do wtrącenia, a jak przychodzi co do czego to ciężko złożyć zdanie, a o poprowadzeniu dłuższej pogawędki...I tez sporo analizuje, najwięcej mam do powiedzenia po zakończeniu rozmowy.
_________________ "Miał rację pewien Francuz zauważając: "Jakże słodka jest samotność!" Ale chciałbym mieć przyjaciela, któremu mógłbym to powiedzieć!"
- William Cowper
Wiek: 17 Dołączyła: 26 Lut 2012 Posty: 43 Skąd: Diabeł tu chodzi na palcach
Wysłany: Pon 27 Lut, 2012 19:39
Owszem. Czasem chciałabym swobodnie podyskutować np. na polskim. Konczy się zazwyczaj na jednym zdaniu, ułożonym wcześniej w głowie i powtarzanym w myslach. Kiedy już zamierzam je łaskawie z siebie wydusić, serce wali mi jak oszalałe. Czuję jak podchodzi mi do gardła. Ba, nawet slyszę te łomoty i modlę się, żeby nauczycielka nie zapytała mnie o nic innego, czego nie miałabym wcześniej ułożonego w głowie.
Paradoks (albo i nie) polega na tym, że w gronie ludzi, człowieka, którego dobrze znam układanie zdań nie sprawia mi większego problemu.
_________________ Każdy proton tęskni za istotą Absolutu.
Często robię tak jak ty, śpiączka, układam sobie odpowiedź, czy ogólnie coś , co chcę powiedzieć, w głowie. Ale zazwyczaj jest tak, że jak już zaczynam mówić, to strasznie sztucznie to wychodzi. Plącze mi się język, mam jakąś dziwaczną dykcję...
Dlatego staram się tego unikać jak ognia.
_________________ It's a long lonely highway when you're travellin' all alone...
Ja wiem że ja potrafię podyskutować czy porozmawiać , pożartować ale wzbraniam się czsto od powiedzenia tego co myślę bo nie wiem czy ta osoba mnie zrozumie i czy mnie czasami nie wyśmieję . Mam tez duży problem z wyrażaniem swoich emocji (tłumie je wszystkie w sobie) . A czasami mam chęć światu powiedzieć tyle rzeczy . Czuje jakbym nie pasował do "tych" ludzi .
A ja się nie wpisuję w ten schemat, który można zauważyć w waszych wypowiedziach. Siedzę cicho i myślę o własnych sprawach, ale jak ktoś zagada na jakiś temat to zwykle uprzejmie i wyczerpująco odpowiadam, rozmawiam chwilę i znów sobie milczę.
o pardon, zdarza mi się jednak planować wypowiedzi, ale raczej jak sobie leżę w łóżku i myślę "co by było gdybym powiedział to czy tamto" czyli czysto hipotetycznie.
P.S. Czy słuszne jest moje spostrzeżenie, że większość forumowiczów ma od 20 do 30 lat i większość z tej grupy to faceci 22-24 letni? Nie wiem jak sprawdza się takie dane, patrzyłem po wieku wypowiadających się osób w różnych działach i tak sobie wyliczyłem. Jeśli to prawda, to bardzo ciekawe.
Ostatnio zmieniony przez Ponurak Nie 11 Mar, 2012 21:42, w całości zmieniany 1 raz
Nie mam takiego problemu z osobami mi bliskimi, jak przyjaciel, przyjaciółka czy partner. Tylko z tymi osobami mogę normalnie rozmawiać. Z dalszymi znajomymi czasami uda mi sie powiedzieć troche więcej niż zawsze.
Ale tak, zazwyczaj, tzn prawie zawsze mam z tym problem. Jest wiele tematów na które chciałabym sie wypowiedzieć, powiedzieć swoje zdanie, ale często tego nie robię bo boje się ... reakcji swojego organizmu.
Czy Wam też zdarza się jąkać, zapominać słów, czerwienić się i najchetniej zapadlibyscie się pod ziemie?
Ja czuję to bardzo czesto
Mam tak bardzo często. Nawet jak wiem dużo i jestem czegoś na sto procent pewna, to i tak się nie odezwę sama z siebie. Chyba, że ktoś mnie zapyta, ale wtedy też powiem jakieś z trudem sklecone zdanie i na tym się skończy Boję się wyśmiania i, jak już ktoś napisał, że zapadnie niezręczna cisza, bo nikt nie zrozumie, o co mi chodziło. Później rozpamiętuję, co mogłam powiedzieć i jestem zła na samą siebie.
Jeżeli chodzi o normalną rozmowę (w której mówię naprawdę to, co chcę powiedzieć) to mogę ją prowadzić z 3 osobami - dwoma przyjaciółkami i przyjacielem. Z innymi ludźmi po prostu nie jestem w stanie normalnie pogadać
Doskonale was wszystkich rozumie. Dzisiaj jeszcze czasami przydarzają mi się takie sytuacje jak te wyżej opisane ale na szczęście jest ich dużo,dużo mniej niż kiedyś. Jeśli miałbym dać komuś poradę to proponuję taktykę małych kroków. Na początku mówić niewiele a później stopniowo starać się mówić coraz więcej. Oczywiście nie da się tutaj wyliczyć ile słów będziemy używać żeby komuś odpowiedzieć np. w tym miesiącu 3 a w następnym już 4. Nie o to chodzi ale raczej o to aby oswajać się stopniowo z takimi sytuacjami a także, co według mnie ważne, ze swoim głosem.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Fobia Społeczna - Socjofobia - Fobia Forum - Forum Fobia - Depresja - Zaburzenia Lękowe - forum dyskusyjne na temat fobii społecznej (socjofobii), niesmiałosci, fobii, depresji, zaburzeń lękowych i innych problemów psychologicznych.